Rok 2012 był kolejnym rokiem wyjątkowych ekstremów pogodowych, które przyczyniły się do ogromnych strat. 2012 rok jest ósmym najcieplejszym w historii pomiarów rokiem, w którym średnia globalna temperatura wyniosła +0,59oC powyżej normy. W najcieplejszych w historii latach 2010 i 2005 średnia globalna temperatura była wyższa od normy o +0,64oC. Klimatolodzy z brytyjskiego Met Office prognozują, że również obecny rok także zaliczy się do rekordowych i ma być cieplejszy od 2012. Mimo że 2012 rok nie pobił rekordu temperatury z 2010, to zapisał się w historii jako rok rekordowych i szczególnie poważnych katastrof pogodowych, z których niektóre spowodowały straty przekraczające 50 mld dolarów. Co więc się wydarzyło?
Ekstremalna susza w USA
W 2012 roku, ale i już wcześniej Stany Zjednoczone nawiedziła największa od czasów „Dust bowl” susza. Susza na dobre zaczęła się wiosną, choć już w 2011 roku na Środkowym Zachodzie USA występowały niedobory opadów. Zimą 2011/2012 opady śniegu w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych były bardzo małe, co stało się zalążkiem do powstania wyjątkowo silnej suszy, nasilonej wiosną i latem wysokimi temperaturami. Susza zintensyfikowała się wraz z nadejściem lata, gdy USA nawiedziły największe w historii kraju fale upałów, bijąc setki rekordów temperatury.

Na powyższej mapie widać, że najintensywniejsze susze panowały na Środkowym Zachodzie USA, a także na terenach leżącym bliżej wschodniego wybrzeża. Susza określana jako poważna (kolor ciemnopomarańczowy) i umiarkowana (kolor jasnopomarańczowy) objęła około 6 mln km2, czyli dwie trzecie powierzchni kraju. To ogromny obszar. Suszą objęte zostały nawet tereny, gdzie normalnie nie powinno jej w ogóle być, m.in. tereny stanu Georgia, gdzie panuje podzwrotnikowy, ale wilgotny, atlantycki klimat. W sierpniu susza nasiliła się, głównie na terenach Środkowego Zachodu, gdzie znajdują się największe pola kukurydzy i innych roślin uprawnych, stanowiących tzw. „spichlerz Ameryki”.

Deszcze, które pojawiły się pod koniec lipca, nie poprawiły istotnie tragicznej sytuacji w jakiej znaleźli się amerykańscy farmerzy. Niewiele opadów deszczu przyniósł też sezon huraganów, Pomimo nadejścia jesieni i pojawienia się huraganu Sandy susza nie ustąpiła.

Susza wciąż uporczywie trwa – stan poważnej suszy panuje na ponad 40% powierzchni USA, a na kolejnych 20% panuje stan umiarkowanej suszy.

Susza w USA przyczyniła się do wzrostu cen żywności w lipcu 2012 roku o 10%. PKB USA w wyniku strat wynoszących co najmniej 75 mld dolarów był niższy o 0,5 do nawet 1 %.
Jak prognozują klimatolodzy, klimat USA, zwłaszcza centralnej i zachodniej części będzie się systematycznie wysuszać wraz postępującym globalnym ociepleniem i tym samym, przesuwającą się na północ strefą klimatu zwrotnikowego. Następny rok, czyli 2013 również ma być bardzo ciepły.
Huragan w Nowym Jorku
Susza w USA była największym kataklizmem klimatycznym jaki miał miejsce na Ziemi w 2012 roku, ale huragan Sandy, który spowodował porównywalne straty, był znacznie bardziej spektakularny od uporczywej suszy. Sandy choć uderzając w brzeg był huraganem zaledwie pierwszej kategorii w pięciostopniowej skali Saphirra-Simpsona, to okazał się równie niebezpieczny co pamiętny huragan Katrina. Przyczyną było unikalne połączenie dwóch frontów atmosferycznych: samego huraganu z chłodnym niżem znad Kanady. Co ciekawe, huragan nie uderzyłby w USA, lecz skierował się nad ocean, gdyby nie wyjątkowy układ ciśnienia w Arktyce, związany prawdopodobnie z wyjątkowo małym zasięgiem pokrywy lodowej. To z tego powodu huragan przyniósł silny wiatr, wysokie fale i opady deszczu, które miejscami przekraczały 300 mm, niespotykane na tych szerokościach geograficznych.
Zbliżający się do Nowego Jorku huragan został okrzyknięty jako „frankenstorm”, byt stworzony przez naszą zmianę klimatu. Huragan Sandy miał olbrzymie rozmiary i przyniósł ze sobą ogromne zniszczenia zarówno w samym Nowym Jorku, w jak i okolicznych terenach stanów New Jersey i Delaware.

Huragan Sandy widziany z kosmosu, między jeziorem Michigan, a Sandy znajduje się chłodny niż z Kanady, który połączył się z huraganem tworząc tzw. „frankenstrom”.
Huragan pozbawił prądu 8,5 mln mieszkańców, a straty wyniosły 50 mld dolarów. W sumie skutki huraganu odczuło 15 stanów. Zniszczenia objęły nie tylko setki domów mieszkalnych w strefie atlantyckiego wybrzeża. Całkowitemu zniszczeniu uległ m.in. słynne drewniane molo w Atlantic City, które posłużyło jako sceneria do kilku znanych hollywoodzkich filmów. Zalane został nowojorskie metro, Dolny Manhattan, a także przerwano działanie wszystkich lotnisk w regionie Nowego Jorku. Prezydent Barrack Obama ogłosił stan klęski żywiołowej.
Huragan Sandy nie był co prawda pierwszym tego typu zjawiskiem pogodowym, które dotarło do Nowego Jorku. Jednak trzeba podkreślić fakt, że huragan ten jest kolejnym skutkiem jest globalnego ocieplenia. Wraz z rosnącą temperatura na Ziemi, rosnąć będzie też temperatura Oceanu Atlantyckiego. To oznacza, że w przyszłości huragany łatwiej będą mogły docierać do Nowego Jorku. Problem będzie też potęgować rosnący poziom oceanów. Do końca tego wieku oceany najprawdopodobniej podniosą się o metr lub więcej. Fale morskie znacznie łatwiej niż obecnie będą mogły wdzierać się do miast portowych.
Tajfun Bopha
Tajfun, a właściwie supertajfun Bopha nawiedził azjatyckie Filipiny na początku grudnia 2012 roku. Cyklon ten okazał się najsilniejszy, jaki dotychczas zaatakował wyspę Mindanao na Filipinach. Prędkość wiatru wyniosła 260 km, a więc miał tajfun ten osiągnął najwyższą piątą kategorię w skali Saffira-Simpsona. Bopha dotknął ponad 5 mln ludzi, a straty jakie wyrządziły przekroczyły miliard dolarów. Śmierć poniosło blisko 2 tysiące osób. W związku z globalnym ociepleniem, a co za tym idzie, ogrzewaniem się wód oceanicznych, będzie rosła siła tego typu zjawisk. Dowodem na to był pamiętny huragan Katrina, który jako pierwszy osiągnął prędkość wykraczającą poza skalę Saffira-Simpsona.
Ulewy i powodzie we Włoszech
Klęski żywiołowe związane z klimatem nie ominęły także Europy. Włochy jesienią 2012 roku doświadczyły potężnych ulew i lokalnych powodzi związanych z silnymi układami niżowymi, które panowały nad południową częścią Europy przez wiele tygodni. Silne ulewy rzędu 50-100 mm nawiedziły przede wszystkim Toskania i Ligurię, gdzie poza gwałtownymi, lokalnymi powodziami doszło do wielu osunięć ziemi.
Innymi efektami ekstremalnej pogody były tornada, której są raczej niespotykane we Włoszech. Tornado, które zaatakowało znajdujący się na południu Włoch Tarent przyczyniło się do dużych strat, 38 osób odniosło rany, zniszczonych zostało wiele samochodów i budynków. Nawałnice i związane z nimi burze, ulewy i porywisty wiatr nawiedziły wiele włoskich miast, m.in. Rzym. Także Wenecja doświadczyła silnego tornada, które jednak ominęło główną część miasta. Wenecja jednak doświadczała w 2012 roku coraz to silniejszego zjawiska zwanego jako Acqua Alta, gdzie podnosi się poziom wód przybrzeżnych. Acqua Alta jest zjawiskiem normalnym dla tego regionu Włoch, jednak w 2012 roku przebiegało ono bardzo intensywnie. W listopadzie 2012 roku zalanych w wyniku Acqua Alta zostało 40% miasta, a poziom morza u wybrzeży Wenecji podniósł się o 127 cm.
Powodzie w Wielkiej Brytanii
Pogoda nie oszczędziła także Wielkiej Brytanii. Po tym jak zimą i wczesną wiosną 2012 roku południowa część kraju doświadczała największej w historii suszy, to później sytuacja diametralnie się zmieniła. W sumie w Wielkiej Brytanii w 2012 roku spadło 1330 mm deszczu. To tyle ile pada w strefach podrównikowych, czy też wysoko w górach. Długotrwałe deszcze, które nawiedziły wyspy już w kwietniu, dały się we znaki głównie na południu kraju. Ulewy, podtopienia i powodzie występowały z krótkimi przerwami aż do grudnia. Jedynie w lipcu i w sierpniu, w czasie gdy odbywały się Igrzyska Olimpijskie, pogoda nieco się uspokoiła. Straty w wyniku ulew i idących za nimi powodzi spowodowały zalanie wielu domów, a ekstremalna pogoda wielokrotnie doprowadzała do paraliżów komunikacyjnych, licznych ewakuacji i alarmów, zginęło też kilka osób. Powodzie, które nawiedziły Anglię, część Walii i Kornwalii spowodowały straty za ponad miliard funtów. Trzeba jednak podkreślić, że straty byłyby o wiele większe, gdyby nie nowoczesny system antypowodziowy.
Klimatolodzy prognozują, że w wyniku zmian klimatu pogoda w Wielkiej Brytanii będzie coraz bardziej kapryśna. Z jednej strony wyspy będą nawiedzać wielomiesięczne susze i wysokie temperatury, gdzie temperatury w marcu sięgały 20oC, a nawet 23oC; z drugiej zaś królestwo będą nawiedzać silne, a przede wszystkim długotrwałe deszcze i ulewy. Wraz ze wzrostem temperatury Atlantyku zjawiska te będą się nasilać.
Powodzie w Azji
Powodzie nawiedziły nie tylko Europę. Po raz kolejny z rzędu silne powodzie nawiedziły Chiny, które z roku na rok zmagają się z co raz to silniejszymi ekstremami pogodowymi. W lipcu 2012 roku Pekin, Tianjin i Habei nawiedziły niezwykle silne opady deszczu, które w ciągu dnia przyniosły 305 mm deszczu. W wyniku gwałtownych powodzi zginęło 129 osób, a straty sięgnęły blisko 5 mld dolarów. Rząd Chin twierdzi, że były to największe deszcze od 60 lat. Ironią losu jest fakt, że Chiny nawiedzane przez silne ulewy i susze, pośrednio najbardziej też przyczyniają się do tych zjawisk, emitując do atmosfery rocznie około 9 mld ton CO2.
Fatalna pogoda panowała także w Pakistanie, który ponownie doświadczył powodzi, choć tym razem słabszej niż ta z 2011 roku. Monsun przyniósł w Beludżystanie i Pendżabie obfite deszcze, które zniszczyły ponad 400 000 ha pól uprawnych. W wyniku powodzi zniszczonych zostały ponad 460 000 domów.
Ekstremalna zima w Eurazji
Zima 2012 roku okazała się wyjątkowo uciążliwa dla mieszkańców Europy i północnej części Azji. Centralna i wschodnia Europa doświadczyła najsilniejszych od 26 lat mrozu, który pochłonął 824 osoby. Opady śniegu wystąpiły nawet w Chorwacji, która cechuje się na ogół ciepłym, śródziemnomorskim klimatem. Po raz pierwszy od 25 lat zamarzła część Dunaju. Atak zimy odczuły także północno-wschodnie Chiny i wschodnia Mongolia Wewnętrzna. Temperatury otrzymywały się tam na poziomie od -30 do -40oC.
Taka sytuacja, jaka miała miejsce stanowi dobrą pożywkę dla ludzi utrzymujących, że globalnego ocieplenia nie ma. Tymczasem ostatnie zimy jakie mają miejsce czy to Europie, czy Azji, czy też Ameryce Północnej, głównie w Kanadzie i na Alasce, są spowodowane przez topnienie lodu na Arktyce. W wyniku zmniejszania się latem pokrywy lodowe, dochodzi do zmian w cyrkulacji atmosferycznej i zmiany w zachowaniu prądu strumieniowego – silnego prądu powietrza, pędzącego na dużej wysokości w kierunku wschodnim na umiarkowanych szerokościach geograficznych.
Prąd strumieniowy oddziela zimne wilgotne powietrze na północy od ciepłego, suchego powietrza na południu. Prąd strumieniowy nie leci prościutko na wschód, lecz meandruje, tworząc tzw. fale Rossby’ego. W miarę jak Arktyka się ogrzewa, maleje gradient temperatury pomiędzy północą a południem, a prąd strumieniowy zaczyna zwalniać i meandrować, sięgając dalej na południe i północ, a jego wolniejsze zmiany powodują, że wyciągnięte daleko na północ czy południe ramiona dłużej niż wcześniej utrzymują się nad danym obszarem. Ekstremalna pogoda utrzymuje się przez to znacznie dłużej.
Jeśli prąd strumieniowy „utknie” na północ od miejsca, gdzie jesteś, będzie ciepło i sucho, a temperatura będzie rosnąć i rosnąć. To idealne warunki dla suszy. Z kolei jeśli prąd strumieniowy „utknie” na południe od Ciebie, to deszcze będą padać i padać, ziemia będzie nasiąkać wodą, a rzeki wystąpią z brzegów. To idealne warunki dla powodzi.
Topnienie lodowców na Grenlandii
W lipcu 2012 przez kilka dni wystawionych na topnienie znalazło się 40% pokrywy lodowej Grenlandii. Między 11 a 14 lipca temperatura we wnętrzu Grenlandii, na wysokości 3 116 m.n.p.m. wzrosła powyżej zera. To przyspieszyło topnienie pokrywy lodowej, a w dniu 12 lipca roztopy objęły aż 97% powierzchni lądolodu. W wyniku znacznego i krótkotrwałego ocieplenia się na Grenlandii od lodowca Petermann oderwał się blok lodu o powierzchni dwukrotnie większe niż nowojorski Manhattan. Obecnie tego typu zjawiska jakie zachodzą na Grenlandii odpowiadają za wzrost poziomu morza o 0,7 mm (około 20% całego rocznego wzrostu poziomu wszechoceanu). To na razie niewielka wartość, ale w przyszłości topnienie lodu na tej wyspie będzie przyspieszać.

Fragment lodowca Petermann na Grenladii, który oderwał się w lipcu 2012 roku
Lodu na Arktyce coraz mniej
Na zakończenie warto wspomnieć o sytuacji, jaka panuje na Arktyce. Od kilku lat zasięg lodu sukcesywnie i bardzo szybko się obniża. Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku tempo zaniku lodu było niewielkie, jednak po 2005 roku znacznie przyspieszyło. We wrześniu 2012 roku padł kolejny rekord, a zasięg lodu wyniósł zaledwie 3,41 mln km2, czyli mniej więcej tyle ile wynosi obszar Indii. W 2012 roku wpływ na szybki zanik lodu miała nie tylko temperatura, ale też pogoda. Na początku sierpnia region ten nawiedził potężny sztorm, który w kilka dni pozbawił tamtejszą kriosferę ogromny ilości lodu. W wyniku sztormów jakie występowały na Arktyce od 5 do 9 sierpnia lód zamiast zmniejszyć tempo topnienia, utrzymał je aż do połowy września. Sam sztorm na Arktyce jest zjawiskiem w zasadzie zupełnie nowym. Co prawda regiony polarne nawiedzają latem silne wiatry i śnieżyce, to jednak sztorm z sierpnia 2012 roku okazał się pierwszym tego typu zjawiskiem, które wg naukowców będzie się nasilać. Sam sztorm powstał, wzmocnił i utrzymał się tak długo, z powodu szczególnie ciepłych wód Oceanu Arktycznego. Innymi słowy zapanowały tam warunki typowe dla północnego Atlantyku. To oznacza, że w następnych latach tego typu ekstrema mogą występować regularnie. Normą też stał się fakt, to że otworzyły się szlaki morskie na Oceanie Arktycznym, tzw. Przejście Północno-Zachodnie i Przejście Półncno-Wschodnie. Topnienie lodu sprawia, że na działanie promieni słonecznych wystawiony jest ocean. Odsłonięte wody oceanu pochłaniają więcej energii, co powoduje ich nagrzewanie. To sprzężenie zwrotne przyspieszające tempo topnienia lodu w Arktyce.

Wykres pokazujący zasięg lodu w Arktyce w 2012 roku i poprzednich latach
Ekstrapolacja obecnych trendów ilości lodu w Arktyce sugeruje, że już za kilka lat lód w Arktyce w lecie może zniknąć całkowicie. Następnie okres bez lodu będzie się wydłużał tak, że w okolicach 2030-2040 roku, czyli w latach gdy ilość CO2 osiągnie i przekroczy barierę 450 ppm, lód zniknie na cały rok. Brak lodu spowoduje przyspieszenie topnienia lodowców na Grenlandii, (co już zresztą ma miejsce), rozpad wiecznej zmarzliny i uwalnianie do atmosfery dodatkowych wielkich ilości metanu, a potem destabilizację złóż oceanicznych hydratów metanu.
Hubert Bułgajewski









