Grecki rząd za wszelką cenę stara się odzyskać utraconą wiarygodność i wdraża drastyczny program reform i cięć budżetowych. Ale Grekom to się nie podoba. I wychodzą na ulice.

Premier Grecji Jeorios Papandreu
Rok zaczął się od protestów greckich rolników. Zablokowali główne drogi w kraju, domagając się od rządu wyższych dopłat rolnych.
W czwartek dwudniowy strajk rozpoczęli celnicy i poborcy podatkowi, którzy mają być odpowiedzialni za walkę z szarą strefą. W przyszłym tygodniu w środę na ulice wyjdą urzędnicy, lekarze. Prawdziwa kumulacja protestów przeciwko rządowym cięciom w wydatkach budżetowych ma nastąpić 24 lutego. Wtedy może dojść do strajku generalnego. Organizuje go największa organizacja związkowa Grecji – Generalna Konfederacja Greckich Pracowników (GSEE) licząca 600 tys. członków.
Grecki rząd wybrany ledwie w październiku zeszłego roku jest w niewesołej sytuacji. Z jednej strony musi przeprowadzić drastyczne reformy, bo inwestorzy stracili zaufanie do greckiej gospodarki. Z drugiej musi się liczyć, że ewentualne strajki sparaliżują kraj i tylko pogorszą sytuację.
W zeszłym roku deficyt sektora finansów publicznych w Grecji sięgnął 12,7 proc. PKB, dług publiczny przekroczył 113 proc. PKB i zbliża się do poziomu 300 mld euro. Obawy inwestorów powodują wzrost oprocentowania greckich obligacji i tym samym zwiększają koszty obsługi gigantycznego zadłużenia. Strach przed ewentualną niewypłacalnością Grecji szkodzi też innym krajom Europy Południowej, m.in. Hiszpanii i Portugalii, w których zeszłoroczne deficyty sięgnęły odpowiednio 9,3 i 11,4 proc. PKB.
Obawy o stabilność całej strefy euro powodują gwałtowną przecenę na europejskich rynkach akcji. W czwartek indeksy w Hiszpanii i Portugalii straciły 5-6 proc., w piątek w trakcie sesji spadały o kolejne 2-4 proc., choć później zaczęły odrabiać straty. Inwestorzy wyprzedają euro, którego kurs spadł w piątek poniżej 1,37 dol., najniższego poziomu od maja 2009 r.
Nie pomagają deklaracje rządów UE, że deficyty zostaną obniżone do poziomu 3 proc. PKB w ciągu dwóch-trzech lat. Potrzeba radykalnych kroków. Grecki plan przyjęty już Komisję Europejską przewiduje m.in. zamrożenie płac, wyższą akcyzę na paliwo, podwyższenie wieku emerytalnego.
Związkowcy nie chcą się na to zgodzić. – Podwyższenie wieku emerytalnego nie jest wyjściem z sytuacji – mówi Yiannis Panagopoulos, szef GSEE. – Rządowe reformy doprowadzą do cięć pensji pracowników sektora budżetowego o 7-15 proc. – ostrzega Spiros Papaspirou, szef związku zawodowego urzędników ADEDY.
Źródło: wyborcza.biz










