ArtykulyPowiązania

Droga do współistnienia – W z godzie ze sobą i ze światem

W zgodzie ze sobą i ze światem

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości: jesteśmy częścią Ziemi, a ona jest częścią nas. Jeśli
nie dostrzegamy tego podstawowego faktu oznacza to tylko, że usilnie wypieramy i zaprzeczamy
naszej prawdziwej naturze. To, w jaki sposób oddzielamy się od Ziemi, jak bardzo ją niszczymy
pokazuje tylko jak daleko odeszliśmy od samych siebie, jak bardzo zatraciliśmy się w życiu, które
zbudowane jest na fałszywej przesłance, że jesteśmy kimś oddzielnym i niezależnym.

Ryszard Kulik - Ziemia mój jedyny dom

Ryszard Kulik Ziemia mój jedyny dom

Wszystkie tak zwane konflikty ekologiczne, gdzie nasze ludzkie interesy stoją w sprzeczności
z interesem przyrody pokazują nasze szaleństwo, w którym nie widzimy, że naszym jedynym
domem jest Ziemia manifestująca się w naszym ciele. Nie tylko więc jesteśmy w konflikcie
z Ziemią, ze zwierzętami i roślinami, ale może przede wszystkim ze sobą. Występujemy przeciwko
sobie, bo potrzeby naszej planety są naszymi najgłębszymi i najbardziej podstawowymi
potrzebami. Cała reszta to tak zwane zachcianki i widzimisię, z którymi się identyfikujemy
i które spostrzegamy jako nasze prawdziwe potrzeby. To one ostatecznie zwodzą nas na manowce
i sprawiają, że (po krótkiej przyjemności) cierpimy, jednocześnie szkodząc życiu w jego planetarnym
aspekcie.

Najlepszym testem na nasze prawdziwe potrzeby jest pytanie, czy służy to również Ziemi,
czy sprzyja to życiu w jego całościowym wymiarze. To kryterium w sposób bezlitosny rozprawia
się z naszą oderwaną od Ziemi cywilizacją pokazując jak bardzo nasze życie jest niezrównoważone.
A jeśli nas to nie przekonuje, to posłuchajmy uważnie, co mówi do nas sama Ziemia poprzez
zjawiska występujące obecnie w świecie. Anomalie pogodowe, powodzie, wymieranie gatunków,
zatruta woda, powietrze i gleba – to wszystko jest płacz samej Ziemi, który możemy usłyszeć też
w naszych sercach jeśli dopuścimy do siebie świadomość tego, co się dzieje.

Potrzeby Ziemi są naszymi potrzebami, a nasze potrzeby są potrzebami planety. Ta zasada
w sposób absolutny afirmuje fakt naszego współistnienia i zachęca nas do wyjścia poza nasze
małe „ja”. Gdy identyfikujemy się wyłącznie ze sobą w wymiarze naszego „ja”, to pojawiają się
problemy zarówno w obszarze naszych relacji z ludźmi, jak i z przyrodą. Nasz egocentryzm
i egoizm prowadzi nas do konfliktów i ostatecznie poczucia wielkiej samotności i lęku.
Gdy pozwalamy sobie na przekroczenie naszego „ja”, wtedy ciasny gorset egocentryzmu
rozpuszcza się, a my uzyskujemy niezwykłą przestrzeń wolności. Prawdziwa wolność nie polega
bowiem na robieniu tego, co się chce, ale na poddaniu się procesowi życia, w którym nareszcie
uwalniamy się od przymusu decydowania o wszystkim. To prawdziwy paradoks, ponieważ nasze
codzienne wyobrażenie o wolności okazuje się być jakimś koszmarnym przymusem ciągłego
wybierania tego, co dla nas najlepsze. Prawdziwa wolność zaś jest odpuszczeniem sobie tego
przymusu i odetchnięciem z ulgą, pozwoleniem, by rzeczy działy się tak, jak się dzieją. Najlepsze
dla nas jest zawsze to, co nas spotyka, nawet jeśli wydaje się nam inaczej. Odkrycie sensu tych
trudnych lekcji i wykorzystanie ich do własnego rozwoju jest naszym najważniejszym zadaniem,
które wpisuje się w akceptację podstawowego wymiaru rzeczywistości. To nie jest zachęta do
biernego przyglądania się rzeczywistości, ale do prawdziwej aktywności wypływającej z faktu
bycia w zgodzie ze sobą i ze światem.

Identyfikując się z Ziemią, z naszym większym „ja”, uzyskujemy spokój umysłu, poczucie
przynależności i zakorzenienia w życiu. Czerpiemy wtedy pełnymi garściami z cudownej
skarbnicy, której nie da się porównać z żadnym cywilizacyjnym gadżetem. Ale jeśli spodziewasz
się tutaj jakichś niezwykłych fajerwerków, to się zdziwisz, ponieważ ta skarbnica oferuje jak
najbardziej zwyczajne, proste i przyziemne doświadczenia. Leżenie na górskiej łące, przyglądanie
się chmurom, łyk wody ze źródła, zapach ściółki, milczenie przy ogniu z bliską osobą, chodzenie
boso po trawie, zachód słońca i noc w lesie pod gwiazdami. Każda chwila jest doskonałym,
wyjątkowym i pełnym darem, jaki ma dla nas Ziemia. W tych prostych przeżyciach jest cała
tajemnica spełnionej egzystencji. Tak oto to, co przyziemne łączy się z tym, co duchowe dając
nam poczucie głębokiego szczęścia i spokoju.

W takich chwilach czas jakby przestaje istnieć, zestrajamy się z czymś większym od nas,
co nas przenika i daje poczucie prawdziwej wspólnoty. Bez żadnego celu, bez planów i zmartwień,
bez kombinowania, intelektualizowania i bez słów dzieje się to, co się dzieje. Każdy krok, każda
czynność jest niewymuszona i jakby przepływa przez nas, a my pozwalając na to czujemy, że
niczego nam nie brakuje. To płynięcie w rzece życia ostatecznie prowadzi do tego, że sami
stajemy się tą rzeką. Nie ma już wtedy mnie i ciebie, nie ma Ziemi i człowieka, jest proces, który
jest po prostu tym, co jest. Wtedy też nie ma żadnych powodów, by zastanawiać się czy to co
robimy jest dobre dla nas czy dla Ziemi. Te dylematy i problemy rozpuszczają się tak samo jak
nasze małe „ja”. Jest to, co jest.

Św. Augustyn powiada: „Kochaj i czyń co chcesz”.

Tak, możemy robić cokolwiek i będzie to najlepsze dla nas i dla Ziemi. Ale wpierw musimy
wyjść poza nasze małe „ja” i zidentyfikować się z większą całością, z Ziemią, która jest naszym
domem, jest nami samymi. Paradoks polega na tym, że ten stan jest naszym naturalnym stanem,
że nie musimy robić nic, by go osiągnąć. Tak już jest tu i teraz. Tak było od zawsze i tak będzie
zawsze. Jeśli tego nie dostrzegamy to oznacza, że wykonujemy ciężką pracę, tytaniczną pracę,
by temu zaprzeczyć. Bardzo się staramy, by nie dostrzegać tej oczywistości. Może właśnie dlatego
ciągle coś musimy robić i nie potrafimy tak po prostu być – w spokoju, bez pośpiechu, z pełną
świadomością chwili teraźniejszej.

Zatem, jakkolwiek Pełnia jest naszym naturalnym stanem, którego nie trzeba wcale osiągać,
to trzeba się bardzo napracować, by ten stan urzeczywistnić. Nasz opór jest tak duży, że trzeba
sporo energii, by rozpłynął się w końcu. Ale uwaga – i tu kolejny paradoks – z tym oporem wcale
nie trzeba walczyć, nie trzeba nic z nim robić, bo przecież jest on równie nierzeczywisty, jak iluzja
naszego oddzielenia. Zatem co mamy robić?
Dobrze jest się przyglądać własnemu umysłowi po to, by zobaczyć jego misterną grę, która
zwodzi nas na manowce. Jeżeli to zobaczymy, iluzja rozpłynie się sama bez żadnej naszej
ingerencji. Dlatego urzeczywistnienie naszego większego „ja”, naszego „ja” ekologicznego
jednocześnie nie wymaga żadnego wysiłku i wymaga tytanicznej pracy. Tak czy owak kluczowym
sformułowaniem jest tutaj „pozwól sobie…”.

W tej pracy, jak w każdym innym aspekcie, życie najlepszą drogą jest zachowaniem złotego
środka. Umiar i równowaga są najlepszym drogowskazem, za którym możemy podążać. „Jeśli
struna nie będzie napięta – nie wyda dźwięku; jeśli będzie napięta za bardzo, może się zerwać”.
Tak oto droga środka, bez walki, zmagania się, czy tworzenia nadmiernych problemów prowadzi
nas ku naszej prawdziwej naturze. Czy na tej drodze są jeszcze jakieś podpowiedzi mogące
ułatwić nam pracę? Oto moja propozycja dla tych, którzy chcieliby kroczyć tą wymagającą ścieżką.
Pozwól sobie na nietraktowanie swojego ciała jak obcej maszyny. Jesteś swoim ciałem,
jesteś nim jako kawałek dzikiej przyrody.

Pozwól sobie na nieprzywiązywanie się do swoich wyobrażeń na własny temat. Odkrywaj,
że jesteś kimś znacznie większym niż Twoje małe „ja”.

Pozwól sobie na niemyślenie o sobie, że jesteś kimś szczególnie wyjątkowym; dostrzegaj
wyjątkowość wokół, w codziennej prostocie i zwykłym życiu.
Pozwól sobie na niewalczenie z przyrodą; odpuść sobie ujarzmianie jej za wszelką cenę.
Poddając się jej, poddajesz się sobie – temu, kim naprawdę jesteś.
Pozwól sobie na nieodcinanie się od dzikości; dostrzegaj w niej siebie.
Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że jesteś samotny albo oddzielony; odkrywaj
swoją współzależność od nieskończonej ilości istot ludzkich i pozaludzkich.
Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że inne istoty są gorsze albo mniej wartościowe
od Ciebie; wczuwaj się w ich sytuację i identyfikuj się z nimi odkrywając w nich siebie.
Pozwól sobie na nietrzymanie się kurczowo własnego interesu i zachcianek; odkrywaj,
że masz już wszystko, co niezbędne. Jesteś pełną osobą. Niczego Ci nie brak.
Pozwól sobie na niezmuszanie innych i siebie do bycia ekologiczną osobą. Odkrywaj,
że przyroda i ty jesteście jednym. Troska i zachowania proekologiczne pojawią się wtedy naturalnie
i spontanicznie jak wdech i wydech.
Pozwól sobie na niekontrolowanie tak bardzo wszystkiego. Pozwól Życiu żyć. Po prostu bądź!

W dochodzeniu do Pełni szczególną rolę odgrywa dzika przyroda. Potrzebujemy jej nie tylko
dlatego, że stanowi podstawę naszego życia, a nawet, że jest naszym życiem, ale również dlatego,
że od niej właśnie możemy uczyć się najważniejszych rzeczy o sobie. To w kontakcie z dziką
przyrodą nasze małe „ja” niechybnie rozpoznaje swoje ograniczenia, swą „małość” i ma szansę
na przekroczenie tego, co stanowi nasz ciasny gorset. W kontakcie z dziką przyrodą odkrywamy
jak bardzo mało wiemy o świecie, o nas samych, o przyrodniczym procesie, który nieustannie
toczy się w rytmie współzależności wszystkiego co istnieje. Dlatego właśnie ostatnie dzikie
miejsca są tak cenne, są naszymi prawdziwymi Nauczycielami. Gdy ich zabraknie, gdy je
zniszczymy, to od kogo będziemy uczyć się o życiu?

Powracając do kręgu życia, do Ziemi jako naszego jedynego domu, powracamy do samych
siebie. Jakaż to ulga, kiedy odkrywamy, że bycie w zgodzie z przyrodą jest jednocześnie
najważniejszym prezentem, jaki możemy dać sobie. Przyjmijmy ten prezent z wdzięcznością,
gdyż jest on dla nas szansą na zrównoważone, pełne i szczęśliwe życie, którego ciągle
poszukujemy. Teraz już wiemy, że nie musimy go szukać. Ono jest ciągle.

Tu i teraz.

Zakończenie

Ziemi może nie da się uratować. Może też poradzi sobie ona na swój sposób, a jedynie
nasza cywilizacja nie przetrwa tego zamętu, który sprokurowaliśmy. Niezależnie od tego, co się
stanie i jaki scenariusz się rozegra, warto na spokojnie i uważnie przyjrzeć się własnemu życiu.

Nikt z nas nie zbawi świata i tak naprawdę nie o to chodzi. Jedyne, o co chodzi to uczynić
swoje życie tak pięknym i pełnym, by w każdej chwili doświadczać prawdziwego cudu życia,
który zawiera się w prostym byciu, akceptacji tego, co jest i miłości do wszystkiego, co nas
otacza. W ten oto sposób nasz jedyny dom Ziemia, staje się świętym miejscem, w którym
czujemy się naprawdę u siebie, czujemy się sobą.

Jeśli tak uda Ci się przeżywać życie, o nic się nie martw. Cała reszta przyjdzie sama.

Przedruk z książki R.Kulik „Ziemia – mój jedyny dom”

Poprzednie części:

Wprowadzenie, Kryzysowa sytuacja – Bioróżnorodność

Kryzysowa sytuacja – Zwięrzęta

Kryzysowa sytuacja – Woda i tereny podmokłe

Kryzysowa sytuacja – Góry

Kryzysowa sytuacja – Lasy

Kryzysowa sytuacja – Odpady

Kryzysowa sytuacja – Postęp i cywilizacja

Punkt zwrotny – dzikie jest piękne, Ogień, czyli moja energia

Punkt zwrotny – Ziemia, ziemia czyli moje ciało

Punkt zwrotny – Woda, czyli moja krew

Punkt zwrotny – Powietrze, czyli mój oddech

Droga do współistnienia – Jak przyrodzie można pomagać?

Droga do współistnienia – Jak nie zwariować we współczesnym świecie?

Droga do współistnienia – Ruch ekologiczny i inicjatywy środowiskowe,
jako odpowiedź na zagrożenia ekologiczne

Droga do współistnienia – Alternatywne style życia

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly