W swoim wystąpieniu pożegnalnym w roku 1961, Prezydent Dwight Eisenhower ostrzegł przed rozpełzaniem się „kompleksu wojskowo-przemysłowego”, który mógłby działać jako niewidoczna ręka popychająca ludzkość do samozagłady.
Być może jednak, stanie się tak, że ten groźny „kompleks wojskowo-przemysłowy” koniec końców ocali ludzkość przed zagrożeniem zmianami klimatu?
26 lutego 2009 roku Brytyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało „Plan Technologiczny”, który nakreślił długoterminowe potrzeby badawcze wojska brytyjskiego. Dokument miał na celu wskazanie producentom broni i sprzętu obronnego, w którą stronę powinni ukierunkowywać swoje budżety na badania i rozwój. Naświetlił pięć „wizji zdolności”, które powinny „stymulować nowe technologie”. Jedną z tych wizji było „Zredukowanie uzależnienia od paliw kopalnych”.
Te same dążenia nabierają kształtu również w departamentach obrony wielu innych krajów Zachodu. Sfrustrowani wrażliwością długich linii zaopatrzeniowych w ostatnich konfliktach – i świadomi, że w finalnym konflikcie globalnym kraje posiadające większość światowych zasobów ropy i gazu nie koniecznie muszą być sojusznikami – Zachodnie siły zbrojne poszukują nowych alternatyw na źródła paliwa dla swoich czołgów, pojazdów, samolotów i statków.
Paul Stein, dyrektor Działu Nauki i Technologii w Brytyjskim Ministerstwie Obrony, stwierdził przy okazji publikacji: „My i nasi sojusznicy potrzebujemy kreatywnych alternatyw do paliw kopalnych. Ten dokument daje naszym partnerom w przemyśle pewność, że bardzo poważnie myślimy o takich rozwiązaniach. Przekaz jest klarowny: rozważymy każdą propozycję, jeśli tylko będzie miała szansę na zadziałanie i pozwoli nam na odchodzenie od paliw kopalnych”.
Według działaczy ochrony środowiska, zaangażowanie wojska w rozwój zielonych technologii jest bardzo istotne. Jednak wcale nie dlatego, że „zeroemisyjna armia” pomoże zredukować emisje gazów cieplarnianych; brytyjskie siły zbrojne, na przykład, odpowiadają jedynie za 1% krajowych emisji dwutlenku węgla. Ważne jest to, że do pracy zaprzęgnięci zostaną najwybitniejsi naukowcy, którzy albo pracują bezpośrednio na rzecz wojska (sam Korpus Inżynieryjny Armii Stanów Zjednoczonych zatrudnia 283 doktorów) lub ich licznych dostawców.
Wojsko może też zainwestować znacznie więcej, niż firmy sektora prywatnego, może też podjąć większe ryzyko. W same paliwa alternatywne mogą pójść miliardy dolarów.
Ten kierunek działania potwierdza rzecznik amerykańskiego Departamentu Obrony Chris Isleib: „To dla nas bardzo wysoki priorytet. W Iraku, odsetek konwojów z paliwem był bardzo wysoki. Nasze uzależnienie od tych konwojów paliwowych wystawiało na szwank życie żołnierzy? Uświadomiliśmy sobie, jak paląca jest kwestia zapewnienia alternatywnych paliw”.
więcej w time








