Artykuly

Czystość i świeżość natury

Zobaczyłem ostatnio reklamę proszku do prania Persil, z wielkim hasłem „Czystość i świeżość natury”. Zawsze zdawało mi się, że proszki do prania to czysta chemia, odwiedziłem więc stronę firmy Henkel, chcąc dowiedzieć się więcej o tym zielonym produkcie.

Czego się tam dowiedziałem?

Od wieków nasza planeta dostarcza człowiekowi wielu różnych substancji i związków, które mają niebagatelny wpływ na jego życie. Czerpiąc inspirację z natury, zespół ekspertów Persil stworzył nowy Persil Pure & Natural, zawierający składniki recepturalne wytwarzane z surowców pochodzenia roślinnego. Pranie w Persilu Pure & Natural to podwójna korzyść – nieskazitelna czystość ubrań i powiew naturalnej świeżości, czyli zapach z nutą eukaliptusa, który będzie Ci towarzyszył w domu, na spacerze czy przejażdżce rowerowej. Persil Pure & Natural dzięki skutecznej recepturze wzbogaconej o składniki bazujące na surowcach roślinnych, w tym ekstrakt z eukaliptusa, zapewnia znakomitą czystość i świeżość prania.

Przekaz jest pozornie do bólu ekologiczny, słowa klucze aż wibrują w mózgu: „nasz planeta”, „dostarczane przez nią różne substancje i związki” (w domyśle naturalne), „inspiracje z natury”, „Persil Pure & Natural” (Persil Czysty i Naturalny), „zawierający składniki pochodzenia roślinnego”, „powiew naturalnej świeżości”, „spacer” czy „wycieczka rowerowa”.

Odniosłeś wrażenie, że to produkt naturalny? Przyznam się, że nawet ja odniosłem takie wrażenie., choć już od samego ociekającego słodyczą i manipulacją języka zrobiło mi się niedobrze. Nie cierpię nachalnego języka perswazji (jak na kogoś może to działać???).

Jednak logiczna analiza tekstu pozwala po chwili zastanowienia stwierdzić, że jedyny związany z naturą konkret, to dodanie do tej całej chemii Persilu nieokreślonej ilości jakichś dodatków roślinnych, w tym pochodzących z eukaliptusa (pod którego plantacje masowo karczuje się lasy tropikalne).

Firmy odmieniają słowa „zielony” i „ekologiczny” przez wszystkie przypadki. Wiedzą, że klienci bardzo chętnie poprawią swój własny obraz, jako osób dbających o środowisko, więc ochoczo podsuwają myśl „kup nasz produkt, a pomożesz uratować planetę”. Stąd więc propozycje przyczynienia się do rozwiązania kryzysu energetycznego czy klimatycznego przez kupno kolejnego gadżetu. Jako produkty ekologiczne sprzedaje się „biodegradowalne” torby rozpadające się w środowisku na toksyczne związki, koszulki z „naturalnych” materiałów, w których surowiec zebrano na jednym kontynencie, przetworzono na drugim, uszyto na trzecim a sprzedano na czwartym i których odcisk węglowy zmiażdżyłby Pudziana. Można nawet polecieć na drugi koniec świata na „ekowakacje”, zwane tak dzięki temu, że domek jest częściowo z bambusa, ręczniki są suszone na słońcu, lub gazety są oddawane do recyklingu. Odciskiem węglowym z tych wakacji można rozgnieść słonia. Ekologiczna terenówka? Proszę bardzo – pali co prawda dwukrotnie więcej od średniej, a jej produkcja wyrzuciła w powietrze 30 ton CO2, lecz producent reklamuje ją jako ekologiczną. Kiedyś kolega rekomendował mi coś takiego ze świętym przekonaniem, że myśli ekologicznie. A jeśli komuś mało, może kupić ekologiczny piecyk węglowy, opalany rzecz jasna „ekowęglem”. Producenci samochodów masowo reklamują swoje samochody jako zielone, pokazują je wśród łąk i pól, z farmami wiatrowymi w tle, a słówko „EKO” daje do zrozumienia, że kupując reklamowany samochód przyczynisz się do ochrony środowiska. W Norwegii rzecznik praw konsumentów sprzeciwił się takim oświadczeniom koncernów motoryzacyjnych, zauważając, że „samochody nie robią nic dobrego dla środowiska, co najwyżej konkretny model może szkodzić mniej niż inny.”. W Norwegii kary grożą już za samo użycie w reklamie słów „przyjazny środowisku”, „zielony”, „czysty” czy „naturalny”. W Polsce takie reklamy wciąż mają się dobrze, a nabywcy aut cieszą się, że swoim zakupem pomagają środowisku.

Ekologiczne są koncerny tnące lasy tropikalne pod uprawy biopaliw, palmy olejowej lub eukaliptusa. Ekologiczni są amerykańscy farmerzy uprawiający zboża na etanol i kasujący przy tym olbrzymie dotacje. Exxon Mobil twierdzi, że staje się zieloną firmą, a BP przedstawia się, jako „Beyond Petroleum” (Poza Ropą). General Motors montuje w swoich samochodach żółte korki wlewu do paliwa, oznaczające, że auto może jeździć na mieszance benzyny i etanolu (nie chwali się jednak, że musi to robić, bo inaczej nie dostałby zgody na produkcję paliwożernych terenówek z powodu przekroczenia i tak łagodnych norm zużycia paliwa). Kopalnie węglowe przechrzciły się na koncerny energetyczne i szeroko mówią o czystym węglu (choć nikt go jeszcze na oczy nie widział). Nasze firmy energetyczne piszą o „świadomej energii”, „czystej energii”, „ekologii” i prezentują swoje loga na tle lasu wiatraków, choć wszystkie węglem stoją.

Reklama polskiego koncernu energetycznego Enea: „Potęga wiatru. Siła wody. Czysta energia. Czysty biznes”.

Reklama polskiego koncernu energetycznego Enea: „Potęga wiatru. Siła wody. Czysta energia. Czysty biznes”. Źródło.

Enea ponad 90% elektryczności wytwarza z węgla. Komisja Etyki Reklamy uznała, że reklama narusza zasady Kodeksu Etyki Reklamy.

Kiedy firmy odmieniając „eko” przez wszystkie przypadki powtórzą je w kółko setki razy, to skołowani ludzie w końcu uznają to za prawdę – zwłaszcza, jeśli chcą. Tak więc koncerny niestety zwyczajnie kłamią, lecz ludzie nadstawiają ucha i proszą o więcej.

Marcin Popkiewicz

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly