Artykuly

Brudna sudańska ropa

Przy produkcji na poziomie pół miliona baryłek ropy dziennie i tendencji wzrostowej, ropa naftowa Sudanu powinna być błogosławieństwem dla tamtejszych ludzi. Ale czy nie jest ona przypadkiem przekleństwem?

Niemiecka organizacja praw człowieka informuje, że zanieczyszczenie na niektórych polach ropy naftowej w południowej części Sudanu prowadzi do zatrucia wody pitnej i szkodzi miejscowej populacji. Dziennikarze CNN pojechali na pola naftowe w Unity State (Stan Jedności), aby na własną rękę sprawdzić wnioski raportu.

Nie jest to miejsce, w którym pojawia się wielu odwiedzających. Ośrodek przetwarzania ropy, należący do koncernu Greater Nile Operating Company, znajduje się w odległej części Południowego Sudanu, w pobliżu biednych i szarych społeczności z Unity State.

Udaje nam się wejść do środka wraz z gubernatorem stanu, Tabanem Dengiem, choć wyraźnie widać, że nie jesteśmy tu mile widziani. Jeden z ochroniarzy firmy robi zdjęcia przez cały czas naszej wizyty.

Gubernator jest zmartwiony. Wie, że wydobycie ropy naftowej może zmienić Południowy Sudan, ale obawia się, że wszelkie korzyści zostaną zagarnięte przez rząd w Chartumie, choć podpisano porozumienie o podziale zysków.

ropa

Kiedy chodzimy po fabryce, frustracja Denga staje się coraz bardziej wyraźna. „Jeśli zapytacie mnie, jak produkujemy tę ropę, jak ją wprowadzamy na rynek, jak dzielimy zyski, to powiem wam, że Południowy Sudan nie jest częścią tego układu”.

Greater Nile Operating Company nie jest firmą sudańską. Jej główni udziałowcy to firmy chińskie, malezyjskie i indyjskie. Rząd Sudanu jest właścicielem zaledwie drobnej części koncernu, który jest jednym z kilku działających w tym rozległym regionie.

To już jest przemysł wart miliardy dolarów, a wiele nieruszonych rezerw wciąż można znaleźć w tej części kraju.

Nie chodzi jednak tylko o to, jak dzielić zyski. Deng mówi, że miejscowa ludność narzeka na nowe choroby od czasu, kiedy rozpoczęło się wydobycie ropy. „Na polach naftowych jest wiele zanieczyszczeń. Woda, która oddzielana jest od ropy, wylewana jest bez żadnej kontroli”.

Przedstawiciele Greater Nile mówią, że firma przeprowadziła testy, które zaprzeczają takim twierdzeniom i powiedzieli CNN, że ich fabryki działają zgodnie z międzynarodowymi normami dotyczącymi ochrony środowiska.

Jednak podobne oskarżenia dotyczące niszczenia środowiska pojawiają się również w przypadku pobliskiego pola ropy naftowej, wykorzystywanego przez firmę White Nile Petroleum, w której główne udziały mają państwowe koncerny naftowe Chin i Sudanu.

Niemiecka organizacja „Znak Nadziei” przez osiemnaście miesięcy zajmowała się pobieraniem i testowaniem ponad 50 próbek wody z tego regionu i przedstawiła w końcu swoje wyniki w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jak twierdzą jej przedstawiciele, organizacja znalazła „przekonywujące” dowody na skażenie.

Hydrolodzy pracujący dla niemieckiej organizacji odkryli zasolenie i azotany w odwiertach wody pitnej w pobliżu pól naftowych White Nile, a poziomy zanieczyszczenia wielokrotnie przekraczały międzynarodowe normy. W ziemi w ponad 30 opuszczonych otworach wiertniczych, naukowcy odkryli też wysokie stężenia minerałów, takich jak kadm i ołów. Organizacja twierdzi, że te metale ciężkie mogą trafić do zasobów wody pitnej.

Poinformowano też, że w jednym z odwiertów znaleziono poziom chromu, który był osiem razy wyższy niż wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Chrom uznawany jest za substancję rakotwórczą.

Firma nie zareagowała na kilka telefonów, kiedy CNN chciał uzyskać komentarz, ale na swej stronie internetowej umieściła informacje, że twierdzenia przedstawiane przez „Znak Nadziei” są bezpodstawne. White Nile zapewnia, że ciągle testuje jakość swoich ścieków i stosuje się do najwyższych międzynarodowych standardów. Dodaje też, że wysokie poziomy zasolenia są naturalne na lokalnych terenach bagnistych.

Gdyby ta część Południowego Sudanu była niekończącą się pustynią, ten argument traciłby na znaczeniu. Jednak pola naftowe leżą na skraju Sudd, największych mokradeł w Afryce, oraz w rejonie uznanym w 2006 roku przez ONZ za tereny o znaczeniu międzynarodowym.

Sudd, rozciągający się na powierzchni ponad 30 tysięcy kilometrów kwadratowych, wspiera dziką przyrodę oraz źródła wody na sąsiednich ziemiach pokrytych łąkami. Działa zarówno jako duża gąbka dla regionu, oraz jako filtr dla większości wschodniej Afryki. Niestety jest też podatny na zanieczyszczenia i degradację.

Ludność Nuer, która mieszka w wiosce Rier, na skraju Sudd i pól naftowych, nie ma pieniędzy, by testować swoją wodę i żywność. Pieniędzy nie ma też regionalny rząd, który mówi tylko o tym, że ma „podejrzenia” dotyczące jakości wody w tym regionie.

Mieszkańcy wioski mówią po prostu o tym, co widzą. Jeden z nich, John Mayal, mówi, że przed pojawieniem się tutaj koncernów naftowych, „nasza trzoda nie zdychała, a nasze dzieci nie umierały. Nasza woda była dobra… teraz woda jest zła”.

Nie ma niezależnych dowodów na to, że działalność koncernów naftowych powoduje choroby, czy śmierć, a same firmy zdecydowanie temu zaprzeczają. Deng powiedział jednak CNN, że wydobycie ropy w tym rejonie można opisać jednym słowem - niegospodarność. „Niegospodarność w przypadku samych zasobów. Niegospodarność w dziedzinie ochrony przyrody, niegospodarność w braku przejrzystości i jasnego określenia, jakie ilości produkujemy dziennie”.

Umowy o podziale zysków i produkcji, naukowe analizy wody, technologie prowadzenia odwiertów – wszystko to jest nieznane mieszkańcom Rier, których domy zostały trzy lata temu przeniesione, aby otworzyć drogę do instalacji ropnych.

Oni mieszkają przy najlepszej drodze w Sudanie Południowym, wybudowanej przez koncerny naftowe, i obok rurociągu, który transportuję ropę na północ, gdzie jest rafinowana i eksportowana dalej.

Ale jednocześnie są oni najbiedniejszymi ludźmi na świecie. Nie mogą nawet ufać studniom, których używali od wieków. Teraz wodę czerpią z potężnego stalowego zbiornika, ustawionego w wiosce przez firmę White Nile Oil.

pl Źródło Onet

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly