Mimo porażki na własnym podwórku prezydent Francji Nicolas Sarkozy chciałby, żeby wszyscy mieszkańcy UE płacili za swoje emisje dwutlenku węgla. I proponuje, by także na towary spoza UE nałożyć „węglowe” cła.
Francja miała być kolejnym krajem w Unii Europejskiej, w którym obowiązywałby podatek węglowy, czyli – w uproszczeniu – podatek nakładany na paliwa, przy spalaniu których emitowany jest CO2, jeden z gazów przyczyniających się do groźnego efektu cieplarnianego.
Za każdą tonę wyemitowanego do atmosfery CO2 Francuzi mieli płacić początkowo 17 euro, głównie w postaci dodatkowego podatku za benzynę, olej napędowy i opałowy, mazut i gaz.
Podatek miał obowiązywać od stycznia, jednak w ubiegłym tygodniu jego wprowadzenie zablokował francuski trybunał konstytucyjny, który orzekł, że w projekcie ustawy jest zbyt dużo dziur. Przykładowo zwalnia ona z podatku węglowego praktycznie cały przemysł. To zdaniem sędziów jest konstytucyjnie niesprawiedliwe.
Sarkozy się jednak nie poddaje. Rząd w trybie pilnym ma przygotować nowy projekt ustawy (tak by mógł wejść 1 lipca br.), zaś Sarkozy proponuje, by podatek węglowy wprowadzić w całej Unii Europejskiej oraz na jej granicach. – Nie będziemy akceptować towarów, które nie spełniają naszych standardów środowiskowych – powiedział w środę na spotkaniu z francuskimi przedsiębiorcami Sarkozy cytowany przez portal EUobserver. – W przyszłości będziemy mieli cło węglowe na naszych granicach – podkreślił.
Francuski prezydent miał na myśli najprawdopodobniej masowy import towarów z państw azjatyckich (zwłaszcza z Chin), w których przepisy o ochronie środowiska praktycznie nie istnieją, podobnie jak próby ograniczania emisji CO2. Taki import zdaniem Francuzów może stanowić nieuczciwą konkurencję dla producentów europejskich, którzy muszą ponosić dodatkowe koszty przestrzegania norm środowiskowych, uczestnictwa w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (ETS) itp.
Teoria ekonomiczna leżąca u podstaw podatku węglowego jest prosta. Kupując i wykorzystując paliwo, konsument nie płaci za straty wywołane przez zatrucie środowiska, zwłaszcza za efekty emisji CO2 do atmosfery. Rynek sam z siebie – przyznają ekonomiści – nie jest w stanie wytworzyć mechanizmu, który prowadzi do pokrycia tych kosztów.
Wprowadzenie podatku węglowego problem rozwiązuje, bo konsument zaczyna płacić za zanieczyszczenie, które sam powoduje. I dlatego taki podatek jest uważany za rozwiązanie społecznie sprawiedliwe.

Rząd Francji, forsując podatek węglowy w kraju i całej Europie, często przywołuje przykład Szwecji – pierwszego kraju UE, który wprowadził u siebie takie opodatkowanie – jeszcze w 1991 r. Początkowo Szwedzi płacili (w przeliczeniu z koron) 27 euro za każdą tonę wyemitowanego CO2. W 2009 r. płacili już 108 euro (jako że stawki podatku rosną z czasem). W cenie każdego litra paliwa do samochodu szwedzcy kierowcy płacą 31 eurocentów podatku węglowego. W odróżnieniu od projektu francuskiego w Szwecji przedsiębiorstwa też muszą płacić podatek węglowy – tyle że zredukowany. Płacą np. 15 proc. stawki.
Dochody budżetu szwedzkie z tytułu podatku węglowego wynoszą ok. 2,6 mld euro (czyli mniej niż 2 proc.).
W jaki sposób szwedzkim władzom udało się przekonać obywateli do nowego podatku? Pomogła na pewno duża wrażliwość ekologiczna Szwedów, ale decydujące było to, że jednocześnie z wprowadzeniem podatku węglowego państwo obniżyło inne obciążenia fiskalne – np. podatek dochodowy obniżono w sumie o 6 mld euro w skali całego kraju.
Dziś rząd Szwecji przekonuje, że wprowadzenie podatku węglowego spełniło swój podstawowy cel – Szwedzi zmodyfikowali styl życia i ograniczyli domową emisję dwutlenku węgla. Np. masowo zaczęli wymieniać domowe instalacje grzewcze – kotły na mazut zastępowali piecami na biomasę (np. odpadki drzewne). Jak twierdzi rząd Szwecji, od 1990 r. łączna emisja CO2 w tym kraju spadła o 9 proc., podczas gdy szwedzki PKB wzrósł w tym czasie o 44 proc. Gdyby nie podatek węglowy – przekonują Szwedzi – emisja CO2 byłaby dziś większa o 20 proc. niż w 1990 r.
Zwolennikiem wprowadzenia podatku węglowego był także były minister środowiska prof. Maciej Nowicki. – Będę rozmawiał z wicepremierem ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem o tej propozycji już w najbliższym czasie. Bo to jest genialny, bardzo prosty mechanizm, żeby mieć więcej pieniędzy na działania mające prowadzić do ograniczenia emisji CO2, także w sektorze transportowym – powiedział „Gazecie” pod koniec października ub.r.
Nie wiadomo jednak, czy jego następca w resorcie (wciąż nienominowany) podtrzyma to zamierzenie.
Źródło Gazeta










