Przed przybyciem ludzi na Nową Zelandię była ona w 80% pokryta była lasem, pozbawione ich były jedynie tereny wysokogórskie, podmokłe i wulkaniczne. Gdy około 1300 roku na wyspę przybyli Polinezyjczycy, połowa lasów została wypalona. Europejczycy wylesili wyspę jeszcze bardziej, tak, że dziś lasy pokrywają już tylko 23% wyspy. Od przybycia na Nową Zelandię ludzi postępowało też wymieranie gatunków – wymarła blisko połowa kręgowców, wiele wciąż trzymających się przy życiu jest zaś zagrożonych lub zdecydowanie zmniejszyło zasięg występowania.

Ilustracja 1. Ptak kiwi jest ikoną Nowej Zelandii. Zdjęcie.
Ptak kiwi jest ikoną Nowej Zelandii. Te pradawne, nielotne nocne ptaki są zupełnie unikalne w skali świata. Są potomkami „proto-kiwi”, żyjącego 50 mln lat temu, krewnymi wymarłych ptaków moa i znoszą jajka tak duże, że ich znoszenie trwa kilka dni. Niestety, liczba zamieszkujących Nową Zelandię kiwi, niegdyś liczona w milionach, spadła obecnie do zaledwie 68 tysięcy i cały czas maleje, w średnim tempie 2% rocznie. Główną przyczyną ich wymierania jest zagrożenie przez zawleczone przez ludzi na wyspy dziko żyjące drapieżniki, takie jak szczury, gronostaje czy borsuki, zwierzęta domowe takie jak koty i psy oraz rozjeżdżanie przez samochody.
Dla Nowozelandczyków, samych siebie określających jako ‘Kiwis’, wymarcie kiwi jest czymś zupełnie nie do pomyślenia, podjęli więc liczne działania w celu jego ochrony. Wprowadzone zostały obszary ścisłej ochrony i wolne od drapieżników wyspy, patrolowane przez żyjących tam samotnie strażników, których obowiązkiem jest eliminacja wszelkich zagrożeń: gronostajów, które przypłynęły na dryfujących kawałkach drewna i pływających przedmiotach po sztormach, szczurów, które zabrały się na gapę łodzią lub argentyńskich mrówek, które przedostały się przez naturalną fosę w koszyku piknikowym. Gdy tacy nielegalni imigranci pojawią się na wyspie, strażnicy wykrywają ich z pomocą psów i wyłapują, trują środkami gryzoniobójczymi lub eliminują w inny sposób.

Ilustracja 2. Wysepka Kapiti licząca 20 km2 i odległa o 8 km od Wyspy Północnej Nowej Zelandii została ptasim sanktuarium, na którym nie jest prowadzona żadna działalność gospodarcza, poza ściśle nadzorowanymi odwiedzinami maksymalnie 50 osób dziennie. Źródło.
W 2016 roku rząd Nowej Zelandii zobowiązał się do zupełnego wyeliminowania z wyspy gatunków inwazyjnych najgroźniejszych dla naturalnej fauny, takich właśnie jak szczury, gronostaje i borsuki. Środki na ten cel są konsekwentnie zwiększane. Wiele osób uważa ten cel za tak ambitny, że prawdopodobnie niemożliwy do osiągnięcia. Jednak nawet ci, którzy tak uważają, uważają, że to dobry kierunek – zdecydowane działania podejmowane są bowiem jeszcze zanim sytuacja stała się krytyczna i wciąż jeszcze jest szansa na ratunek. Na pewno pomaga tu zainteresowanie społeczeństwa losem kiwi i fakt, że te nie latające, bezbronne zwierzęta w naturalny sposób wzbudzają w ludziach ciepłe uczucia i odruch serca.
O ile wyeliminowanie z wyspy przywleczonych na nią wcześniej gatunków inwazyjnych jest powszechnie akceptowane, bardziej problematyczne są działania przeciwdziałające innym zagrożeniom. Posiadanie kotów i psów jest w Nowej Zelandii bardzo powszechne, wprowadzenie zakazu ich posiadania nie wchodzi więc w grę. Wdrażane są inne działania – coraz więcej osób zamyka koty na noc w domach, psy przechodzą trening uwarunkowujący na unikanie kiwi, wdraża się też rozwiązania bazujące na dronach, czynnikach biochemicznych i modyfikacjach genetycznych. Poza obszarami ściśle chronionymi trudne jest też wyeliminowanie zagrożenia kiwi przez samochody.
Według maoryskiego spojrzenia na relacje z naturą nie jesteśmy na świecie po to, by ją zdominować, lecz by ją chronić. Czy Nowozelandczycy przyjmą powszechnie to podejście, zanim dla kiwi będzie już za późno?
Marcin Popkiewicz na podst. Save the kiwi: New Zealand rallies to protect its iconic bird








