ArtykulyPowiązania

Droga do współistnienia – Jak nie zwariować we współczesnym świecie?

Jak nie zwariować we współczesnym świecie?

To, co się dzieje z Ziemią w obecnych czasach jest odzwierciedleniem kondycji gatunku
ludzkiego. Dlatego jeśli mówimy o wielkim wymieraniu gatunków, o zanieczyszczeniu wody,
ziemi i powietrza, o zmianach klimatycznych, to mamy jednocześnie przed oczami człowieka, który
swoim zachowaniem doprowadza do tych niepokojących zjawisk. Za objawami kryzysu ekologicznego
kryje się skrajnie niezrównoważony sposób życia, jakie prowadzimy. Świat choruje, ponieważ
to my jesteśmy chorzy. To nie tyle przyroda potrzebuje naszej pomocy, ile my sami jej potrzebujemy.

Ryszard Kulik - Ziemia mój jedyny dom

Ryszard Kulik Ziemia mój jedyny dom

Z pozoru wszystko wygląda w porządku. Żyjemy sobie dostatnio, w coraz ładniejszych
mieszkaniach i domach, jeździmy coraz lepszymi samochodami i jemy coraz smaczniejsze
jedzenie. Mamy coraz bardziej wyrafinowane rozrywki i coraz więcej kanałów w telewizorze.
Ale za tym wszystkim czai się jakiś smutek i lęk. Bo jeśli pozbawić nas na jakiś nawet krótki czas
tych wszystkich ułatwiaczy życia, to okazuje się, że wpadamy w przerażenie i nasze życie sypie
się w zastraszającym tempie. Tak działo się np. w miastach, w których na kilkanaście godzin
zabrakło prądu.

Cywilizacja dobrobytu materialnego jako sposób na osiągnięcie trwałego szczęścia okazuje
się być pomysłem tyleż absurdalnym, co mało skutecznym. Bo przecież mając prawie wszystko
nie jesteśmy wcale szczęśliwsi niż nasi przodkowie nie posiadający komputerów, telefonów
komórkowych czy samochodów. Nawet długie życie, będące swoistym fetyszem zachodniej
cywilizacji, nie jest miernikiem dobrego życia. Zwierzęta w ZOO też żyją dłużej niż te na wolności,
choć wszyscy wiemy, że jakość tego życia w klatce jest bez porównania gorsza niż tego w stanie
dzikim. Co zatem jest miernikiem dobrego życia? Co jest źródłem szczęścia i jak powinniśmy żyć,
by to szczęście urzeczywistnić?

To są bardzo ważne pytania, kluczowe pytania, które weryfikują kierunek, w którym zmierza
nasza cywilizacja. Założyliśmy, że dobre życie jest wolne od cierpienia, a drogą do osiągnięcia
tego celu jest materialny dobrobyt. Ale coraz wyraźniej widzimy, że ci, którzy mają bardzo dużo
pieniędzy wcale nie są dużo bardziej szczęśliwi, a często są po prostu nieszczęśliwi. Próba
uniknięcia cierpienia za wszelką cenę też przynosi odwrotny skutek, ponieważ cierpienie jest
ważnym i potrzebnym składnikiem życia i unikając go prowokujemy jeszcze większe cierpienie.
Paradoks polega na tym, że im bardziej dążymy do szczęścia, tym trudniej je osiągnąć i tym
silniejsze cierpienie pojawia się jako przeciwwaga naszych zamierzeń. Bo wszystko ma swoją
drugą stronę i z tego punktu widzenia jesteśmy skazani na życie w równowadze. Jeśli więc
przeciągamy linę za bardzo w którąś stronę, to pojawiają się problemy. Tak właśnie dzieje się we
współczesnym świecie nastawionym na przyjemność, wygodę, łatwe życie i sukces. Naszym
grzechem jest permanentny stan nierównowagi. Możemy to nazwać również szaleństwem
współczesnego świata, ponieważ w imię dostatniego życia podcinamy gałąź, na której siedzimy
i jednocześnie mamy poczucie, że (mimo dostatku) ciągle nam czegoś brakuje. Do tego
wszystkiego zewsząd słyszymy zachęty, by podążać w tym kierunku i realizować jakiś absurdalny
program życiowy, który ma polegać na tym, by mieć więcej i więcej. Dobry samochód, dom
z basenem, gruby portfel, najlepszy telefon i wakacje w egzotycznym kraju? Czy ci, którzy to wszystko
mają mogą w końcu odpocząć? Nie! Oni chcą jeszcze więcej! To nigdy nie ma końca.

Amos Oz tak podsumował pragnienia i sposób życia współczesnych ludzi: „Wszystko kończy
się tym, że większość ludzi pracuje ciężej, niż powinni, po to, by zarabiać więcej pieniędzy niż
naprawdę konieczne, żeby kupić rzeczy, których naprawdę nie potrzebują i zaimponować
ludziom, których naprawdę nie lubią.”

Dlatego trzeba się bardzo pilnować, by w imię tej szkodliwej dla Ziemi i samego człowieka
wizji nie zatracić trzeźwego rozeznania i wewnętrznego głosu, który jest jednocześnie głosem
naszego serca i Ziemi.

Co oznacza zatem dobre życie? Wydaje się, że dobre życie to wystarczająco dobre życie.
Nie najlepsze, najszczęśliwsze, najprzyjemniejsze, a jedynie wystarczająco dobre. Oznacza to
przede wszystkim zgodę i akceptację tego, co potocznie wydaje się być mało przyjemne. Mówimy
tu o cierpieniu, ale pod tym kryją się różnorodne doznania, które dla człowieka są trudne. Zatem,
jeśli jest ci smutno, to nie staraj się za wszelką cenę, żeby było ci wesoło. Smutek, płacz, rozpacz
czy żal są ważnymi uczuciami, które trzeba umieć przeżywać i mieścić w sobie, akceptując
w pełni te stany. Jeśli przeżywasz takie trudne emocje nie próbuj ich znieczulać alkoholem,
tabletkami, narkotykami czy innymi sztuczkami. Pozwól im wybrzmieć, a po jakimś czasie one
po prostu odejdą.

Podobnie jest z bólem czy chorobą. Robimy wszystko by nas nie bolało i by czuć się dobrze.
Ale zarówno ból, jak i choroba są ważnymi informacjami dla nas i tłumienie ich tabletkami
pogarsza tylko naszą sytuację jednocześnie nas osłabiając. Najczęściej kupowane przez ludzi
leki to środki przeciwbólowe i uspokajające. To pokazuje naszą totalną niezgodę na to, by było
nam źle. A chorobie, podobnie jak emocjom, też trzeba pozwolić wybrzmieć, by ostatecznie
organizm (z niewielką pomocą lekarzy) uporał się z problemem. Nie namawiam nikogo do
radykalnego odrzucenia wszystkich leków i współczesnej medycyny, a tylko do zachowania umiaru,
którego i tutaj, w korzystaniu z różnorodnych farmaceutyków, jakże często nam brakuje.

Kolejny problem dotyczy wysiłku fizycznego, za którym nie przepadamy. To dlatego
wymyśliliśmy windy, samochody, wyciągi w górach czy nawet pilota do różnych urządzeń.
Wstanie z fotela, by zmienić kanał w telewizorze dla wielu z nas jest ponadnaturalnym wysiłkiem.
Tak oto spędzamy czas głównie siedząc i wożąc się, co sprawia, że tyjemy, nasze mięśnie i kości
się degenerują, a my gnuśniejemy w jakimś bezwysiłkowym marazmie. A przecież ruch jest
potrzebny naszym ciałom jak słońce liściom. Lekarze podkreślają, że warunkiem zdrowia jest
między innymi spocenie się z wysiłku fizycznego przynajmniej raz dziennie. Ilu z nas jest
gotowych na takie poświęcenie? My tak nie lubimy się pocić.

Zatem dobre życie unika wożenia się. Tam, gdzie to możliwe wybiera chodzenie piechotą
oraz jazdę na rowerze. Zamiast jeżdżenia windą wybiera wchodzenie po schodach. Zamiast
wjazdu kolejką na górski szczyt, wybiera mozolne podchodzenie. Najlepiej, jeśli ta aktywność
jest wpisana w sposób naturalny w naszą codzienność, bowiem coraz częściej widzimy takie
absurdy, gdy ludzie w pracy jeżdżą windą, a później idą do klubu fitness, gdzie ostro biegają na
sztucznej bieżni. Gdybyśmy potrafili żyć w sposób zrównoważony nie potrzebowalibyśmy klubów
fitness. To zrównoważone życie dostępne jest każdemu już tu i teraz!

Generalnie wystarczająco dobre życie polega na trosce, jaką obdarzamy nasze ciało, które
stanowi nasz mały dom będący odzwierciedleniem naszego dużego domu – Ziemi. Ta troska
obejmuje także jedzenie, czyli to, co dajemy swojemu ciału. Ileż ono musi się w tym współczesnym
świecie nacierpieć! Wysoko przetworzone i oczyszczone produkty z dużą zawartością cukru, soli,
barwników, konserwantów, chemicznych dodatków smakowych czy witamin – oto menu
człowieka żyjącego we współczesnym bogatym świecie. Większość tego, co jemy nie służy
naszemu zdrowiu. Zachęca się nas do kupowania produktów silnie przetworzonych, często
pozbawionych ważnych składników mineralnych i witamin (biała mąka), a następnie przekonuje
się nas, by suplementować tę ubogą dietę tabletkami z chemicznymi witaminami. Czyż nie
prościej i zdrowiej byłoby jeść produkty mało przetworzone z pełną i naturalną zawartością
wszystkich potrzebnych nam składników?

To współczesne jedzeniowe szaleństwo nie służy nam ani naszej planecie, która jest
bezwzględnie eksploatowana rolniczo. Silnie nawożone gleby, rośliny modyfikowane genetycznie,
zwierzęta faszerowane antybiotykami czy hormonami, to wszystko ma generować zysk
producenta, ale jednocześnie szkodzi nam. Idąc więc do sklepu na zakupy trzeba mieć się bardzo
na baczności, bo z trudem znajdziemy tam produkty zdrowe dla nas. Najważniejsza wskazówka
jest tutaj bardzo prosta: im mniej przetworzony jest dany produkt, tym lepiej. Zatem wybieraj
wodę zamiast coli, warzywa i owoce zamiast przekąsek, orzechy, ziarna i nasiona zamiast
gotowych do spożycia produktów. Nie kupuj zupek w proszku, napojów gazowanych, batonów,
chipsów i innych produktów, o których wiemy, że nie służą naszemu zdrowiu. Unikaj też jedzenia
mięsa, które w najwyższym stopniu kumuluje w sobie szkodliwe substancje wykorzystywane
w rolnictwie, a także najkrócej zachowuje świeżość i zawiera najwięcej dodatków chemicznych.

Jak więc widać z tego krótkiego i pobieżnego przeglądu, wystarczająco dobre życie to takie
życie, które zadowala się bardziej małym niż wielkim. To życie, które nie tyle odmawia sobie
przyjemności, ale które potrafi ją dostrzec i docenić w zwykłych, codziennych przeżyciach
i sytuacjach. Proste jedzenie, proste przyjemności, bez konieczności odwoływania się do
wyrafinowanej infrastruktury współczesnego świata, która ogromnym kosztem ma służyć
człowiekowi, a ostatecznie zwodzi go na manowce.

Zatem lepiej pójść do lasu na spacer niż do parku rozrywki. Lepiej pojechać na wieś na
wakacje, niż lecieć samolotem na drugi koniec świata. Lepiej kupić jabłka zamiast bananów.
Lepiej położyć się na trawie i obserwować chmury niż wypożyczyć quada i rozjeżdżać leśne
ścieżki.

Pamiętajmy też, że najcudowniejsze i najważniejsze na świecie rzeczy są za darmo.
Nikt nam nie każe płacić za błękit nieba, zachody słońca, zapach łąki i szmer strumienia.
Rozmowa i kontakt z przyjacielem i bliską osobą może być ważniejszy niż daleka egzotyczna
wyprawa. Uśmiechnięte oczy dziecka są cudowną nagrodą za bliskość, jaką można nawiązać
w zwykłym czasie codziennej egzystencji, gdy rozluźnieni nie musimy gonić za nie wiadomo czym.

Najważniejszą tajemnicą dobrego życia jest zaś wewnętrzny spokój, który wypływa z prostej
akceptacji tego, co wokół jest. Jeśli nie ulegamy złudzeniu, że szczęście można znaleźć na
zewnątrz siebie, jeśli wiemy, że zawsze nosimy je w sobie i że polega ono na akceptacji siebie
i świata, to tak naprawdę niczego więcej nie potrzebujemy. Z taką jakością w sobie potrafimy bez
poświęcania zadowolić się tym, co mamy, nawet jeśli jest tego niewiele. Bo po prawdzie nie
potrzebujemy wiele, by żyć dobrze. Dach nad głową, odzienie, proste jedzenie. Cała reszta to
miłość, którą mamy wobec siebie, świata i innych. Miłość, której nie da się kupić, sprzedać, czy
inaczej przehandlować.

Mniej może oznaczać więcej. Im mniej uczestniczymy w tym szaleńczym pędzie, jaki
proponuje nam współczesny świat, tym więcej mamy zdrowia, spokoju, poczucia bliskości
z innymi oraz czystej Ziemi.

Przedruk z książki R.Kulik „Ziemia – mój jedyny dom”

Następna strona: „Droga do współistnienia – Ruch ekologiczny i inicjatywy środowiskowe, jako odpowiedź na zagrożenia ekologiczne”

Poprzednie części:

Wprowadzenie, Kryzysowa sytuacja – Bioróżnorodność

Kryzysowa sytuacja – Zwięrzęta

Kryzysowa sytuacja – Woda i tereny podmokłe

Kryzysowa sytuacja – Góry

Kryzysowa sytuacja – Lasy

Kryzysowa sytuacja – Odpady

Kryzysowa sytuacja – Postęp i cywilizacja

Punkt zwrotny – dzikie jest piękne, Ogień, czyli moja energia

Punkt zwrotny – Ziemia, ziemia czyli moje ciało

Punkt zwrotny – Woda, czyli moja krew

Punkt zwrotny – Powietrze, czyli mój oddech

Droga do współistnienia – Jak przyrodzie można pomagać?

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly