ArtykulyPowiązania

Czy możliwy byłby powrót do XVIII wieku?

Ludzkość boryka się dzisiaj z ogromnymi problemami, które z dekady na dekadę, a nawet z roku na rok nasilają się. Stanowią one coraz większe i trudniejsze wyzwanie dla państw, narodów, organizacji i dla pojedynczych ludzi. Mowa tu o głodzie, kurczących się zasobach surowców – zwłaszcza paliw kopalnych, wytrzymałości środowiska Ziemi jako planety na coraz intensywniejsze jej wykorzystywanie pod rolnictwo. Wydobywamy surowce, tworzymy coraz większy przemysł, wywołując w ten sposób coraz poważniejsze skutki uboczne.

Na Ziemi jest już ponad 7 miliardów ludzi. Szacunki mówią, że do połowy wieku będzie nas już 9 miliardów. Rosnąca liczba ludności stwarza coraz większe, kumulujące się problemy, szczególnie, że przypadająca na osobę konsumpcja jest coraz większa – wzrost naszego poziomu życia coraz bardziej obciąża środowisko i biosferę.

Kiedy przekroczymy punkt krytyczny? Kiedy przekroczymy ten limit wytrzymałości „Gai”, kiedy dotychczasowe życie, a raczej jego sposób obróci się przeciw nam? Co wtedy? Co zrobimy, gdy tak cenna ropa najpierw przestanie być łatwo dostępna, a potem nie będzie już dostępna w ogóle? Ilu ludzi będzie w stanie wyżywić planeta, gdy zerodujemy i zniszczymy najżyźniejsze gleby, a spowodowana przez nas zmiana klimatu przesunie strefy klimatyczne?

Ile obszarów w tym wieku zostanie straconych? Kiedy i jak bardzo spadnie produktywność ziem rolnych? Ilu ludzi wyżywi planeta w przy wzroście średniej temperatury o 2, 4 czy 6 stopni, przy jednocześnie coraz trudniejszym dostępie do paliw kopalnych, zapewniających nam obecnie blisko 90% energii?

Co możemy zrobić, żeby do tego nie dopuścić? Istnieją różne rozwiązania, ale czy będziemy potrafili wdrożyć je na czas? Unia Europejska próbuje się zmieniać, tak aby proaktywnie wyjść naprzeciw tym zmianom. Nie chodzi tu tylko o samo przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu, o którym jest tak głośno, ale w ogóle o wszystkie aspekty, które uczynią życie ludzi lepszym, jednocześnie nie szkodząc Ziemi. Ale nawet jeśli licząca pół miliarda mieszkańców Europa, zmieni się, to bardzo prawdopodobne, że nie zmieni to na czas całego goniącego za wzrostem gospodarczym świata – widzimy jak jest w Chinach, w Indiach, w USA, w Brazylii i innych miejscach. Co więc można zrobić?

Pojawia się myśli: a może zmienić życie…. Całkowicie, tak by człowiek ingerował w Ziemię w minimalny jak tylko się da sposób. Kiedy tak było? Najpóźniej do XVIII wieku, czasów gdy mężczyźni nosili peruki, ludzie nie mieli samochodów, a używali koni, zaprzęgów i powozów, lub polegali na własnych nogach. W połowie XVIII wieku, czyli w 1750 roku, żyło na świecie 750 mln ludzi. To tak jakby wykasować obie Ameryki, Afrykę, Australię, praktycznie całą Azję, a zostawić UE, Rosję i Japonię. Mało ludzi, prawda? Zaledwie jedna dziesiąta tego, co mamy dziś. To było zdumiewająco niedawno – zaledwie 262 lata temu, mgnienie czasu w trwającej 200 tysięcy lat historii homo sapiens, czy nawet w liczącej 5000 lat historii cywilizacji. To pokazuje nam, jakie ogromne, wręcz niewyobrażalne zmiany przeszedł nasz gatunek i cała cywilizacja, a wraz z nimi cały świat i Ziemia jako planeta.

Wrócić do 1750 roku? Zmienić sposób życia i żyć jak kiedyś? Czy to możliwe?

Rzeczpospolita Obojga Narodów w XVIII w.

Rzeczpospolita Obojga Narodów – nasz wiek XVIII

Canaletto - Krakowskie Przedmieście

Canaletto – Krakowskie Przedmieście

Pałac na Wodzie

Pałac na Wodzie – jeden z symboli XVIII-wiecznej Warszawy

Artur Grottger - Modlitwa konfederatów barskich

Artur Grottger – Modlitwa konfederatów barskich

Chyba nie. Nie każdy wyobraża sobie przejście do rzeczywistości z tamtych czasów. Prowadzić taki tryb życia jak dawno temu? Żyć zgodnie z rytmem słońca i pór roku? Nie jeździć szerokim Cadillacem czy Hummerem, który pali 20 l/100 km? Nie mieszkać w domu o powierzchni 300 m2 z basenem o wymiarach 20 na 10 m?

Nie tylko Paris Hilton mogłaby nie zechcieć żyć w warunkach z roku 1750, ale i zdecydowana większość zwykłych ludzi. Dziwne, a wielu ludzi lubi oglądać westerny, które przecież działy się w tamtych czasach. Lubimy trzech muszkieterów, Kopciuszka, czy piękną sztukę i architekturę baroku.

No dobrze, ale gdy jednak każdy mieszkaniec Ziemi zdecydowałby się na to, to co by się wtedy stało? Czy Ziemia by się odrodziła? Czy przyroda nie ucierpiałby już nigdy więcej? No cóż. Jeśli mielibyśmy żyć dokładnie tak jak np. Kopciuszek, czy doktor Quinn z Dzikiego Zachodu, to pewnie problem emisji CO2 i zmiany klimatu rozwiązałby się automatycznie. Oczywiście nie stałoby się to z dnia na dzień, gdyż CO2 jest w atmosferze i całym cyklu węglowym na tyle dużo, że i tak Ziemia ogrzeje się jeszcze o kolejne 0,8oC, czyli o ponad 1,5oC łącznie. Problemy z większością zanieczyszczeń też by znikły, ale… czy Ziemia by nas wykarmiła.?

Nie… szokujące, ale nie. Problemem jest liczba ludności, która nie mogłaby być tak wysoka bez olbrzymiej produktywności rolnictwa, wymagającej technologii rodem nie z XVIII czy XIX, już nawet nie z XX wieku, lecz z XXI wieku. Dziś by wyżywić ludzi, te 7 mld, a w 2050 roku 9 mld, trzeba bardzo zaawansowanego rolnictwa. Kombajny, nawozy, środki ochrony roślin, transport międzynarodowy, lodówki, większość rolników już nie wyobraża sobie bez tego świata. Kiedyś każdy mógł sobie bez problemu pozwolić na proste i na wskroś ekologiczne rolnictwo, teraz byłoby ono niewystarczające.

Nawet gdybyśmy wykarczowali wszystkie lasy świata, to i tak nie wystarczyłoby pól na wyżywienie dla 9 miliardów ludzi. A co surwiwalem? Gdyby wszyscy (no nie wszyscy, bo 1750 roku nie wszyscy utrzymywali się z łowiectwa i zbieractwa) chcieli żyć jak Bear Grylls, to na Ziemi mogłoby żyć w ten sposób, według różnych szacunków od miliona do 30 milionów ludzi – czyli ludność świata byłaby mniejsza od ludności Polski. Po prostu nie ma na świecie tyle zwierzyny i owoców leśnych, by wystarczyło dla miliardów ludzi.

A rybołówstwo? Przecież istnieje od czasów faraonów. No tak, tylko że w 1750 roku ryby łowiono przy pomocy małych drewnianych łajb. Rybołówstwo sprzed 250 lat nie wykarmiłoby zbyt wielu ludzi.

Tak więc prawda jest bardziej brutalna, niż spodziewałaby się tego większość ludzi – szlachetne marzenia o życiu z godnie z harmonią w jakiej żyją np. Amisze w USA, czy Masajowie w Afryce nie sprawdziłyby się przy takiej liczbie ludności.

Jeśli populacja homo sapiens znacząco nie zmniejszy się, to nie dałaby się…. nawet gdyby Paris Hilton postanowiła, że będzie żyć jak Bear Grylls, zjadając na śniadanie maliny, a na kolację pieczone pająki.

Hubert Bułgajewski

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly