ArtykulyNegocjacje klimatyczne

Ile zapłacimy, by mniej dymić?

Ponad 90 mld euro. Tyle może kosztować Polskę zmniejszenie emisji gazów
cieplarnianych o 30 proc. do 2030 r. Ale dzięki tym inwestycjom pojawią
się też oszczędności. Nawet 113 mld euro.

Komin

ONZ-owski szczyt klimatyczny w Kopenhadze właśnie wchodzi w decydującą fazę, a Unia Europejska zastanawia się, czy nie powinna sobie narzucić nowego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych do atmosfery – o 30 proc. już do 2020 r. (czyli o 10 proc. więcej niż cel obowiązujący dziś). A Polska? Polska – uważana w Europie za hamulcowego dostosowań klimatycznych – dopiero teraz dowiaduje się, ile to wszystko może nas kosztować.

Dziś rząd ujawni raport, jaki agencja konsultingowa McKinsey & Company przygotowała we współpracy z ministerstwami Gospodarki i Środowiska, przedstawicielami przemysłu, elektroenergetyki i organizacji pozarządowych. Ta dokładna analiza pokazuje, jakie są możliwości i koszty zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych w Polsce.

Wnioski raportu – napisanego pod patronatem wicepremiera Waldemara Pawlaka – są zaskakujące. Z wyliczeń McKinseya wynika bowiem, że do 2030 r. Polska może zredukować swoje emisje nawet o jedną trzecią w stosunku do poziomu z 2005 r. Ale potrzebne będą dodatkowe inwestycje. Zdaniem McKinseya warte nieco ponad 90 mld euro. To mniej więcej półtora rocznego budżetu państwa.

Trzeba jednak pamiętać, że to nie tylko państwo poniesie koszty. Przyczyni się do tego np. każdy właściciel domu, który zamontuje w nim skuteczną izolację.

A co najważniejsze, dzięki tym inwestycjom pojawią się też potężne oszczędności – zużyjemy mniej energii, a nasze firmy nie będą musiały kupować drogich zezwoleń na emisję CO2. I cała gospodarka zaoszczędzi nawet 113 mld euro. Będą też korzyści, które trudno przeliczyć na pieniądze, np. zmniejszenie uzależnienia od surowców energetycznych z Rosji.

– Dziś nasza gospodarka jest jednym z największych w Europie emitentów gazów cieplarnianych do atmosfery. I jesteśmy na samym szczycie w Europie, jeśli chodzi o stosunek emisji CO2 do PKB – mówi Wojciech Bogdan, partner w McKinsey & Company, współautor raportu. Rocznie Polska pompuje do atmosfery ok. 386 mln ton CO2. Żeby wytworzyć 1 tys. dol. PKB, do atmosfery wysyłamy 760 kg CO2. Gorsza jest tylko Estonia (820 kg). We Francji ten wskaźnik wynosi 290 kg, zaś w Niemczech – też korzystających z elektrowni węglowych – 400 kg.

Od 2002 r. emisja dwutlenku węgla w Polsce rosła średnio o 1,4 proc. W 2009 r. ze względu na kryzys pewnie spadną, ale trend jest wyraźny – w górę. Gdyby Polska zlekceważyła przepisy unijne i ONZ-owskie oraz ostrzeżenia nauki, to już w 2020 r. do atmosfery wyrzucalibyśmy blisko pół miliarda ton dwutlenku węgla rocznie!

Co powinniśmy zrobić, żeby tego uniknąć? McKinsey podaje aż 125 różnych metod ograniczania emisji CO2 w Polsce.

Część z nich może przynieść duże efekty stosunkowo małym kosztem. Niektóre zmiany będą kosztować tylko na początku, ale już w perspektywie kilku lat zaczną przynosić pokaźne zyski. Przykład? Zwykłe poprawienie efektywności energetycznej mogą ograniczyć emisję dwutlenku węgla aż o 35 mln ton. Spadnie też zużycie energii, co da 15 euro oszczędności na każdej tonie „zredukowanego” CO2.

Są też metody droższe. Z analizy wynika, że emisję CO2 można by zmniejszyć aż o 41 mln ton, gdyby Polska postawiła tylko jedną elektrownię atomową. Koszt takiej siłowni – ponad 6 euro na każdą tonę tak zaoszczędzonego CO2. Najdroższą metodą okazuje się tzw. przechwytywanie i magazynowanie CO2 – tu każda tona będzie kosztować aż 38 euro.

Jednak średni koszt ograniczenia emisji CO2 w Polsce przy zastosowaniu na racjonalną skalę wszystkich metod McKinsey wyliczył na 10 euro za tonę.

– Na miejscu Polski potraktowałbym ten raport poważnie. McKinsey ma już doświadczenie w robieniu takich analiz (przed Polską zbadał w ten sposób sytuację w 21 państwach). Wiele światowych banków inwestycyjnych je wykorzystuje – mówi „Gazecie” Julian Popov, ekspert Europejskiej Fundacji Klimatycznej, uczestniczący w szczycie w Kopenhadze. – Teraz rząd powinien rozważyć, jak można w praktyce zastosować wnioski z tego raportu.

Tyle Gazeta Wyborcza. Warto zauważyć, że raport stawia poprzeczkę dość
nisko. Raportowi McKinsey przyjrzeli się m.in. specjaliści z Instytutu
Energetyki Odnawialnej.

Najbardziej kategorycznym i najbardziej zarazem kontrowersyjnym
stwierdzeniem w całej pracy, odnoszącym się do jej wyników końcowych
jest (str. 11): „W stosunku do roku 2005 nawet realizacja pełnego
potencjału technicznego sprawiłaby, że w roku 2020 emisja obniżyłaby
się tylko o 3%”.
Autorzy, koncentrując uwagę jednej strony na kapitałochłonnych i
wielkich „centralnych” inwestycjach (np. CCS, energią jądrowa) sami
piszą np. (str. 9) „opracowanie koncentruje się na metodach
stanowiących techniczne możliwości redukcji emisji i nie zakłada
żadnych znaczących zmian w stylu życia społeczeństw..” i dalej (str.
13), że ew. (nieujęte w opracowaniu – przyp. autora) wykorzystanie
takich mechanizmów mogłoby mieć miejsce po 2020 roku. Takie podejście
dziwi, bo są to (razem z będącą pochodna ww. zachowań społecznych tzw.
zieloną generacją rozproszoną energii elektrycznej i ciepła) właśnie
najtańsze metody redukcji emisji CO2 i uruchamiane stosunkowo łatwo
wraz ze wzrostem cen energii w ramach prowadzonej polityki klimatycznej
i dlatego m.in. opis metody (i jej oczywistych ograniczeń) nie uprawnia
do tak radykalnych stwierdzeń jak ocena maksymalnej redukcji emisji na
jedynie 3% i wymaga wyjaśnienia. Tym bardziej że, co będzie poruszone
jeszcze w dalszej części opinii, opracowanie nie uwzględnia niektórych
ważnych opcji redukcyjnych (w szczególności w zakresie wprowadzania
zielonego ciepła) i obowiązku uzyskiwania w określonym tempie
(systematycznie) minimum 15% udziału energii z OZE w bilansie finalnego
zużycia energii w 2020 r. Jest to twardy wymóg na zasadzie „must run”,
obecnie mocniej umocowany prawnie w Pakiecie klimatycznym UE – w
dyrektywie 2009/29/WE o promocji stosowania odnawialnych źródeł energii
– niż nawet sam (polityczny) obowiązek redukcji emisji gazów
cieplarnianych i w analizach tego typu nie może być traktowany jako
jedynie jedna z możliwych opcji.
Postawiona przez autorów teza o możliwości redukcji emisji CO2 do 2020
r. w stosunku do 2005 r. jedynie o 3% nie tylko jest nieuzasadniona w
stosunku do niezwykle konserwatywnej w tym względzie najnowszej
„Polityki energetycznej Polski do 2030 r.”, ale przede wszystkim z
opracowaniami niezależnymi nastawionymi na badanie tych możliwości,
takimi jak „Scenariusz zaopatrzenia Polski w czyste nośniki energii w
perspektywie długookresowej”. Scenariusz ten nawet przy założeniach
„przedkryzysowych” co do zapotrzebowania na energię elektryczną w
obecnych latach, wskazuje na redukcję emisji CO2 o minimum 15% w samym
sektorze energetycznym w latach 2006-2020.

Jak zauważa Greenpeace, Raport promuje technologie, które nie znajdą w Polsce zastosowania
przed rokiem 2020: elektrownie atomowe oraz technologię wychwytywania i
składowania dwutlenku węgla, (CCS), która nadal jest w fazie badań.
Jednocześnie raport marginalizuje istniejące obecnie technologie takie
jak odnawialne źródła energii i efektywność energetyczna. Greenpeace
wyraża obawę, że raport może posłużyć rządowi jako wymówka do
zaniechania działań na rzecz redukcji emisji w czasie kiedy jest to
niezbędne dla zahamowania zmian klimatu – przed 2020 rokiem.

Debaty wymaga m.in. kwestia wyboru technologii jakimi zmniejszymy nasze
emisje. Najnowszy raport McKinsey’a w tym zakresie niepokojąco odbiega
od założeń przyjętych w raporcie globalnym tej samej firmy, sugerując
że koszty redukcji emisji przez wykorzystanie energetyki atomowej w
Polsce będą dwa razy niższe niż koszty redukcji emisji przez
elektrownie atomowe na świecie (przedstawione w raporcie globalnym).
Jednocześnie koszt redukcji z wykorzystaniem energetyki wiatrowej jest
dwukrotnie wyższy w stosunku do kosztu założonego w raporcie globalnym.
Autorzy raportu nie wyjaśniają skąd te znaczące różnice, co stawia
przyjęte założenia pod znakiem zapytania.

Rząd powinien skoncentrować się na zwiększeniu udziału czystych
technologii. Odnawialne źródła energii i efektywność energetyczna
powinny stać się priorytetem rządu premiera Tuska, bo tylko one
zapewnią łatwe osiągnięcie znaczących redukcji emisji przed 2020 rokiem
i dadzą impuls do rozwoju naszej gospodarki.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly