Artykuly

Co dalej z ropą i jej cenami

pracownicy-pol-naftowychGwałtowny spadek cen ropy w zeszłym roku może otwierać drogę do kolejnego ich wzrostu.

Rosnące ceny ropy, mogą wkrótce wykoleić światową gospodarkę, ostrzega Ali al-Naimi, Saudyjski minister ds. ropy. Jego irański odpowiednik zgadza się z tą opinią: „Kiedy światowy kryzys gospodarczy skończy się, a zapotrzebowanie na ropę wzrośnie, rynki ropy doświadczą kolejnego szoku cenowego”. Szef koncernu Chevron, drugiej firmy naftowej w USA, również wyraża obawę, że „nadchodzi okres niewystarczających dostaw ropy”. Podobnie myśli minister energetyki Wielkiej Brytanii. Właściwie, na ostatnim szczycie zorganizowanym przez OPEC, trudno było spotkać kogokolwiek, kto nie oczekiwałby wzrostu ropy powyżej zeszłorocznego szczytu na poziomie 147 dolarów za baryłkę.

Wydawałoby się, że to absurd. Ceny ropy od lipca do grudnia spadły o 115 dolarów – to rekordowy spadek w historii. Zapotrzebowanie na ropę wciąż spada, w miarę jak gospodarka się kurczy. Międzynarodowa Agencja Energii (International Energy Agency – IEA), międzynarodowe ciało, doradzające bogatym krajom, jest zdania, że światowe zużycie ropy spadnie w tym roku o 3 procent, czyli 2.6 mln baryłek dziennie, po zeszłorocznym spadku o 200 tysięcy baryłek.

ceny-ropy

Rys. Ceny ropy naftowej.

W ostatnich tygodniach rezerwy ropy w USA jak na tę porę roku były najwyższe w historii. Właściwie na świecie nie ma już jak zmagazynować większej ilości ropy. Handlarze wykorzystują do tego nawet tankowce.

W międzyczasie firmy naftowe nie pompują tyle, ile by mogły. OPEC, próbując ustabilizować spadające ceny ropy, od września zeszłego roku ogłosił trzy kolejne rundy cięć wydobycia, w sumie w wysokości 4.2 mln baryłek dziennie. Zazwyczaj niezdyscyplinowany kartel faktycznie zrealizował większość planów, ograniczając wydobycie o 3.3 mln baryłek dziennie. To pozostawia olbrzymie 6 mln baryłek dziennie wolnych mocy wydobywczych, dostępnych w przypadku wzrostu zapotrzebowania. Sama Arabia Saudyjska twierdzi, że może zwiększyć wydobycie o 4.5 mln baryłek dziennie.

zapasy-ropy

Rys. Zapasy ropy naftowej.

Jednak pomimo narastającej nadprodukcji, cena ropy w ostatnich tygodniach stale wzrasta. 20 maja po raz pierwszy od ponad pół roku przekroczyła 60 dolarów za baryłkę. To oznacza wzrost od lutego o ponad 75 procent. Ceny przyszłych kontraktów są jeszcze wyższe, co pokazuje, że rynek ropy przewiduje dalszy wzrost cen.

Wyjaśnienie jest proste. Firmy naftowe są zaniepokojone, bo większość czynników stojących za ostatnim zeszłorocznym rekordowym wzrostem cen ropy wciąż istnieje. Większość światowych zasobów „łatwej” ropy została już wydobyta, lub jest w rękach nacjonalistycznie nastawionych rządów, które ani myślą dopuścić zagraniczne firmy do eksploatacji złóż. To zmusza koncerny naftowe do poszukiwania nowych rezerw w coraz bardziej trudnych i niedostępnych rejonach, takich jak głębokowodne złoża u brzegów Afryki czy zamarznięty Ocean Arktyczny. Takie złoża dla uruchomienia wymagają długich przygotowań i masy kosztownych urządzeń. A co gorsza, nowe odkrycia są znacznie mniejsze niż w przeszłości, a ropa z nich szybko się wyczerpuje.

Tak więc firmy naftowe muszą pracować podwójnie ciężko, aby zastąpić wyeksploatowane stare pola. Jak ujął to Francisco Blanch z Merrill Lynch, muszą one co dwa lata znajdować złoża ropy odpowiadające Arabii Saudyjskiej jedynie po to, aby utrzymać wydobycie na obecnym poziomie. Jednak przemysł naftowy, w wyniku niskich cen ropy z lat ’80 i ’90, nie ma dość sprzętu i ludzi, aby podołać temu zadaniu. Walczył o utrzymanie wydobycia nawet pomimo coraz wyższych cen ropy i zapotrzebowania z nowych rynków w krajach rozwijających się, szczególnie Chinach i Indiach, gdzie spalanie ropy rośnie coraz szybciej. Nawet na szczycie cenowym w zeszłym roku, wydobycie poza krajami OPEC spadało.

Jak tylko dojdzie do odbicia w światowej gospodarce zapotrzebowanie na ropę znów przekroczy możliwości przemysłu naftowego. Pozornie pokaźna poduszka rezerw i wolnych mocy produkcyjnych szybko zostanie zużyta, pchając ceny w górę. Innymi słowy, globalna recesja jedynie zaburzyła trend stałego wzrostu cen ropy, spowodowanego wzrostem zapotrzebowania w krajach rozwijających się szybszym przekraczającym wszelkie możliwości zwiększenia wydobycia przez przemysł naftowy.

Szefowie firm naftowych, ministrowie OPEC i niespokojni bankierzy – wszyscy zgadzają się, że jedynym, co może powstrzymać ten katastrofalny dla świata scenariusz, są potężne inwestycje w rozwój nowych pól i poszukiwania nowych złóż. Problem w tym, że ma miejsce coś dokładnie odwrotnego. Przemysł naftowy tnie koszty, uruchamiając coraz mniej pól i ograniczając poszukiwania. IEA szacuje, że całkowity wolumen inwestycji spadł w tym roku o 15-20 procent.

Według Baker Hughes, firmy obsługującej złoża naftowe, liczba szybów poszukiwawczych na świecie spadła w ciągu roku o 32 procent. W USA, gdzie aktualnie występują również nadwyżki gazu, liczba szybów od szczytu w zeszłym roku spadła o ponad połowę. Kraje OPEC, zamknęły lub opóźniły 35 megaprojektów. CERA (Cambridge Energy Research Associates) szacuje, że w przeciągu najbliższych 5 lat, w wyniku tych cięć, do użytku nie zostaną oddane moce wydobywcze na poziomie 5.5 mln baryłek dziennie.

projekty-inwestycyjne

Rys. Zatwierdzone projekty.

W teorii, w ogóle nie powinno to mieć miejsca. Wielkie zachodnie koncerny naftowe, twierdzą, że inwestują cały czas, niezależnie od chwilowych wahań cen. Uruchomienie eksploatacji dużych pól naftowych może zająć dekadę lub więcej, a pole później pozostaje w eksploatacji przez kolejne dekady. Cena ropy w momencie rozpoczynania inwestycji nie ma wielkiego znaczenia – ważne jest, aby projekt był zyskowny w przedziale możliwych przyszłych cen ropy. Przy obecnych przewidywaniach wzrostu cen, firmy naftowe powinny dziś gorączkowo inwestować, aby w przyszłości odcinać kupony od wysokich cen ropy.

W większości, wielkie koncerny naftowe tak właśnie czynią, inwestując na skalę taką, jak dotychczas, pomimo spadku przychodów wywołanego niższymi cenami ropy. Exxon Mobil, największy z koncernów, zwiększył wydatki inwestycyjne w pierwszym kwartale o 5 procent. Royal Dutch Shell, Chevron i BP planują zainwestować w tym roku tyle, co w zeszłym. Nawet zadłużają się w tym celu.

Jednak wahania cen ropy zmuszają firmy naftowe do ostrożności. Shell, na przykład, opóźnił ekspansję projektów eksploatacji piasków roponośnych w Kanadzie, która jest znacznie kosztowniejsza od eksploatacji złóż konwencjonalnej ropy. Zarówno Shell, jak i BP zwalniają pracowników.

Małe firmy naftowe są w znacznie gorszej sytuacji. Nie mają wystarczających rezerw finansowych, nie są więc w stanie utrzymać inwestycji na poziomie zeszłego roku i ostro tną wydatki, a nawet walczą wręcz o przetrwanie – nie zawsze zresztą z sukcesem. Źródła kredytów wyschły, pieniędzy nie da się też pozyskać przez giełdę. Kiedy już wydają pieniądze, to na dokończenie już zaawansowanych projektów, a nie na eksplorację czy nowe projekty, które przyniosłyby dochody dopiero za kilka lat.

Dochodzimy teraz do narodowych koncernów naftowych mających dostęp do bogatych złóż w swoich krajach. Kontrolują one zdecydowaną większość światowych złóż ropy. Te lepiej zarządzane i posiadające zasoby finansowe kontynuują inwestycje pomimo gorszej koniunktury. Saudi Aramco, największy koncern naftowy świata, ostatnio ukończył kosztujący 70 miliardów dolarów pięcioletni plan podnoszenia mocy wydobywczych z 10 mbb/d do 12.5 mbb/d. Na kolejne 5 lat inwestycji przeznacza następne 60 miliardów, jednak z pewnym ociąganiem – nic dziwnego zresztą – już obecnie posiada moce wydobywcze 4.5 mbb/d leżące odłogiem.

Brazylijski Petrobras, planuje w ciągu 5 lat zwiększyć inwestycje o 55 procent do poziomu 175 mld dolarów. Ostatnie głębokowodne odkrycia są uważane za jedne z największych kiedykolwiek odkrytych. Jednak leżą bardzo głęboko pod dnem głębokiego oceanu, do tego pod trudnymi w wierceniu złożami soli. Nikt do końca nie wie, jak kosztowna będzie eksploatacja tych złóż i jak długo będzie trwało uruchomienie wydobycia – pewne jest tylko to, że będzie to bardzo droga ropa.

Większość narodowych koncernów naftowych nie posiada dość pieniędzy. W Rosji, będącej drugim pod względem wielkości wydobycia krajem naftowym świata, produkcja spada głównie w wyniku wystraszenia prywatnego kapitału przez serię przejęć oraz niedokapitalizowania firm państwowych. Na podobne problemy cierpi Wenezuela, której narodowa kompania naftowa tak bardzo cierpi na brak funduszy, że przestała płacić swoim podwykonawcom. Kiedy Ci przerwali prace, rząd zajął ich majątek.

A zresztą większość bogatych w ropę krajów nie ma nic przeciwko wzrostowi jej cen. Kraje te przywykły do wysokich dochodów uzyskiwanych z ropy w ostatnich latach i desperacko walczą próbując zbilansować swój budżet przy niższych cenach ropy. Król Arabii Saudyjskiej uznaje, że ceny na poziomie 75 dolarów za baryłkę są wystarczające. Jednak Iran czy Wenezuela mają znacznie ostrzejsze podejście i ani im w głowie intensywne inwestowanie w celu zapobieżenia wzrostowi cen.

wydobycie-ropy

Kraje, które podniosły podatek na ropę, jak Wielka Brytania czy Rosja, nie spieszą się w trudnych dla ich budżetów czasach kryzysu z ich obniżeniem. Odbiera to pieniądze firmom naftowym i zniechęca do inwestycji.

Pierwsze ucierpiały firmy obsługujące złoża. Ich los pokazuje spowolnienie w branży. Schlumberger, największa, ograniczyła inwestycje w tym roku o 13 procent do 2.6 mld dolarów, po tym, jak jej zyski w pierwszym kwartale spadły o 30 procent. Zwolniła 5000 ludzi i planuje dalsze cięcia. Jej konkurent Baker Hughes, zwolnił 3000 pracowników. Klienci cisną o obniżenie stawek za usługi.

Spadające inwestycje nie tylko ograniczają poszukiwania i opóźniają duże projekty. Prowadzi to również do obniżenia wydatków na utrzymanie złóż i w konsekwencji wywołuje szybszy zanik wydobycia ze starych złóż. IEA szacuje, że wydobycie z dojrzałych pól poza OPEC naturalnie spada o 11 procent rocznie. Poprzez wpompowywanie do złóż wody i gazu, firmy naftowe są w stanie ograniczyć ten spadek do 7.7 procent. Spadek inwestycji w utrzymanie, jak wylicza IEA, podniesie tą liczbę do 9.5 procent. Samo w sobie zmniejszy to wydobycie w tym roku o 110 tysięcy b/d, w przyszłym o 250 tysięcy b/d, a w kolejnych latach jeszcze bardziej. Niedobrze? Merrill Lynch jest zdania, że IEA nie doszacowuje tempa spadku wydobycia.

Są i inne problemy. Na świecie nie ma wystarczająco wielu doświadczonych inżynierów i geologów. Na załatanie tej luki potrzeba co najmniej 10 lat.

Rządy krajów naftowych nie są skłonne udostępnić międzynarodowym koncernom swoich najbardziej obiecujących złóż. Irackie plany podpisania kontraktów na eksploatację złóż naftowych są opóźnione o całe lata. Amerykańskie sankcje blokują inwestycje w Iranie. Rząd Meksyku nie zaakceptował planu dopuszczenia zagranicznych firm naftowych do eksploatacji złóż, pomimo katastrofalnego tempa spadku wydobycia. Rząd Nigerii nie jest w stanie zakończyć powstania w delcie Nigru. Także w USA, choć nietkniętych złóż nie ma tam już wiele, większość przybrzeżnych wód i znaczna część Alaski pozostają niedostępne do eksploatacji.

Krótko mówiąc, jak zauważa Goldman Sachs, „problemy naziemne”, takie jak ograniczony dostęp do złóż i rosnące koszty nie znikły cudownym sposobem, lecz nadal ograniczają światowe dostawy ropy.

Wszystko to nie oznacza jeszcze, że eksplozja cen ropy jest zaraz za rogiem. To jak szybko do tego dojdzie, zależy od czasu i głębokości recesji. Jeśli zbiorniki rezerw ropy przepełnią się zanim powróci popyt, ceny mogą nawet spaść.

Jak na razie, zapotrzebowanie na ropę wciąż jeszcze spada, chociaż ostatnie dane pokazują, że popyt w Chinach znów zaczyna wzrastać. Import ropy zbliża się tam do poziomu sprzed kryzysu, a poziom sprzedaży samochodów bije kolejne rekordy.

Ed Morse, z firmy brokerskiej LCM Commodities, wskazuje, że po poprzednich szokach naftowych, zapotrzebowanie na ropę nie powracało od razu do wcześniejszego poziomu, dzięki działaniom oszczędnościowym. Również postęp techniczny może pozwolić koncernom naftowym na sięgnięcie po dotychczas nieopłacalne w eksploatacji zasoby, wliczając w to gaz ze złóż węgla i łupków oraz ropę spod pokładów solnych u wybrzeży Angoli i Brazylii.

Również rządy mogą wdrożyć działania mające na celu zredukowanie wpływu rosnących cen ropy poczynając od tak prostych, jak dopuszczenie do ruchu dłuższych przyczep, przez podniesienie standardów zużycia paliwa po rezygnację z dotowania ropy i podniesienie jej ceny.

Szok naftowy tak czy inaczej nadejdzie. Pytanie tylko – kiedy i jak poważny..?

ang więcej w Economist

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly