Artykuly

Gospodarka toksycznego wzrostu – co z tym zrobić?

Nasza gospodarka jest częścią biosfery, w której funkcjonuje – jest jej podsystemem.
Zbudowaliśmy gospodarkę tak, by rosła… jednak biosfera nie rośnie razem z nią-jej rozmiar się nie zmienia.
Tak więc, w miarę, jak gospodarka wzrasta, ogarnia i pochłania coraz większą część biosfery, co niesie ze sobą bardzo poważne koszty.

Profesor Herman Daly, amerykański ekonomista środowiskowy z University of Maryland, wcześniej główny ekonomista Departamentu Środowiskowego Banku Światowego, zajmujący się zrównoważonym rozwojem, pokazuje jak nasza obsesja na punkcie wzrostu gospodarczego doprowadziła do sytuacji, w której koszty wzrostu gospodarczego przekraczają odnoszone korzyści.

Dlaczego wzrost jest problemem? Przyjrzyjmy się temu, wtedy łatwiej będzie zrozumieć działania, które powinniśmy podjąć na drodze do zrównoważonej gospodarki.
Guru finansowi na wszystkie nasze problemy (biedę, bezrobocie, degradację środowiska, deficyt budżetowy i handlowy, bankructwa itd.) mają jedną prostą receptę – wzrost gospodarczy! Dziś, podczas głębokiego kryzysu gospodarczego, słyszymy ich wołania o konieczności przywrócenia „Zrównoważonego Wzrostu Gospodarczego” – a większość ludzi nie ma nawet pojąca, że to określenie zawiera wewnętrzną sprzeczność.

Zadajmy więc naszym guru ekonomii dwa proste pytania:
Po pierwsze – matematyka jest prosta: jeśli coś rośnie, to staje się większe! A więc, kiedy gospodarka rośnie, staje się większa. Jak duża dziś jest? Jak duża może być? Czy guru ekonomiczni mają na to odpowiedź? A co ważniejsze, jakie mają podstawy do pewności, że wzrost (czyli fizyczna ekspansja ekonomicznego podsystemu na resztę biosfery) już dziś nie wywołuje kosztów środowiskowych i społecznych większych od korzyści wynikających z coraz większej produkcji, stając się w ten sposób wzrostem dla nas nieopłacalnym – co czyni nas biedniejszymi, a nie bogatszymi? Koniec końców PKB (Produkt Krajowy Brutto) – miara „ekonomicznego” tak zwanego wzrostu, nie oddziela kosztów od korzyści, lecz grupuje je po prostu jako „działalność gospodarczą”. Skąd wiemy, kiedy wzrost staje się nieopłacalny? Działania zapobiegawcze i naprawcze stają się coraz kosztowniejsze, w miarę jak przechodzimy od świata z małą gospodarką, do świata coraz bardziej ogarnianego przez naszą gospodarkę, z coraz powszechniejszym wyczerpywaniem się zasobów, zanieczyszczeniami czy wymieraniem gatunków. Te wszystkie „obronne” wydatki wymuszane przez negatywne skutki wzrostu są dodawane do PKB, a nie odejmowane.

Po drugie – czy wzrost ma być stałym procesem, pożądanym samym w sobie – czy też jest to chwilowy proces wymagany do osiągnięcia określonego poziomu bogactwa, które później będzie utrzymywane na mniej lub bardziej stałym poziomie? Co najmniej 99 procent współczesnych neoklasycznych ekonomistów uważa, że wzrost ma trwać wiecznie.

Jednak takie podejście zderza się z problemami. Stały wzrost gospodarczy może mieć sens jedynie, jeśli spełniony będzie przynajmniej jeden z poniższych warunków:

  • jeśli gospodarka nie byłaby częścią składową skończonego i nierosnącego systemu biofizycznego
  • jeśli gospodarka rosłaby w innym wymiarze niż fizyczny
  • jeśli prawa termodynamiki przestaną działać.

Rozważmy te trzy możliwości (jak znacie czwartą, dajcie mi znać).

1. Niektórzy ekonomiści rzeczywiście traktują środowisko naturalne jako elementy naszej gospodarki (lasy, łowiska, kopalnie, studnie, pastwiska, pola uprawne…). To gospodarka, a nie ekosystem czy biosfera, jest nadrzędna. A skoro to gospodarka jest systemem nadrzędnym, a cała reszta to tylko jej podzbiory i elementy składowe, to może sobie rosnąć bez żadnych zewnętrznych ograniczeń. Jeśli jakiś element wyczerpuje się, to po prostu zastępujemy go jakimś innym i gospodarka - jako całość – może rosnąć dalej nie ograniczana rozmiarami biosfery, lecz w bezkresną przestrzeń międzygwiezdną, gdzie już czekają na nas miliardy bogatych w minerały asteroidów i przyjaźni obcy chętni do nauczenia nas, jak mamy rosnąć dalej na ich terytorium. Zasoby naturalne i możliwości absorpcji odpadów i zanieczyszczeń są nieskończone.

2. Niektórzy ekonomiście mówią, że tym, co rośnie, jest wzrost wartości, a wartość nie jest związana z fizycznymi jednostkami. To oczywiście prawda, jednak nie oznacza to, że wartość jest oderwana od świata materialnego! Koniec końców, wartość to cena razy ilość, a ilość zawsze jest związana ze światem materialnym. Nawet usługi są świadczone przez kogoś, przez jakąś ilość czasu, przez ludzi, którzy muszą jeść.
Nie wystarczy też mówić o „wartości dodanej” (przez pracę lub kapitał), bo pozostaje pytanie „do czego dodanej?”. A odpowiedzią jest: do zasobów naturalnych i energii. Rozwój (wyciśnięcie większego bogactwa z takiej samej ilości zasobów) to dobra rzecz. Wzrost (przepuszczenie większej ilości zasobów przez większą gospodarkę) jest problemem. Tu pojawia się interesująca myśl: ograniczenie wzrostu ilościowego jest sposobem na wymuszenie wzrostu jakościowego.

3. Gdyby zasoby można było tworzyć z niczego, a zanieczyszczenia mogłyby znikać za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to moglibyśmy żyć w świecie wiecznie rosnącego zużycia zasobów i coraz większej gospodarki. Jednak pierwsze prawo termodynamiki mówi: NIE. Albo, gdybyśmy mogli poddawać recyklingowi tą samą materię i energię przepuszczając je przez gospodarkę coraz szybciej, to moglibyśmy mieć stały jej wzrost. W ekonomii diagramy przepływu często wyglądają w ten sposób, sugerując taką drogę. Niestety, druga zasada termodynamiki mówi: NIE.

A więc, jeśli nie możemy rozwiązać problemów dalszym wzrostem, to może powinniśmy pójść w innym kierunku i rozważyć logikę i zalety nierosnącej stale gospodarki?
Uważam, że odpowiedź jest niesamowicie prosta.
Bez wzrostu jedynym sposobem na wyeliminowanie biedy jest zmniejszenie różnic w bogactwie. Jednak odrzucamy to rozwiązanie.
Bez wzrostu jedynym sposobem na osiągnięcie dobrobytu jest zahamowanie wzrostu liczby ludzi. To również odrzucamy.
Bez wzrostu jedynym sposobem na zwiększenie środków w odrodzenie środowiska naturalnego jest zmniejszenie konsumpcji. Na to się też nie zgadzamy.
Trzy punkty – trzy sprzeciwy. Zero rozwiązań.

wzburzenie

Bez wzrostu i rosnącej konsumpcji większość ludzi będzie musiała znaleźć w życiu inny cel. To zbyt niepokojące – może więc zamiast tego urośnijmy jeszcze trochę przez te kolejne lata!

A może jednak pomyślmy o tym, jakie działania powinniśmy podjąć, żeby przejść do zrównoważonej gospodarki? Owszem, według obecnych standardów są to działania radykalne, ale nawet w części nie tak szalenie nierealistyczne, jak przedstawione wcześniej trzy sposoby na nieskończony wzrost.

Przyjrzyjmy się krótko przedstawionym propozycjom działań, pozwalającym nam przejść do zrównoważonej gospodarki, czyli takiej, w której przepływ zasobów i ilość odpadów pozostają w granicach możliwości funkcjonowania ekosystemu i nie powodują długoterminowego wyczerpywania się surowców i degradacji środowiska.

1. System handlu uprawnieniami do zużywania zasobów i zanieczyszczania. Nakładamy ograniczenia ilościowe tam, gdzie jest to potrzebne, na przykład na paliwa kopalne, wycinanie lasów czy połowy ryb. Wyższa cena zasobów zachęci do ich efektywniejszego wykorzystywania. Jednocześnie dochody te pozwoliłyby na obniżenie dotychczasowych podatków.

2. Ekologiczna reforma podatkowa. Przesunięcie opodatkowania z wartości dodanej (VAT) na to, do czego jest ona dodawana, szczególnie surowce i energię ze źródeł nieodnawialnych oraz zanieczyszczenia. Spowoduje to uwzględnienie przez system kosztów, które obecnie są przenoszone na ogół społeczeństwa (eksternalizacja). Cena nakładana jest na zużywanie niewycenianego dotychczas wkładu środowiska, z kolei wartość dodana jest tym, co chcemy promować, rezygnujemy więc z opodatkowywania jej.
Zużywanie zasobów i zanieczyszczenia to to, czego chcemy się pozbyć – a więc je opodatkowujemy. Ekologiczna reforma podatkowa może być alternatywą dla systemu handlu uprawnieniami do zużywania zasobów, może też go uzupełniać.

3. Ograniczenie stopnia nierówności dochodów – dochód minimalny i maksymalny. Bez stałego wzrostu redukcja ubóstwa wymaga redystrybucji dochodów. Absolutna równość jest nieuczciwa, podobnie jak nieograniczona nierówność. Jakie są rozsądne granice nierówności? Mamy tego dobre przykłady w służbie publicznej, wojsku czy na uczelniach – rozpiętość dochodów sięga 15-20. W korporacjach jest to 500 i więcej. Ograniczmy to do 100 i zobaczmy, jak to działa. Osoby, które osiągnęły górną granicę, mogą pracować nieodpłatnie, jeśli lubią swoją pracę lub poświęcić swój dodatkowy czas na hobby albo działalność społeczną. Zbyt duża rozpiętość dochodów nie służy demokracji – ludzie, których dochody różnią się o czynnik 500 to już inne gatunki żyjące na różnych planetach. Głównym argumentem na rzecz tak wielkich nierówności była stymulacja wzrostu, który pewnego dnia uczyni wszystkich bogatymi. W olbrzymim świecie z małą gospodarką mogło to mieć rację bytu, jednak obecnie przeradza się w mrzonkę.

4. Uwolnienie czasu długości pracy – dziennie, miesięcznie, rocznie. Bez stałego wzrostu trudno o pełnoetatową pracę dla każdego. W ekonomii klasycznej długość dnia pracy to kluczowa zmienna pozwalająca pracownikom (rzemieślnikom, artystom) na regulowanie balansu między pracą i dochodami, a czasem wolnym i czerpaniem radości z życia. Powinniśmy dać ludziom możliwość wyboru wymiaru pracy, a także przestać wpływać na wybory form spędzania czasu wolnego poprzez reklamy stymulujące więcej konsumpcji i większą ilość pracy, aby móc za to zapłacić.

5. Ponowna regulacja handlu międzynarodowego. Odejście od wolnego handlu, wolnego przepływu kapitału i globalizacji, przyjęcie ceł chroniących efektywne firmy oraz efektywne polityki krajowe uwzględniające koszty środowiskowe przed zaniżającą standardy konkurencją. Nie jest możliwe zintegrowanie się ze światową gospodarką z jednoczesnym utrzymaniem poziomu płac, standardów ochrony środowiska i ochrony społecznej (ubezpieczenia, renty, emerytury, …) na wyższym niż u innych poziomie. Handel i przepływ kapitału musi być zrównoważony i sprawiedliwy, a nie rozregulowany i „wolny”. Tego typu cła to również dobre źródło dochodów mogące zastąpić inne podatki.

6. Zredukowanie wpływu IMF-WB-WTO (Międzynarodowy Fundusz Walutowy – Bank Światowy – Światowa Organizacja Handlu) w stronę oryginalnego planu Keynes’a na Międzynarodową Unię Clearingową, której podstawowym zadaniem byłoby regulowanie podaży międzynarodowej płynności, m.in. przez nakładanie kar zarówno za nadwyżki jak i deficyty handlowe, co zapobiegałoby zarówno narastaniu zadłużenia międzynarodowego jak i stałej systemowej nierównowadze płatniczej.
W chwili obecnej, międzynarodowa mobilność kapitału wraz z wolnym handlem, pozwalają korporacjom na ucieczkę przed regulacjami krajowymi i na wygraną jednych krajów względem drugich. Ponieważ nie istnieje światowy ośrodek władzy, który mógłby temu zapobiec, korporacje są de facto poza wszelką kontrolą.

7. Odejście od obecnego bankowego systemu rezerw częściowych w stronę wymagania 100 procentowych rezerw. Przywróciłoby to kontrolę nad dopływem pieniędzy do gospodarek rządom. W chwili obecnej banki mają prawo tworzyć pieniądze „z niczego” i pożyczać je na procent. Zasady te powinny obejmować wszystkie instytucje finansowe. W tym modelu banki zarabiałyby na pośrednictwie finansowym, pożyczając pieniądze osób oszczędzających (i biorąc za to wyższy procent niż płacąc oszczędzającym za depozyty), obsługując karty płatnicze, przechowując papiery wartościowe i świadcząc inne podobne usługi. Przy wymogu 100 procentowych rezerw wszystkie pożyczone pieniądze muszą być najpierw przez kogoś zaoszczędzone i wpłacone do banku, co przywróci klasyczną równowagę między oszczędnościami a inwestycjami. Rząd, w miejsce stworzonych przez bank i oprocentowanych pieniędzy, będzie mógł regulować swoje wydatki poprzez wypuszczeniem pieniędzy na rynek nieobarczonych odsetkami banku centralnego – jednak tylko w granicach nakładanych przez inflację.

8. Zaprzestanie traktowania ograniczonego jak nieograniczonego. Wspólne dobra kapitału środowiskowego, które obecnie nie są uwzględniane w wycenie działalności gospodarczej (atmosfera, spektrum elektromagnetyczne, tereny publiczne) powinny być chronione przez prawo do użytku publicznego, a ich wykorzystanie powinno podlegać systemowi handlu uprawnieniami lub opodatkowaniu.

9. Ustabilizowanie populacji. To kontrowersyjne i trudne, ale na początek antykoncepcja powinna być dostępna dla wszystkich chętnych.

10. Zreformowanie metod wyliczania dobrobytu – podział PKB na rachunek kosztów i korzyści. Należy zacząć je ze sobą zestawiać i porównywać, a nie wrzucać do jednego worka z napisem „aktywność gospodarcza”. Należy poza tym, obiektywnym w sumie podejściem, wziąć pod uwagę wyniki badań pokazujące, że po przekroczeniu pewnego progu, dalszy wzrost PKB nie powoduje już wzrostu poziomu zadowolenia i szczęścia osobistego. Poza tym progiem, rozwój gospodarczy nie daje już ludziom większego szczęścia osobistego, lecz już tylko powoduje wyczerpywanie zasobów i wzrost zanieczyszczeń. Jako minimum nie możemy po prostu zakładać, że wzrost PKB jest wzrostem opłacalnym, lecz powinniśmy to mierzyć i udowadniać. A zacząć można od próby odrzucenia całej piramidy dowodów pokazujących, że tak nie jest.

ziemia i gospodarka

Opisane działania wielu wydadzą się radykalne, jednak warto zauważyć, że można je wprowadzać stopniowo. Poziom 100 procent obowiązkowych rezerw bankowych można osiągnąć stopniowo, stopień rozpiętości dochodów można ograniczać stopniowo, limity zużycia surowców można wprowadzać stopniowo itd.

Opisane działania bazują na konserwatywnych instytucjach własności prywatnej i rynku. Odzwierciedlają one po prostu, że własność prywatna traci swoją legitymację społeczną, jeśli jest zbyt nierówno rozdzielona, a cena rynkowa powinna uwzględniać eksternalizowane koszty.

Cała makroekonomia staje się absurdem, jeśli jej skala jest strukturalnie skazana na rozrost poza biofizyczne ograniczenia Ziemi. A zanim jeszcze osiągniemy radykalny fizyczny limit ograniczeń środowiska, spotkamy się ze zwykłym ograniczeniem ekonomicznym nieopłacalnego wzrostu, kiedy jego koszty stają się większe od osiąganych korzyści.

Na podstawie Theoildrum ang oraz AdBusters ang 

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly