ArtykulyZmiany klimatu

Burze i wichury w Polsce a zmiany klimatu

Fala burz i wichur zaatakowała Polskę, Czechy, Niemcy i Austrię. Ulewne deszcze, gradobicia i wichury w Polsce zaledwie jednego dnia zmusiły strażaków do interweniowania 4 tysiące razy, 7 osób straciło życie, 80 zostało rannych. Przyczyną było zderzenie się upalnej masy powietrza zwrotnikowego znad Afryki z chłodną masą powietrza polarnomorskiego znad Oceanu Atlantyckiego. Różnica temperatury między obiema masami przekraczała 15 stopni, przez co powstawały korzystne warunki do rozwoju chmur burzowych, zwłaszcza, że pojawiały się one w czasie silnego upału.

Zdj. Wichura w Legnicy, lipiec 2009

W ostatnich tygodniach doświadczyliśmy wielu podobnych zjawisk, zalane zostały m.in. Warszawa, Łódź, Gdańsk, miejscowości w Kotlinie Kłodzkiej, na Śląsku, w Wielkopolsce i Małopolsce.

Zdj. Zalana ulica w Łodzi, lipiec 2009

W tym samym czasie, na południu Europy panują iście afrykańskie upały. W Hiszpanii temperatura sięga 45°C, we Francji na Korsyce 43°C, we Włoszech kontynentalnych 38°C, podobnie na Bałkanach, gdzie w Bośni i Hercegowinie termometry również pokazały 38°C, niewiele lepiej było w Serbii, Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech.

Czy ma to coś wspólnego ze zmianami klimatu?

Burze, powodzie, wichury miały miejsce „zawsze” i nie można powiedzieć, że to czy inne ekstremalne zjawisko pogodowe nastąpiło w związku ze zmianami klimatu. To, co jest ważne to czy ewentualne zmiany są zgodne z przewidywaniami dla antropogenicznych zmian klimatu oraz statystyka – czy ilość takich zdarzeń ekstremalnych wzrasta.

Na oba pytania można odpowiedzieć twierdząco.

Podnoszenie się temperatury powietrza pociąga za sobą wzrost zgromadzonej w atmosferze energii i wzrost dynamiki zachodzących w niej zjawisk. Sposobem na rozładowanie zgromadzonej w atmosferze energii jest zwiększenie intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Dla klimatu Polski szczególnie duże znaczenie ma przesuwanie się strefy wyży zwrotnikowych na północ – suchy i gorący klimat saharyjski dociera już do południowej Europy, przynosząc tam susze, upały i pustynnienie.  Badania NOAA (US National Climatic Data Center) wykazały, że strefa tropików rozszerzyła się w ciągu ostatniego ćwierćwiecza o 200-400 kilometrów od równika w kierunku biegunów. Zmieniły się temperatury, opady, wiatry, nawet prądy strumieniowe i koncentracja ozonu – praktycznie wszystkie charakterystyki atmosfery. Tempo zmian zaskoczyło naukowców – modele przewidywały, że zaobserwowana ekspansja tropików nie nastąpią przed końcem XXI wieku.

Już w zeszłym roku, z powodu braku opadów, Hiszpańska Barcelona była zmuszona do importu słodkiej wody tankowcami, a klimatolodzy i rząd Hiszpanii obawiają się, że do końca stulecia nawet połowa kraju może znaleźć się na Saharze.

Przesunięcie się strefy zwrotnikowej na północ powoduje częstszy dopływ do Polski rozgrzanego powietrza zwrotnikowego, gdzie zderza się ono z chłodnym powietrzem z rejonów polarnych, co w okresie letnim powoduje intensyfikację burz i nawałnic. Szczególnie niebezpieczne są ciepłe i niosące dużo wody niże genueńskie, powodujące największe powodzie. Klimatolodzy już od jakiegoś czasu przewidują, że nadchodzą czasy wielkich powodzi opadowych w Polsce. Będziemy przeżywać na przemian długotrwałe susze i ogromne kilkudniowe ulewy. Rośnie za to ryzyko letnich wylewów rzek. Z upływem kolejnych dziesięcioleci będzie coraz wyższe. Dla Polski największe zagrożenie będą stanowić bogate w wodę układy niżowe docierające znad południowej Europy. Nazywane są one „niżami genueńskimi” i odpowiadają za pamiętne powodzie na Odrze w 1997 roku i na Wiśle w 2001 roku.

Zdj. Powódź we Wrocławiu, lato 1997.

Niże takie przechodzą nad ciepłymi wodami Morza Śródziemnego, gdzie pochłaniają olbrzymie ilości pary wodnej. W okolicach włoskiego miasta Genua zmieniają swój tor i zaczynają zmierzać na północ w kierunku Polski. Następują wówczas potężne kilkudniowe ulewy, głównie w południowej części naszego kraju, gdzie źródła mają największe rzeki – wielka powódź jest wtedy jedynie kwestią czasu.

Nie jesteśmy najlepsi w odnotowywaniu zmian trwających dziesięciolecia,  jednak zmiany zachodzą dziś na naszych oczach, coraz szybciej. Polskie zimy są coraz cieplejsze, zima nadchodzi późno i szybko się kończy, wydłuża się okres wegetacji. Bałtyk od lat ’40 XX wieku już nie zamarza. Na południu Polski zaczęliśmy uprawę afrykańskiego sorgo. Już dziś klimat Dolnego Śląska odpowiada klimatowi słynnego z uprawy winorośli węgierskiego rejonu Tokaju sprzed 20 lat. Nie występują już tak kiedyś powszechne powodzie zatorowe i roztopowe, które zdarzały się na przełomie zimy i wiosny. Wkrótce niemal zupełnie o nich zapomnimy.

Jak o tym pomyśleć, to nawet bez wykresów i statystyki można dostrzec, że coś zaczęło się zmieniać – a to dopiero początek zmian. Jak na razie temperatura wzrosła o 0.7°C, a według najbardziej pesymistycznych prognoz do końca stulecia może wzrosnąć prawie 10 razy bardziej! Pamiętajmy też, że klimat wcale nie musi zachowywać się liniowo, lecz skokowo, w okresie zaledwie kilku lat, przechodzić do zupełnie innego stanu.

Może być całkiem „interesująco”…

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly