Z każdym kolejnym dniem coraz trudniej jest nam przetrwać ponad 30-stopniowy upał. Co jednak mają powiedzieć mieszkańcy Bliskiego Wschodu, gdzie popołudniami w cieniu jest 50 stopni?
Tak ekstremalne upały panują od dłuższego czasu na pustkowiach Arabii Saudyjskiej, głównie niezamieszkanych. Jednak w ostatnich dniach fala piekielnych żarów zaczęła się przemieszczać w kierunku Kuwejtu, Iraku i Iranu, gdzie mieszkają miliony ludzi.
W niewielkim Kuwejcie termometry wczoraj pokazały 54,3 stopnia, oczywiście w cieniu. To nowy rekord temperatury dla tego kraju i jednocześnie dla miasta w którym taką wartość zanotowano, a więc Mitribah.
Meteorolodzy, którzy od początku miesiąca zakładali się o to, czy padnie historyczny rekord ciepła dla całej Azji, teraz mają ciężki orzech do zgryzienia. Dotychczas rekord wszech czasów należał do miejscowości Tirat Tsvi w Izraelu, gdzie 21 czerwca 1942 roku zanotowano 53,9 stopnia. Wczorajszy pomiar z Kuwejtu stanowi przekroczenie tego rekordu.
Ostateczne rozstrzygnięcie należy jak zwykle do Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), która w najbliższych tygodniach powinna stwierdzić, czy nowy rekord azjatyckiego ciepła zostanie oficjalnie uznany, czy też nadal będzie obowiązywać rekord sprzed 68 lat.
Podczas, gdy naukowcy sprawdzają warunki w jakich dokonano pomiaru, mieszkańcy spalonych słońcem pustyń Bliskiego Wschodu chowają się w domowym cieniu. Mogą jedynie liczyć na ochłodę, którą niosą im zamiecie piaskowe, ale i one są bardzo uciążliwe.
Wczoraj w irackim Nadżafie było 49,5 stopnia, w Basrze 49,6 stopnia, a w Bagdadzie dokładnie 50 stopni. W sąsiednim Iranie stan alarmu wprowadzono w 19 prowincjach, gdzie temperatura przekraczała 40-45 stopni. Zamknięto szkoły i zakłady pracy, aby ludzie nie musieli wychodzić na palące słońce. W najgorętszym mieście w kraju, Ahwazie, termometry w cieniu wskazały 47 stopni. Na razie końca fali rekordowych upałów nie widać.
Źródło: www.twojapogoda.pl










