Teraz, kiedy na półkuli północnej trwa astronomiczna i kalendarzowa zima, sport i turystyka po raz kolejny stają przed problemem ocieplającego się klimatu.
Najnowszy raport IPCC prognozuje, że do końca tego wieku średnia globalna temperatura może wzrosnąć o 4oC, a nawet więcej. Od XIX wieku ludzkość spalając paliwa kopalne, głównie węgiel i ropę emituje do atmosfery dwutlenek węgla, który podnosi temperaturę na Ziemi. To prowadzi do tego, że topią się nie tylko arktyczne czy antarktyczne lody, ale i górskie lodowce oraz leżący w górach śnieg. W wyniku tych procesów przed turystyką zimową i sportem stoi poważny problem.
Zimowe igrzyska olimpijskie rozegrano dotychczas w 18 miejscach na całym świecie. Naukowcy ostrzegają, że już niedługo tylko w sześciu z nich będzie można w lutym zorganizować zawody na wolnym powietrzu. Byłyby to Albertville we Francji, Calgary w Kanadzie, Cortina d’Ampezzo we Włoszech, St. Moritz w Szwajcarii, Salt Lake City w USA i Sapporo w Japonii. W połowie wieku dałyby radę jeszcze: Lake Placid w Ameryce, Lillehammer w Norwegii, Nagano w Japonii i Turyn we Włoszech. W przypadku tych wszystkim miast należy wziąć pod uwagę pewną zmienną, jaką będzie bardzo wysoka kapryśność pogody. Nawet jeśli zima nie zniknie jeszcze całkowicie z krajobrazu tych miejsc, to sytuację skomplikują anomalie pogodowe. A te zdarzają nie tylko co raz częściej w różnych miejscach na Ziemi, ale są też bardziej intensywne. Wciąż będą występować śnieżne i być może nawet mroźne zimy, bo coraz większym zawirowaniom będą podlegać prądy strumieniowe. Przewiduje się, ze problem gwałtownych zmian pogodowych i blokad cyrkulacji atmosferycznej nasili się po stopieniu czapy lodowej w Arktyce. W przypadku takich miejsc jak Oslo, Sarajewo, Squaw Valley w Kalifornii, Vancouver, Chamonix, Garmisch-Partenkirchen w Niemczech, Grenoble czy Soczi o korzystnych warunkach dla olimpiad zimowych można będzie zapomnieć.
Być może już wkrótce igrzyska olimpijskie i inne imprezy wymagające śniegu i ujemnych temperatur, będzie trzeba organizować w sztucznych warunkach. Tak jest na przykład w Dubaju, w którym w 2005 r. wybudowano kryty stok narciarski. Pierwszy poważny problem pojawił się w Vancouver w 2010 roku, gdzie najcieplejszy luty w historii pomiarów zmusił komitet olimpijski do improwizacji, czyli m.in. do transportu śniegu śmigłowcami z chłodniejszych rejonów Kanady.
Od podpisania Protokołu z Kioto w 1997 roku sytuacja zamiast się polepszać, pogarsza się. Globalna emisja CO2 wzrosła o 45 procent. Przez ostatnie lata do atmosfery rocznie trafiało ponad 30 mld ton CO2 podnosząc stężenie tego gazu o 2-2,5 ppm rocznie. Prognozy ekspertów i trendy światowej gospodarki rozwiewają nadzieję na polepszenie się sytuacji.
Poważne problemy czekają też sporty zimowe w Polsce. Mamy kolejną łagodną zimę, która stanowi problem dla miejscowości czerpiących zyski z turystyki. Wiele wyciągów narciarskich jest nieczynnych, lub musi co jakiś czas zawieszać swoją pracę z powodu częstych odwilży. To już kolejny rok z rzędu, gdy zimą w Beskidach brakuje śniegu i góralom pozostaje modlitwa o cud. Na problemy z brakiem śniegu narzekają właściciele wielu stacji narciarskich, bo wyciągi stoją. Górale boją się bankructw – tym bardziej że w ostatnich latach wiele beskidzkich ośrodków zostało zmodernizowanych, a ich właściciele mają kredyty do spłacenia. Skąd mają brać pieniądze? Na ciepłej zimie i braku narciarzy tracą także hotelarze, restauratorzy, właściciele szkółek narciarskich.
Problem ocieplającego się klimatu, który uderza w zimowe ośrodki turystyczne i sportowe dotyczy oczywiście nie tylko Polski, lecz także wielu innych krajów na świecie. W amerykańskim Oregonie średnia granica występowania śniegu przebiega około 400 metrów wyżej niż kiedyś. Znacznie skurczyły się niektóre lodowce, nawet o 60%. Jak pokazują dane obserwacyjne NASA, znacznie spadła akumulacja śniegu w północno-zachodniej części USA – w niektórych miejscach jest nawet o 70% mniejsza, niż być powinna. Staje się to poważnym problemem dla amerykańskich kurortów narciarskich, takich jak Aspen, które silnie angażują się w ochronę klimatu.
Podobnie jest też w europejskich Alpach, gdzie od lat obserwuje się topnienie lodowców, a zimy stają się coraz bardziej kapryśne. Problemy z brakiem śniegu obserwuje się we wszystkich krajach gdzie są alpejskie ośrodki zimowe. Prawie wszystkie lodowce bawarskich Alp w wyniku zmiany klimatu prawdopodobnie znikną już w przeciągu następnych 20-30 lat. Zmiany zachodzą także w Alpach. Ludzie, którzy odwiedzają te góry od wielu lat, jak brytyjski przewodnik Victor Saunders przyznają, że pejzaż Alp zmienił się w ostatnich latach. W Chamonix, gdzie wznosi się najwyższy szczyt Alp Mont Blanc, średnia temperatura w ciągu ostatnich 75 lat wzrosła o 1,5°C. Turyści i sportowcy mają coraz większe problemy z uprawianiem sportów zimowych, gdyż opady śniegu są coraz rzadsze, podnosi się granica występowania wiecznego śniegu. Wpływ globalnego ocieplenia będzie z pewnością odczuwalny w połowie wieku, a nawet wcześniej, gdyż zmiany już są widoczne.
W 2009 roku znikł istniejący od 18 tysięcy lat leżący na wysokości 5300 mnpm boliwijski lodowiec Chacaltaya, przy którym znajdował się najwyżej położony na świecie ośrodek narciarski.
W wielu krajach, szczególnie w regionach górzystych turystyka zimowa pełni bardzo ważną rolę. Kiedy stopią się lodowce, a śnieg będzie występować rzadko, ludzie utrzymujący się z tej branży poniosą poważne straty i stracą pracę. Idąc w ślady Aspen powinni działać na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Wszystkim zaprzeczającym ocieplaniu się klimatu pozostaje zaproponować, by udowodnili swoją determinację własnym portfelem, inwestując w nisko położone wyciągi w Beskidach lub nieruchomości na Półwyspie Helskim.








