W zeszłym tygodniu jeden z ekspertów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, wymachując wydanym w 2014 r. rocznikiem zaperzał się, jak można mówić, że polski węgiel jest w kryzysie, bo wydobycie węgla ROŚNIE, pokazując dane za 2009 i 2012 rok. Jeśli znasz technikę „wybierania wisienek„, poczujesz się jak w domu; jeśli nie, właśnie ją poznajesz.

Zrobiłem wykres. Warto zauważyć, że wydobycie węgla kamiennego w ostatnim roku było na najniższym poziomie od lat 40. XX wieku.
Ilustracja Wydobycie węgla w Polsce od końca II wojny światowej do 2016 roku w mln ton węgla ekwiwalentnego (o kaloryczności 29,3 GJ/t). Przyjęta kaloryczność węgla kamiennego 24 GJ/t, węgla brunatnego 8,5 GJ/t. Choć liczone w tonach ilości wydobywanego węgla kamiennego i brunatnego są porównywalne (w 2016 roku odpowiednio 70 i 60 mln ton), to blisko 3-krotnie wyższa kaloryczność węgla kamiennego zapewnia mu bezdyskusyjną dominację. Dane tutaj.
Na spotkaniu pojawiło się też wiele innych wypowiedzi ekspertów Narodowego Funduszu OCHRONY Środowiska, zasadniczo sprowadzających się do tego, że węgiel jest skarbem narodowym, trzeba go całego wydobyć i spalić, zmiana klimatu to tylko wątpliwa hipoteza, globalny poziom morza wcale nie rośnie („bo tu rośnie, a tam nie”), a w ogóle polski patriota i katolik nie może krytykować węgla; no i jest to niezgodne z oficjalną doktryną państwa.
Meh.
Przez długie lata zajmowania się tematyką energii i klimatu spotkałem w NFOŚ niejedną kompetentną osobę, szczerze zaangażowaną w działania na rzecz środowiska, ale cóż, taki klimat… nawet rozumiem skąd biorą się takie wypowiedzi pracowników NFOŚ, którzy wyraźnie mają tam stracha, że jak nie będą nadgorliwi, to ich głowy się potoczą.
Marcin Popkiewicz








