Zacznijmy od kilku podstawowych faktów dotyczących IPCC. IPCC nie
jest, jak myśli wielu, wielką organizacją. W istocie, zespół liczy
zaledwie 10 osób zatrudnionych na etacie w sekretariacie w Światowej
Organizacji Meteorologicznej w Genewie oraz kilka osób w czterech
oddziałach zapewniających techniczne wsparcie szefom trzech grup roboczych IPCC oraz grupie ds.
krajowych inwentaryzacji gazów cieplarnianych. Prace merytoryczne w
IPCC wykonują nieodpłatnie wolontariusze – tysiące naukowców z
uniwersytetów i instytutów badawczych z całego świata, którzy
przyczyniają się do powstania raportów IPCC jako autorzy lub recenzenci.
Duży odsetek świata nauki powiązanego z badaniami nad klimatem jest
zaangażowany w ten wysiłek. Trzy grupy robocze to:
Grupa Robocza 1 (WG1), która zajmuje się fizycznymi
podstawami nauk o klimacie, co jest domeną klimatologów.
Grupa Robocza 2 (WG2), która zajmuje się wpływem
zmian klimatu na społeczeństwa i ekosystemy, co jest domeną specjalistów
od nauk społecznych, ekologów, etc.
Grupa Robocza 3 (WG3), która zajmuje się metodami
łagodzenia zmian klimatu (mitygacją), co jest domeną specjalistów ds.
energetyki, ekonomistów, etc.

Raporty grup roboczych. Fot. Flikr
Raporty IPCC publikuje się co 6-7 lat. Ich napisanie zajmuje jakieś 3
lata. Każda grupa robocza publikuje jeden z trzech tomów każdego
raportu. Obiektem ostatnich zarzutów jest Czwarty Raport Oceniający
(AR4), opublikowany w 2007. Każdy z trzech tomów ma niemalże
1000 stron, i to małą czcionką. Do ich postania przyczyniło się ponad
450 autorów wiodących, przy wsparciu 800 innych autorów; większość z
nich nie uczestniczyła w powstawaniu poprzednich raportów. Powstaniu
raportu towarzyszyły trzy fazy weryfikacji i zaangażowanie ponad 2,500
ekspertów recenzentów, którzy zgłosili 90,000 komentarzy recenzenckich
do wersji roboczych tekstu. Owe komentarze, wespół z odpowiedziami
autorów, dostępne są publicznie w
Internecie.
Błędy w Czwartym Raporcie Oceniającym (AR4)
Z tego co nam wiadomo, do tej pory w Czwartym Raporcie znaleziono
tylko jeden rzeczywisty błąd (lub dwa, zależy jak patrzeć):
Lodowce w Himalajach: w raporcie Drugiej Grupy Roboczej WG2, w rozdziale 10, dotyczącym wpływu zmian klimatu na
region Azji, a napisanym przez autorów z regionu, błędnie zapisano, że
80% powierzchni lodowców w Himalajach stopnieje do roku 2035. To jest
oczywiście niezgodne z właściwymi prognozami IPCC dotyczącymi topnienia
lodowców, zawartymi w raporcie WG1. Tutaj znajdujemy 45-stronicowy,
bardzo dobrze udokumentowany rozdział o lodowcach, pokrywie śnieżnej i
lodowej (Rozdział 4), autorstwa wiodących glacjologów
(wśród nich Austriak Georg Kaser, który jako pierwszy odkrył błąd
dotyczący lodowców w Himalajach w raporcie WG2). Kilkanaście stron
prognoz topnienia lodowców znajdujemy w Rozdziale 10 („Globalne Projekcje Zmian
Klimatu”), gdzie owe właściwe projekcje posłużyły do oszacowania
przyszłego wzrostu poziomu mórz i oceanów. Problemu nie stanowią więc
nieprawidłowe prognozy glacjologów IPCC. Problemem jest fakt, że raport
WG2, zamiast oprzeć się na właściwych prognozach IPCC przygotowanych
przez kolegów z Grupy Pierwszej, zacytował w jednym miejscu
niesprawdzone, zewnętrzne źródło. Rozwiązanie problemu jest proste –
wystarczy jedynie usunąć dwa zdania na stronie 493 raportu WG2.
Wzrost poziomu morza w Holandii: W Raporcie WG2 czytamy, że
„Holandia jest przykładem kraju wysoce wrażliwego zarówno na wzrost
poziomu morza, jak i wylania rzek, ponieważ 55% jej terytorium leży
poniżej poziomu morza”. Informacji tej dostarczyła holenderska agenda
rządowa – Holenderska Agencja ds. Ocen Środowiskowych (the Netherlands
Environmental Assessment Agency), która niedawno opublikowała korektę, stwierdzając, że
zdanie powinno brzmieć „55% terytorium Holandii jest zagrożone powodzią;
26% kraju leży poniżej poziomu morza a 29% jest podatne na wylania
rzek”. Ironia losu polega na tym, że 8 lutego w gorącej debacie
holenderscy parlamentarzyści drwili z IPCC, bo opublikowało informację
dostarczoną przez … rząd holenderski. Dodatkowo, IPCC zauważa, że
istnieje kilka definicji obszaru poniżej poziomu morza. Holenderskie
Ministerstwo Transportu posługuje się liczbą 60% (poniżej poziomu
wysokiej wody w czasie sztormów), a inni – 30% (poniżej średniego
poziomu morza). Oczywiste, że liczba rzeczywiście zawarta w raporcie WG2
nie miała wpływu na żadne konkluzje IPCC i nie ma nic wspólnego z
naukami o klimacie. Można nawet kwestionować, czy powinna się liczyć
jako błąd IPCC.
Kilka innych kwestii
Zanikanie lasów Amazonii: Media (również w Polsce – przyp. tł.) promują „Amazongate”.
Problem dotyczyć ma prognoz zawartych w raporcie WG2 dotyczących
zanikania lasów Amazonii w suchszym klimacie. Kwestionowane zdanie z raportu IPCC brzmi: „Nawet
40% lasów Amazonii może drastycznie zareagować na drobne zmniejszenie
opadów; oznacza to, że roślinność tropikalna, stosunki wodne oraz system
klimatyczny Południowej Ameryki może szybko przejść do innego stanu
dynamicznej równowagi, być może z pominięciem stopniowych zmian pomiędzy
stanem obecnym, a przyszłym (Rowell i Moore, 2000).” Problemem ma być
źródło, na jakim oparli się Rowell
i Moore, czyli raport WWF.
Korzenie tej historii znajdujemy w dwóch notkach blogerskich Richarda Northa, który
stwierdził, że informacje przypisane przez IPCC raportowi WWF – w tym
raporcie nie występują. Kiedy okazało się to nieprawdą, North orzekł, że
tekst źródłowy, na którym oparł się WWF (artykuł Nepstada w Nature
z 1999r) nie dotyczył suszy, ale wpływu wyrębu i pożarów na lasy
Amazonii. Sam Nepstad odpowiedział niedawno, że twierdzenie IPCC jest w
rzeczywistości prawidłowe. Jedynym problemem jest to, że IPCC
zacytowało raport WWF, zamiast zrecenzowanych artykułów Nepstada. A to
te artykuły stanowią de facto podstawę szacunków IPCC dotyczących
wrażliwości lasów Amazonii na suszę. Korespondencja pomiędzy
dziennikarzem Timesa, naukowcami oraz reporterem BBC w tym temacie (tutaj, tutaj
i tutaj) wskazuje, że dziennikarze zignorowali lub
też źle zinterpretowali informację udzieloną im przez Nepstada oraz
innego eksperta, Simona Lewisa i dalej publikowali nieprawdziwe
informacje. Nie ma więc żadnej Amazongate.
Szara literatura (niepodlegająca procesowi
recenzji niezależnych ekspertów lub opublikowana w języku, który nie
jest powszechnie używany do wymiany informacji): IPCC powołuje się na
18,000 źródeł w Czwartym Raporcie, większość z nich to recenzowane
prace, opublikowane w pismach naukowych. IPCC posługuje się jasnymi wytycznymi w kwestii wykorzystania tzw.
“szarej” literatury, obejmującej zazwyczaj raporty innych organizacji
oraz rządów. Do szarej literatury odwołują się głównie grupy 2 i 3 (w
niektórych przypadkach również grupa 1), jako że wiele z tych źródeł
podaje bardzo cenne dane: np. rzędowe biura statystyczne, Międzynarodowa
Agencja Energetyki, Bank Światowy, Program Środowiskowy ONZ (UNEP),
etc. Owe źródła są szczególnie istotne w przypadku oceny wpływu zmian
klimatu w krajach rozwijających się, gdzie pracują uznani lokalni
eksperci, którzy mają ograniczone szanse publikować w międzynarodowych
pismach naukowych.
Raporty organizacji pozarządowych, takich jak WWF mogą być
wykorzystane (tak jak w przypadku lodowców w Himalajach) pod warunkiem,
że takie informacje zostaną wnikliwie zweryfikowane. Nie dopatrzono tego
w przypadku lodowców w Himalajach. Koniec końców, rolą IPCC jest ocena
informacji, nie samo zebranie wszystkiego, co się da. Ocena
oznacza krytyczny osąd, kilkupoziomową weryfikację, zważenie za i
przeciw, skonfrontowanie wzajemnie sprzecznych dowodów oraz krytyczna
ocena metodologii użytej do uzyskania wyników. Tutaj nie wystarczy
dokonać przeglądu literatury – to dlatego raporty oceniające piszą
wiodący badacze, a nie studenci.
Wypaczenia medialne
Dla tych, którzy śledzą rozwój nauk o klimacie oraz prace IPCC,
obecna dyskusja w mediach jest surrealistyczna. Dziennikarze, którzy
nigdy nie zadali sobie trudu, by zajrzeć do raportu IPCC oburzają się na
jedną nieprawidłową liczbę na stronie 493 tomu 2. Dziennikarze, kiedy
wreszcie biorą do ręki opasłe tomisko, przyznają skonsternowani, że nie
mają szans sami dokonać oceny. Opierają się na tym, co im powiedziano. A
istnieją dobrze zorganizowane grupy lobbystyczne, z
odpowiednimi umiejętnościami PR, które pilnują, by dziennikarze
usłyszeli „prawdziwą” wersję. Wiele argumentów medialnych, podważających
wartość raportów, łatwo obalić – wystarczy otworzyć raport i sobie
poczytać. Niestety, szeroko zakrojona, oparta na wolontariacie,
minimalnie zorganizowana struktura IPCC nie sprzyja systemowi szybkiego
reagowania na doniesienia medialne.
Niektóre media twierdziły, że błędne szacunki dotyczące lodowców w
Himalajach były „jednym z kluczowych przewidywań w raporcie IPCC”,
zapewne po to, by błąd wyglądał na poważniejszy, niż był w
rzeczywistości. Tak się jednak składa, że to błędne przewidywanie nie
pojawia się ani w żadnym ze Streszczeń dla Decydentów (dołączonych do
każdego tomu raportu), ani w Raporcie Syntetycznym (co częściowo
wyjaśnia, dlaczego błąd pozostał niezauważony przez tyle lat). Żaden z
artykułów medialnych nt. błędu nie wspomina o tym, że Tom 1 (gdzie
dokonuje się właściwych przewidywań dotyczących fizycznych zmian
klimatu) zawiera szeroką i mocno udokumentowaną dyskusję nt. zaniku
lodowców.
Można przypuszczać, że kiedy wybuchła medialna bomba z lodowcami w
Himalajach, sceptycy przedarli się słowo po słowie przez raport IPCC w
poszukiwaniu następnych błędów. Znaleźli niewiele, ale to co znaleźli
szybko zostało w mediach rozdmuchane do rozmiarów kolejnej afery (tak
jak kwestia holenderskiego morza, nazwana Seagate). Można tu dostrzec
podobieństwo do Climategate, czyli wycieku maili klimatologów z serwera
Uniwersytetu Wschodniej Anglii – spośród tysięcy maili udało się
sceptykom wyłuskać bardzo niewiele, a to co wyłuskali, wyrwali z
kontekstu i zinterpretowali na swoją modłę (słynny zarzut o ukrywaniu
spadku temperatur).
W mediach mamy do czynienia z syndromem „to ja też!”.
Dziennikarze powtarzają historie, nie zadają sobie jednak trudu, by
zgłębić temat. Zazwyczaj piszą o różnego rodzaju „zarzutach” – czy to
dotyczących wiarygodności IPCC, czy też manipulacji danymi, jak w
przypadku Climategate. Nie ma nic złego w raportowaniu zarzutów. Czy nie
jest jednak tak, że media powinny zbadać zasadność tych zarzutów, zanim
je powtórzą?
Czy IPCC musi się zmienić?
Do tej pory IPCC odwaliło kawał dobrej roboty, ale niewątpliwie da
się to zrobić lepiej. Można poprawić procedury recenzji. Do tej pory
każdy miał prawo zrecenzować każdy fragment wersji roboczych raportów,
ale nie było właściwej koordynacji działań pomiędzy grupami – a
przecież glacjolog mógłby dodatkowo sprawdzić część raportu WG2
dotyczącą Azji. Taka weryfikacja najprawdopodobniej pozwoliłaby
wychwycić błąd dotyczący lodowców. Kolejnym problemem był fakt, że
raporty wszystkich trzech grup musiały zostać ukończone niemalże w tym
samym czasie, co utrudniło Grupie Drugiej oparcie swojej dyskusji na
konkluzjach i projekcjach Grupy Pierwszej. Uwzględniono tą kwestię w
przygotowaniach Piątego Raportu Oceniającego – raport WG2 może zostać
przygotowany 6 miesięcy po ukończeniu raportu WG1.
Co więcej, błędy w raporcie wskazały, że IPCC powinno wprowadzić
mechanizm publikacji errat. Jako że w 2800-stronicowym raporcie
niechybnie znajdzie się kilka błędów, erraty powinny być publikowane
zaraz po zdiagnozowaniu tych błędów.
Czy nauki o klimacie mają solidne podstawy?
W chwili obecnej niektóre media podważają nawet podstawy nauk o
klimacie, choćby twierdzenie, że to człowiek jest odpowiedzialny za
zmiany klimatu, za topnienie lodowców, wzrost poziomu mórz i oceanów,
etc. IPCC nie prowadzi własnych badań, stąd też błędy w raportach IPCC
nie oznaczają, że badania, które stanowią podstawę tych raportów – są
błędne. Odwołanie do niesprawdzonego źródła lub też przeoczenia
edytorskie IPCC nie podważają wartości badań nad klimatem. Podważanie
podstaw nauk o klimacie w oparciu o zarzuty wobec IPCC zakrawa na
ironię, jako że żaden z dyskutowanych błędów nie został znaleziony w
raporcie WG1, opisującym fizyczne podstawy zmian klimatu.
Oddając sprawiedliwość kolegom z WG2 i WG3, klimatolodzy mają
prostsze zadanie. System, który badamy, rządzony jest dobrze poznanymi
zasadami fizyki, dysponujemy masą twardych danych i recenzowanych prac
naukowych, a nauka jest stosunkowo dojrzała. Efekt cieplarniany został
odkryty w 1824 przez Fouriera, właściwości cieplarniane CO2 i innych
gazów po raz pierwszy zostały zmierzone przez Tyndalla w 1859 r,
wrażliwość klimatu na zmiany stężenia CO2 została po raz pierwszy
obliczona w 1896 przez Arrheniusa. Do połowy ubiegłego wieku zrozumiano
fundamentalne mechanizmy rządzące klimatem.
Czy powyższe sugeruje, ze mamy do czynienia z “upolitycznieniem
nauki”, umyślną manipulacją lub alarmizmem IPCC? Nie widzę podstaw dla
takich zarzutów. Wręcz przeciwnie, duże grupy (programowo ostrożnych)
naukowców, usiłujące uzyskać konsensus i zawrzeć go w pracy zbiorowej,
to przepis na osiągnięcie raczej „konserwatywnych” konkluzji. W istocie,
zanim media rozdmuchały sprawę lodowców, dyskusja w gronie ekspertów
toczyła się wokół podejrzenia, że Czwarty Raport mógł nie doszacować (a
nie przeszacować) niektóre aspekty zmian klimatu. Dotyczy to tak
istotnych kwestii jak wzrost poziomu mórz i oceanów oraz spadek pokrywy
lodowej (odsyłam do rozdziałów nt. pokrywy lodowej oraz poziomu mórz i
oceanów w Copenhagen
Diagnosis, które wskazują, że zmiany zachodzą szybciej, niż
szacowało IPCC).
Reasumując, Raporty Oceniające IPCC bardzo dobrze oddają stan wiedzy
nauk o klimacie. Kilka odosobnionych błędów zostało uznanych i
skorygowanych. Prawdziwym problemem jest fakt, że w oczach opinii
publicznej reputacja IPCC i, szerzej, nauk o klimacie została poważnie
nadszarpnięta przez ostatnią burzę medialną. Różnego rodzaju „afery” –
Climategate, Seagate, Amazongate, nie stanowią skandalu na łonie IPCC
czy klimatologii. Są raczej żenującymi okrzykami wojennymi garstki
dziennikarzy, którzy zwiedli opinię publiczną przy pomocy rozdmuchanych
pseudo-afer. Inni chętnie i naiwnie powtórzyli owe rewelacje, nie
zwęszywszy oszustwa. To nie do nas, klimatologów, należy posprzątanie
tego bałaganu – to media powinny dokonać korekty. Będziemy z uwagą
przyglądać się, czy świat mediów ma odpowiedni zawodowy i moralny
kręgosłup, by skorygować własne błędy.
Tłumaczenie: Marta Śmigrowska, portal DlaKlimatu.pl
Źródło: RealClimate










