System redukcji emisji bazujący na zasadzie 'Ograniczaj i Handluj’ (Cap and Trade) po raz pierwszy został wprowadzony w USA jako sposób na ograniczenie emisji tlenków siarki. Polega on na określeniu malejących co roku limitów emisji, których truciciele muszą przestrzegać, przy czym mogą też między sobą nimi handlować.
W przypadku tlenków siarki system zadziałał, podobny system, w celu ograniczenia emisji CO2 wprowadziła więc Unia Europejska, a obecnie, w ramach ustawy Waxman-Markey wprowadzenie takiego mechanizmu rozważają Stany Zjednoczone.
Alternatywą dla systemu 'cap and trade’ jest podatek węglowy. Dlaczego więc wybierany jest cap & trade? Oficjalnie mówi się, że to dlatego, że to właśnie takie podejście gwarantuje ograniczenie emisji do z góry zakładanego poziomu.
Nie jest to jednak cała prawda.
System 'Cap & trade’ z punktu widzenia polityków, koncernów energetycznych i lobby finansowego ma szereg zalet.
Politykom poprzez rozdawanie darmowych lub ulgowych uprawnień, tudzież trwałe bądź czasowe wyłączanie określonych gałęzi przemysłu spod działania systemu, daje władzę i pozwala kupować poparcie. 'Jak poprzesz legislację (w przypadku uczciwych polityków), lub odwdzięczysz się w inny sposób (w przypadku polityków bardziej zorientowanych na własne korzyści), to Twój koncern/branża/okręg wyborczy dostanie darmowe uprawnienia do emisji bez żadnych aukcji (i dobrze na tym zarobisz).’
Z punktu widzenia finansistów powstaje kolejny wart setki miliardów rynek, na którym pieniądze będą przepływać przez ich ręce (i rzecz jasna częściowo w nich zostawać).
Koncerny mogą z kolei łatwo zapobiec wysokim wydatkom związanym z kosztami uprawnień poprzez zapewnienie sobie przydzielenia nadmiernie wysokiej ich puli (co pozwala albo sprzedać nadmiarowe uprawnienia, albo po prostu zapewnić, że ich cena rynkowa będzie na tyle niska, że oprócz przeniesienia kosztów na klientów nic więcej nie trzeba będzie zmieniać).

To zresztą nie wszystko: aby już na pewno nie trzeba było ponosić rzeczywistych wysokich kosztów redukcji, dopuszcza się możliwość 'offsetowania’ emisji, czyli redukowania emisji gdzie indziej.
Jak to działa?
Właściciel elektrowni węglowej wcale nie ma zamiaru jej zamykać, czy też pioniersko wdrażać technologii CCS – umawia się więc z kimś, kto ma las, że zapłaci mu za to, żeby tego lasu nie wycinał (właściciel lasu zresztą i tak nie miał takiego zamiaru). Elektrowni liczy się to jako ograniczenie emisji i może dymić dalej (właściciel lasu zainkasuje zaś pieniądze).
A jeśli właściciel lasu faktycznie myślał o wycięciu go i sprzedaniu drewna? Czy w ten sposób nie zredukujemy jednak emisji?
Cóż, wtedy, aby zaspokoić popyt, drewno dostarczy na rynek ktoś inny wycinając inny las.
W skrajnym przypadku to koncern węglowy czy naftowy zainwestuje w ochronę lasu, gwarantując sobie dochody za offset. Przy okazji, ludność miejscowa, żyjąca od stuleci w tym lesie, który nagle zaczął być chroniony, dostaje zakaz korzystania z lasu – wycięcia drzewa na łódź czy chatę. Jeśli ktoś się temu sprzeciwia, ląduje w więzieniu za to, co jego rodzina robiła od pokoleń.
W taki sposób, ludzie o najmniejszym na świecie odcisku węglowym, nie używający samochodów czy klimatyzacji, ponoszą koszty tego, że najwięksi światowi truciciele kupują sobie dodatkowe dochody, a przy okazji PR i spokój sumienia.
To nie są rozważania teoretyczne – tak naprawdę się dzieje np. w brazylijskim stanie Parana, gdzie General Motors, Chevron, i American Electric Power 'wykupiły’ las, odbierając jednocześnie miejscowej społeczności prawo do korzystania z jego zasobów.
W ten sposób emisje wcale nie są ograniczane.
Co więc w zamian? Laurie Williams i Allan Zabel z EPA, proponują wprowadzenie rosnącego w przewidywalny sposobów podatku węglowego (carbon tax), zwracanego następnie w pełnej wysokości podatnikom.
Podobne propozycje przedstawiają też m.in. James Hansen i Peter Barnes .
Proste, bez biurokracji, dziur w systemie i możliwości lewych zysków dla finansistów i korporacji. Zbieramy pieniądze z kopalni i rafinerii na jedno konto i oddajemy po równo podatnikom. 'Z automatu’ mamy system obejmujący całość emisji, a nie tylko wycinek dla elektrowni, hut czy cementowni. No i 'z automatu’ mamy też osłony społeczne dla najuboższych.
Jednak z punktu różnych interesów rozwiązanie jest zupełnie do kitu – żadnej biurokracji, władzy, możliwości zarobienia kasy, załatwiania swoich interesów itp.
Może więc właśnie dlatego forsowane jest politycznie wygodny system Cap and Trade, a nie zbyt prosty podatek węglowy?
Źródło The Nwe York Times










