Polskie zużycie ropy wynosi blisko 600 tysięcy baryłek dziennie. Ile nas to kosztuje? Przy cenie ropy 110 dolarów za baryłkę 24 mld dolarów (75 mld złotych) rocznie. Odpowiada to blisko 1/3 całości wpływów budżetu państwa (z podatków, akcyz, ceł itp.). Wszystkie te pieniądze dosłownie puszczamy z dymem.
Ponad 90% ropy importujemy z Rosji. Dochodzi do tego import ponad 70% zużywanego przez nas gazu. Od notowań ropy naftowej zależą też ceny gazu kupowanego przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo od Gazpromu. Obecnie PGNiG płaci już ponad 500 dol. za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu, 200 dol. drożej niż przed rokiem.
Jak podał właśnie GUS, nasz import z Rosji sięgnął 18,4 mld euro, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. W efekcie handel z Rosją w zeszłym roku zakończyliśmy z deficytem 12,2 mld euro – największym od 20 lat.

Według przewidywań rządowych nasze zużycie ropy ma rosnąć dalej – w ciągu najbliższych 20 lat o kolejną 1/4. Szanse na to, że ropa będzie coraz tańsza są niewielkie (choć w przypadku gazu jest to możliwe). Co będzie, gdy nastąpi dalszy wzrost cen ropy, być może skokowy (pomyśl o wojnie z Iranem i blokadzie cieśniny Ormuz przez którą przechodzi 40% światowego eksportu ropy lub o „Arabskiej wiośnie” w Arabii Saudyjskiej)? Jeśli cena ropy podskoczy do 200 lub 300 dolarów za baryłkę i będziemy musieli wysłać za granicę kwotę równą całości wpływów budżetu państwa, będziemy bankrutami. Nie da się zmienić opartej na ropie infrastruktury z dnia na dzień, ale właśnie dlatego powinniśmy zacząć to robić jak najszybciej.








