Artykuly

Czy możemy uczyć się sztuki życia od zwierząt

Od dawna obserwuję uważnie swojego towarzysza – psa, starając się to czynić bez uprzedzeń „ekologicznych”. Dostrzegłem kilka ciekawych zachowań.

Pies zadowoli się kilkoma rodzajami pokarmu. Oczywiście, że znudzi się nawet taką mega karmą, jak Orijen Regional i będzie się gwałtownie domagał gotowanej wołowiny (choćby ‘made in Brasil’, bez różnicy) albo… świeżej trawy, ale po każdym dobrym jedzeniu będzie równie szczęśliwy i prawdopodobnie nie będzie obmyślał wydumanych karm, które by go bardziej uszczęśliwiły.

Psu całkowicie wystarcza powtarzalność emocjonalna i – co ciekawe – ta powtarzalność go nie nudzi. Serdeczne towarzystwo mnie, mojej przyjaciółki oraz kilku psich kolegów na osiedlu w pełni syci jego potrzebę bliskości. Każdego dnia ten sam zestaw kontaktów, byle byłyby odpowiednio intensywne i odrobinę zróżnicowane – i pies zadowolony idzie spać – choć bywa smutny i miewa koszmary. A kolejnego dnia to samo – dopóki czas, wiek, nie stępią wrażliwości albo może ją wzmogą…

Ilustracja 1. Mój pies Leon. Zdjęcie własne.

Pies ma marzenia. Mój towarzysz kocha las (tu mam zwyczajne szczęście, bo się dobraliśmy). Na widok lasu zza szyby samochodu natychmiast chce wysiadać, biegać, perfumować się zapachami ziemi oraz roślin i być szczęśliwy. Nie trzeba być behawiorystą, żeby to widzieć. Nie trzeba też być psim psychologiem, żeby się domyślić, co się mojemu psu śni, kiedy przebiera w nocy łapami. Ale las marzeń mojego psa nie pęcznieje – jest na tyle duży, żeby móc go objąć jednorazowym biegiem. Zawsze wraca.

Nie mniej, nie więcej – na tyle, na ile pozwolą łapy, na ile pozwoli żołądek, na ile pozwoli rozum.

Pragnienie „więcej” zdaje się niepotrzebne, nie istnieje, nie mieści się w głowie.

Przed napisaniem tego felietonu przejrzałem katalogi w swoim komputerze.

W katalogu „wycieczki przyrodnicze” mnóstwo plików z roślinami, których niezbędność ekosystemową planowałem objaśnić dzieciom: przytulia czepna, podgarycznik zwyczajny, cykoria podróżnik, glistnik jaskółcze ziele, kolczurka klapowana.

Nazwy jak wizytówki z najróżniejszych wymiarów świata, z marzeń, lęków i zaklęć.

Większości z tych roślin już nie umiałbym nazwać, rozpoznać na łące czy w lesie, stały się nazwami, choć jeszcze trzy lata temu byłem przekonany, że dzieci powinny je znać, by zrozumieć i ocalić wszystkie wymiary świata.

Im więcej, tym szczęśliwiej.

Kwadrans temu wróciłem z osiedlowej „Żabki”. Na kilkudziesięciu metrach kwadratowych tłoczy się tysiąc wymiarów świata.

Mój pies zasypia w późnowrześniowym Słońcu, na rozgrzanym kawałku podłogi 40-metrowego mieszkania. Brzuch pełny, za uszami podrapane, dwa kleszcze wyciągnięte, osiedle objęte codziennym biegiem, koledzy czworonożni oraz dwunożni zwyczajowo i ekstatycznie, niezmiennie ekstatycznie obwąchani.

Nie mniej, nie więcej.

Gdybym napisał w poincie, że ludzie są zarazą tego świata, bo chcą za dużo – byłbym naiwnym „ekologiem”.

Gdybym napisał w puencie, że ludzie są koroną stworzenia, bo potrafią analizować funkcje poznawcze człowieka i psa – byłbym naiwnym biologiem, a może nawet fundamentalistą religijnym.

A gdybym napisał w puencie, że ludzie i psy się kochają, tudzież dzielą zasobami – byłbym naiwnym moralistą albo nawet lifestylowcem.

Mógłbym też nadać temu tekstowi wyszukaną literacką formę – lecz byłbym wtedy poetą, lekko stąpającym po Ziemi.

Dlatego wolę poprzestać na podrapaniu mojego psa za uszami i pójściem z nim razem do lasu.

Noga w łapę.

Mirosław Paprotny

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly