ArtykulyNegocjacje klimatyczne

Chiny w energetycznym pacie

Prezydent Barrack Obama zadeklarował, że Stany Zjednoczone zredukują emisje szkodliwych gazów o 26-28% do roku 2025 w porównaniu z rokiem 2005. Prezydent Xi Jinping z kolei oświadczył, że przewidywany szczyt emisji gazów cieplarnianych w Chinach nastąpi w roku 2030, potem poziom ich emisji będzie się stopniowo obniżał. Chiny zatem wcale nie deklarują redukcji emisji gazów cieplarnianych, wręcz przeciwnie. A przecież Chiny są największym na świecie producentem urządzeń do produkcji energii odnawialnej, mają też rozległe rządowe programy wspierające produkcję i rozwiązania z obszaru zielonej energii. Dlaczego więc prezydent Xi Jinping nie może złożyć deklaracji tak oczywistej jak deklaracja amerykańska? To efekt energetycznego pata, w jakim znalazła się Chińska Republika Ludowa.

Zdecydowane zmiany źródeł chińskiej energii i ograniczenia mające na celu ochronę środowiska naturalnego uderzyłyby w chińską gospodarkę. A tego, jak ognia, boją się nie tylko Chińczycy.

Pyły zawarte w smogu to również zagrożenie dla farm wiatrowych. Wiatraki są złożonymi urządzeniami mechanicznymi, ogromne ilości pyłów wdzierających się do wnętrza tych urządzeń znacznie skracają ich żywotność. Na północy Chin, tam, gdzie smog jest dotkliwą codziennością mieszkańców miast i wsi, grasuje jeszcze jeden wróg urządzeń fotowoltaicznych i elektrowni wiatrowych – pustynia. Północny wiatr, który rozwiewa smog między innymi nad Pekinem, miast dawać ulgę mieszkańcom, niesie ze sobą piach pustynny, który osadza się na wszystkim i na wszystkich, który wdziera się w każdą niezabezpieczoną odpowiednio szczelinę.

Panele słoneczne, czy farmy wiatrowe nie są w stanie zaspokoić potrzeb energochłonnego przemysłu chińskiego. Tu potrzeba znacznie większych ilości energii niż na obszarach, które wyzbyły się produkcji, które odeszły od niej na rzecz usług i pracy koncepcyjnej, innowacji. Huty, stocznie, montownie, linie do produkcji tekstyliów, czy wyrobów walcowanych wymagają zasilania, którego nie są w stanie zapewnić wiatraki albo panele słoneczne, nawet w sprzyjających warunkach środowiskowych.

Idealną alternatywą dla elektrowni węglowych wydawać by się mogła zatem energia atomowa. Kogo jak kogo, ale Chiny na pewno stać na kupno najnowocześniejszych technologii związanych z pozyskiwaniem energii „z atomu”. Chiny posiadają ogromne obszary, chociażby na granicy z Mongolią, gdzie można stworzyć bezpieczne składowiska odpadów radioaktywnych. Na drodze rozwoju energetyki atomowej w Chinach stoi naturalna przeszkoda: brak wody.

Z jednej strony mamy tu do czynienia z katastrofalnym zanieczyszczeniem rzek i jezior, z których, aż 70% nie nadaje się nawet do użytku przemysłowego, z drugiej zaś z postępującym procesem zanikania źródeł wód, w tym gruntowych i głębinowych, szczególnie na północy Państwa Środka. W dystryktach zewnętrznych Pekinu beczkowozy dostarczające wodę pitną w miesiącach letnich są już taką codziennością jak i smog. Już dziś przeciętny mieszkaniec Pekinu ma dostęp do ledwie 145 metrów sześciennych wody pitnej rocznie, gdy minimum określone przez Bank Światowy wynosi 1000 metrów sześciennych. Wielki projekt przekierowania części wód rzeki Jangcy na północ Chin, jak już dzisiaj wiadomo, nie poprawi znacznie sytuacji. Z pewnością zaś nie umożliwi wygospodarowania rezerw z przeznaczeniem dla kilku elektrowni atomowych.

Na wspomnianej rzece Jangcy uruchomiono w 2010 roku zaporę Trzech Przełomów, największą tego typu inwestycję na świecie. Zapora ma pozwolić ujarzmić choć po części tą wielką i dziką rzekę, ale przede wszystkim miała stać się  dzięki 26 generatorom – potężnym źródłem energii. Twórcy projektu nie uwzględnili jednak istotnego czynnika: poziomu zanieczyszczenia Jangcy. Dzisiaj władze Chin szukają firm, które zaproponują skuteczne rozwiązanie dwóch problemów: usuwania osadów naturalnych i tych będących efektem działalności przemysłowej z dna gigantycznego zbiornika, który wypłyca się w tempie dramatycznym oraz śmieci tworzących rozrastający się kożuch na powierzchni zatrzymywanej przez tamę wody. Zarówno denne osady, jak i pływające po powierzchni śmieci uniemożliwiają bezawaryjne, efektywne działanie generatorów.

Tymczasem prądu potrzeba coraz więcej. Bogacący się Chińczycy kupują coraz więcej, poprawiają swój standard życia. Klimatyzatory, jeszcze 15 lat temu dobro luksusowe, dzisiaj są równie powszechne jak telewizory. I jeśli nowe generacje telewizorów mają coraz mniejsze wymagania dotyczące zasilania, to urządzenia klimatyzacyjne potrzebują wciąż tyle samo energii. Dużo.

Siłą dzisiejszych Chin, ich międzynarodową karta przetargową na światowej scenie są ich pieniądze, wielkość ich gospodarki. Zdecydowane, rewolucyjne zmiany w obszarze źródeł chińskiej energii, efektywnie wprowadzone rygorystyczne przepisy i ograniczenia mające na celu ochronę środowiska naturalnego uderzyłyby w chińską gospodarkę. Tego nie życzą sobie nie tylko Chińczycy, ale również ta część świata, która z Chinami związała swoje interesy. Dlatego też Chiny będą trwały w energetycznym pacie. Być może do roku 2030, a być może znacznie dłużej.

Źródło: Forbes

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly