Artykuly

Energia, wzrost i zrównoważona gospodarka: pięć zagadnień

Opracowanie „Energia, Wzrost i Zrównoważona Gospodarka”, autorstwa Grupy ds. Energii Uniwersytetu w Sussex kwestionuje konwencjonalny sposób myślenia leżący u podstaw polityki klimatycznej i postuluje ponowne otwarcie dyskusji nt. fundamentalnych kwestii dotyczących energii, wzrostu i zrównoważonej gospodarki:

1. Wzrost efektywności energetycznej nie powoduje proporcjonalnego spadku zużycia energii, co ogranicza szanse na rozdzielenie zużycia energii od wzrostu gospodarczego.
2. Rola energii w poprawie produktywności i wzroście gospodarczym jest wyraźnie niedoszacowana.
3. Pogoń za poprawą efektywności musi iść w parze z etyką wystarczalności.
4. W krajach rozwiniętych rozwój zrównoważony jest niezgodny ze wzrostem gospodarczym.
5. Gospodarka o zerowym wzroście jest niemożliwa do pogodzenia z systemem monetarnym opartym na długu.

Powyższe stwierdzenia idą pod prąd konwencjonalnego myślenia i dotykają kwestii pomijanych lub będących tabu, a które wymagają pilnej i dogłębnej analizy.

Zielone miejsca pracy

1. Wzrost efektywności energetycznej nie powoduje proporcjonalnego spadku zużycia energii, co ogranicza szanse na rozdzielenie zużycia energii od wzrostu gospodarczego.

Mamy tu do czynienia z Paradoksem Jevonsa. Kiedy rozwój technologiczny umożliwia bardziej efektywne wykorzystanie zasobów, ich zużycie wcale nie spada zgodnie z przewidywaniami, a nawet może wzrosnąć.

Poprawa efektywności energetycznej nie przekłada się tak skutecznie na spadek całkowitego zużycia energii, jak się powszechnie uważa. Może to zmniejszyć szanse na oderwanie zużycia energii od wzrostu gospodarczego. W jakim stopniu – nie wiadomo. Co do zasady, wzrost cen energii powinien zmniejszyć efekty zwrotne, częściowo niwelując spadek kosztów związanych z większą efektywnością energetyczną. W związku z tym politycy powinni podnieść ceny energii albo poprzez podatki węglowe, albo systemy handlu emisjami.

2. Rola energii w poprawie produktywności i wzroście gospodarczym jest wyraźnie niedoszacowana.

Wiele argumentów potwierdzających Paradoks Jevonsa skupia się na źródłach wzrostu produktywności i związkach pomiędzy zużyciem energii i wzrostem gospodarczym. Ekonomia konwencjonalna i ekonomia środowiska oferują zupełnie różne spojrzenie na te kwestie i zupełnie różne konkluzje co do możliwości spadku zużycia energii przy zachowaniu wzrostu gospodarczego, obecnie bardzo silnie ze sobą powiązanych.

Modele ekonomii konwencjonalnej zakładają, że gospodarka jest zamkniętym systemem, w ramach którego dobra produkowane są dzięki kapitałowi i ludzkiej pracy, a następnie wymieniane między firmami i konsumentami. Wprawdzie w takich modelach można uwzględnić zasoby naturalne, usługi dostarczane przez ekosystemy oraz odpady, są to jednak w najlepszym razie czynniki drugorzędne. Zakłada się, że wzrost gospodarczy wynika z kombinacji trzech czynników: większego wkładu kapitału i pracy ludzkiej, poprawy jakości tego wkładu (np. lepiej wykwalifikowani pracownicy) oraz postępu technicznego. Zakłada się, że wzrosty nakładów energetycznych i produktywności energii w niewielkim stopniu przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, głównie dlatego, że koszt energii stanowi zaledwie niewielką część całkowitych wydatków (zazwyczaj <5%). Zakłada się również, że kapitał i praca ludzka zastąpią energię, jeżeli ta zdrożeje. Z takiej perspektywy, poprawa efektywności energetycznej nie powinna znacząco wpłynąć na całkowitą produktywność, stąd też związane z nią skutki zwrotne będą relatywnie niewielkie. W tym ujęciu, nic nie stoi na przeszkodzie, by zużycie energii wyraźnie oderwało się od wzrostu gospodarczego. 

Ekonomiści środowiskowi uważają, że modele konwencjonalne nie dostrzegają, jak bardzo działalność gospodarcza opiera się na przepływach wysokiej jakości energii i surowców. System napędzany jest głównie energią zawartą w paliwach kopalnych. Z uwagi na to, że energii tej nie da się wyprodukować ani odzyskać, stanowi ona pierwotny czynnik produkcji gospodarczej. Natomiast praca i kapitał stanowią pośrednie czynniki produkcji, ponieważ nie mogą być wytworzone, ani utrzymane bez udziału energii. I tak oto energia z pozycji drugorzędnej przesuwa się do centrum naszych zainteresowań.

Ekonomiści środowiskowi twierdzą, że imponujący wzrost wydajności pracy na przestrzeni ostatniego stulecia w znacznej mierze spowodowany był przez dostęp do rosnących ilości wysokiej jakości energii – zarówno bezpośredni, jak i pośredni (energia zawarta w wyposażeniu i technologiach…)

Ekonomiści środowiskowi twierdzą również, że pośrednie zużycie energii związane z kapitałem i pracą ogranicza zakres, w jakim kapitał i praca mogą zastąpić energię w produkcji. Energia zawarta w dobrach kapitałowych jest często pomijana w opracowaniach oceniających potencjał oszczędności energii w poszczególnych sektorach, a następnie sumujących wyniki dla całej gospodarki. Co więcej, wiele modeli ekonomicznych zakłada większy potencjał substytucji (zastępowania), niż to wynika z praw fizyki. Stąd też, z perspektywy ekologicznej, możliwości rozdzielenia zużycia energii i wzrostu gospodarczego mogą być ograniczone (tabela 1).

Spojrzenia na energię,produktywność i wzrost

Konwencjonalna ekonomia zakłada, że efekty zwrotne są niewielkie, poprawa produktywności energii w niewielkim stopniu przyczynia się do wzrostu gospodarczego i że rozdzielenie zużycia energii i wzrostu jest wykonalne i tanie. Na przeciwnym biegunie ekonomiści środowiskowi uważają, że efekty zwrotne mogą być znaczne, wzrost wykorzystywania energii istotnie przyczynia się do wzrostu gospodarczego, a rozdzielenie zużycia energii i wzrostu będzie trudne i drogie.

3. Pogoń za poprawą efektywności musi iść w parze z etyką wystarczalności.

Jądrem sprawy jest wystarczalność, zdefiniowana jako zasada organizująca życie społeczne, bazująca na pojęciach takich jak wstrzemięźliwość i umiarkowanie, porządkująca zachowania zbiorowe. Podstawowym celem jest respektowanie ograniczeń środowiska naturalnego, jakkolwiek wielu autorów podkreśla również społeczne i psychologiczne korzyści związane z mniejszą konsumpcją. Dzięki „zwolnieniu obrotów” można jednocześnie ograniczyć skutki dla środowiska i poprawić jakość życia, szczególnie przez obniżenie stresu i przeznaczenie większej ilości czasu na wypoczynek. Argument ten znajduje poparcie w coraz większej ilości prac, które wskazują, że w krajach rozwiniętych poziom zadowolenia z życia nie rośnie wraz ze wzrostem dochodów. Jak zauważa Binswanger:

“…gospodarki krajów rozwiniętych są jak kierat, w którym ludzie chodzą szybciej i szybciej, by zwiększyć poziom zadowolenia z życia, jednak nic się nie zmienia. W większości przypadków, poziom życiowej satysfakcji jest zawsze ten sam, niezależnie jak szybko ludzie maszerują w kieracie”. 

Etyka wystarczalności może pozwolić na ucieczkę z kieratu, jednocześnie wspierając równowagę środowiskową. 

Skuteczna strategia wystarczalności ograniczy zapotrzebowanie na energię i inne zasoby, co przełoży się na obniżenie cen, co zwiększy popyt, co z kolei częściowo zniweluje oszczędności energii i zasobów. Być może ten „efekty zwrotny wystarczalności” zrówna dostęp do konsumpcji zasobów, jednak zmniejszy korzyści środowiskowe działań. Tymczasem, jako że globalny „ślad ekologiczny” w wielu aspektach już teraz przekracza możliwości regeneracyjne środowiska, globalne zużycie zasobów musi spaść w wielkościach absolutnych. Osiągnięcie tego celu będzie wymagało zbiorowego porozumienia w zakresie ambitnych, prawnie wiążących i coraz bardziej restrykcyjnych celów zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym.

4. W krajach rozwiniętych zrównoważony rozwój jest niekompatybilny ze wzrostem gospodarczym.

Poprzednie argumenty ujawniają konflikt pomiędzy ograniczeniem zużycia energii w wartościach absolutnych i jednoczesnym wzrostem gospodarczym. Uznanie znaczenia efektu zwrotnego i roli energii, jako motoru wzrostu gospodarczego, na nowo otwiera dyskusję nt. granic wzrostu. Ta dyskusja trwa od lat i ma wiele aspektów, jednakże kluczowym postulatem jest definiowanie rozwoju gospodarczego nie poprzez maksymalizację PKB, ale poprzez poprawę satysfakcji życiowej człowieka i poziomu życia.

W tabeli 2 porównujemy rodzącą się właśnie zrównoważone spojrzenie na rozwój gospodarczy z modelem konwencjonalnym…

Modele rozwoju gospodarczy

W dłuższej perspektywie, stały wzrost gospodarczy można pogodzić z ograniczeniami środowiska tylko jeżeli poczynimy niewiarygodnie wielki postęp w zakresie efektywności energetycznej. Łatwo tego dowieść przy pomocy równania I=P*A*T, gdzie I oznacza ingerencję w środowisko, warunkowaną przez populację (P), zamożność/ poziom dochodów (A – affluence) i wydajność technologiczną/efektywność (T). W przypadku zmian klimatu, I oznaczać by mogło całkowite emisje dwutlenku węgla, P – PKB na głowę mieszkańca, a T – emisje dwutlenku węgla na jednostkę PKB (same będące iloczynem zużycia energii na jednostkę PKB i emisji na jednostkę zużycia energii). Strategia rozprzężenia związku wzrost-zużycie zasobów szuka redukcji w T, co pozwoli z nawiązką skompensować wzrost P i A, co obniży I…

Jeżeli weźmiemy pod uwagę efekty zwrotne, okazuje się, że stoi przed nami nawet większe wyzwanie. Równanie I=P*A*T zakłada, że zmienne po prawej są od siebie niezależne, lub też zależność jest na tyle mała, że można ją zignorować. Niestety w praktyce zmienne te są powiązane, co może skutkować pochłanianiem dodatkowych zasobów. Redukcje intensywności emisyjnej w skali kraju T mogą się bezpośrednio przełożyć na ograniczenie emisji I, ale też stymulować wzrost gospodarczy A, co będzie skutkować wzrostem emisji. Wyższe A może też wpływać na rozmiar populacji P. Oznacza to, że dla osiągnięcia określonej redukcji w I, konieczne będą większe zmiany w T.

Wobec faktu, że coraz bardziej przekraczamy pojemność środowiska, należy zakwestionować cel nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w krajach rozwiniętych. 

O ile chcemy kontynuować wzrost gospodarczy i powrócić do stężenia CO2 w atmosferze na poziomie 350 ppm (cząstek na milion), to redukcje emisji powinny być znacznie większe, niż założono w Raporcie Sterna. Proste wyliczenie wskazywałoby na konieczność zredukowania emisji CO2 o 6.9% rocznie, ale wziąwszy pod uwagę Paradoks Jevonsa, poprawa efektywności energetycznej musiałyby być znacznie szybsza. A to znacznie powyżej czegokolwiek, co kiedykolwiek na poważnie rozważano. 

5. Gospodarka o zerowym wzroście jest niekompatybilna z systemem monetarnym opartym na długu. 

Rządy mogą (i powinny) stworzyć nowy, bezodsetkowy pieniądz i puścić go w obieg, w podobny sposób, jak tworzą monety i banknoty. Jednakże większość pieniądza jest tworzona przez banki komercyjne, które obciążają konta klientów oprocentowanymi pożyczkami. Ten system częściowej rezerwy bankowej ma swoje źródło w oszukańczych praktykach dawnych złotników, którzy „pożyczali” większe ilości złota, niż rzeczywiście mieli w skarbcu. Przynosiło im to znaczne zyski, wirtualnie zwiększało ich majątek (dzięki zastawom), ale też pełniło kluczową funkcję we wzrastającej gospodarce, zwiększając jej siłę nabywczą. Ta praktyka stopniowo przerodziła się we współczesną bankowość, gdzie banki centralne narzucają minimalne poziomy rezerw i pełnią rolę pożyczkodawców ostatniej instancji. 

[googlevideo]-1887591866262119830&hl=pl[/googlevideo]

Kluczową konsekwencją takiego systemu jest fakt, że większość pieniądza w obiegu istnieje tylko dlatego, że firmy lub osoby indywidualne zadłużyły się i płacą odsetki od pożyczek. Pojedyncze pożyczki można spłacić, ale nie całkowitą sumę zadłużenia, bo to usunęłoby z obiegu prawie wszystkie pieniądze. Dobry stan gospodarki zależy więc całkowicie od nieprzerwanej gotowości przedsiębiorców i konsumentów do brania kredytów na inwestycje lub konsumpcję. Nawet niewielki spadek udzielonych kredytów może strącić gospodarki w recesję. 

Indywidualne pożyczki muszą zostać spłacone z odsetkami, ale pieniądze na te odsetki nie są generowane przez oryginalną pożyczkę. Banki poddadzą recyklingowi większą część przychodów z odsetek, wypłacając pensje, dywidendy oraz inwestując, pozostawią jednak część jako kapitał banku, stanowiący podstawę kolejnych pożyczek. Stąd też, jedyny sposób, by indywidualni pożyczkobiorcy spłacili odsetki od kredytów, nie obniżając jednocześnie podaży pieniądza, to nowe pożyczki, wzięte przez tych lub innych pożyczkobiorców, na kwoty co najmniej pokrywające to, co zostało z systemu usunięte. W rezultacie ilość pieniądza w obiegu musi wzrastać każdego roku, co oznacza, że wartość dóbr i usług sprzedanych i kupionych również musi wzrastać, albo na skutek inflacji, albo wyższej konsumpcji. Innymi słowy, musi rosnąć zarówno dług, jak i PKB, przy czym pierwszy rośnie szybciej, niż drugi.

Niski lub ujemny wzrost przełoży się na niższe zyski firm, niewykorzystane moce produkcyjne i obniży chęć inwestowania. Mniej inwestycji oznacza mniej kredytów, a to oznacza mniejszą ilość pieniędzy wprowadzanych do obiegu, mających zastąpić pieniądze usunięte na spłatę odsetek. Mniejsze pieniądze w obiegu to mniej pieniędzy na zakupy, a to jeszcze pogłębi spowolnienie, spowoduje więcej bankructw i zwolnień. Z uwagi na te procesy, system pieniężny zawiera strukturalny wymóg nieprzerwanego wzrostu i rosnącej konsumpcji. 

Podsumowanie

Omówiliśmy pięć powiązanych ze sobą kwestii dotyczących konsumpcji energii, wzrostu gospodarczego i zrównoważonego rozwoju. Stwierdzenia te idą pod prąd konwencjonalnego myślenia i dotykają kwestii pomijanych w ramach konwencjonalnych teorii ekonomicznych. Każda poruszona kwestia wywołuje liczne pytania, zasługujące na szczegółową i krytyczną analizę. To wymaga czasu, a to zasób, którego zaczyna nam brakować. 

Zrównoważona gospodarka musi charakteryzować się znacznie wyższym poziomem efektywności wykorzystania energii i surowców, niż dziś. Konieczne są polityki stymulujące tą efektywność. Niestety, z powodów podanych powyżej, nie będzie to raczej wystarczające, by ograniczyć rosnącą presję na środowisko. Zamiast stymulować dalszy wzrost i większą konsumpcję, zyski związane z poprawą efektywności powinny być kierowane na zwiększenie dostaw energii ze źródeł niskoemisyjnych oraz na poprawę jakości życia. Pozostaje niejasne, jak to osiągnąć, jako że „makroekonomia ekologiczna” jest jeszcze w powijakach. Co najważniejsze, niemalże całkowicie ignoruje się kluczowy element tej makroekonomii, czyli reformę systemu pieniężnego. Mamy nadzieję, że kwestie te dotrą do społeczeństwa i decydentów i zainicjują myślenie w tym kierunku.

Marcin Popkiewicz

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly