Australia, podobnie jak Polska, nie pali się do szybkiego odchodzenia od węgla, pomimo tego, że kraj mu się dosłownie pali. Przed Wigilią 2019 roku premier Scott Morrison powiedział, że nie dokona „nierozsądnych cięć” w przemyśle węglowym. Jego wypowiedź zbiega się z katastrofalną sytuacją klimatyczną Antypodów i trwających od wielu miesięcy protestów klimatycznych.

Rys. 1 Pożary w Australii. fot. Darrian Traynor/Getty Images
W Australii od września trwają pożary, które spowodowały śmierć co najmniej 18 osób, a prawie półtora tysiąca domów obróciło w popiół. W rejonie Sydney ogień ogarnął 440 tys. ha lasów i buszu, przez co poważnie pogorszył się stan powietrza w mieście. W całym kraju spłonęło 5,25 mln ha Rekordowe temperatury, sięgające 50 stopni oraz wynikające z nich pożary nie miałyby miejsca, gdyby nie globalne ocieplenie. Zagrożone są zwierzęta, m.in. misie koala – według szacunków ministerstwa środowiska ogień zabił do tej pory około 30% populacji koali na środkowym wybrzeżu północnej Nowej Południowej Walii. Według meteorologów pożary mogą potrwać do lutego.

Rys 2. Pożary w Australii widziane z kosmosu 4 stycznia 2020 roku. NASA Worldview
Działanie premiera może zaostrzyć protesty klimatyczne w Australii, szczególnie po tym, kiedy w czasie trwającego kryzysu zdecydował się na spędzenie wakacji ze swoją rodziną na Hawajach. Powtórzył, że nie będzie uzależniał swojego postępowania „od paniki”.
Wygląda na to, że pomimo katastrofalnej sytuacja klimatycznej rząd Australijski nie pali się do zmiany polityki energetycznej kraju. Węgiel w Australii wydobywa się w odkrywkach, tanio i z zyskiem, nie tak, jak w Polsce, gdzie utrzymywanie przy życiu kopalń kosztuje wiele miliardów złotych rocznie.
Wydobycie węgla w Australii, ponad sześciokrotnie większe niż w Polsce (przy o ponad połowę mniejszej niż w Polsce liczbie górników) od lat utrzymuje się na stałym poziomie. 75% pozyskiwanego węgla idzie na eksport do wschodnioazjatyckich, szybko rozwijających się państw, z Chinami na czele. To ogromne rynki, nawet w przypadku ambitnych celów klimatycznych wciąż potrzebujące węgla. W samym 2018 roku Australia, pomimo niskich cen tego surowca, zarobiła na eksporcie węgla 67 mld dolarów, co odpowiada 3,5% tamtejszego PKB.
Własny krótkoterminowy interes gospodarczy jak na razie wygrywa z ochroną klimatu. Jak powiedział premier Morrison: „To, czego nie zrobimy, to angażowanie się w nierozsądne, niszczące miejsca pracy i gospodarkę cele”. Słowa te spotkały się z reakcją środowisk ekologicznych, naukowców i wielu obywateli, którzy nie zgadzają się z polityką władz, pod których adresem w obliczu szalejących pożarów padły oskarżenia.
Jak na zarzuty zareagował premier? Morrison powiedział, że radzenie sobie ze zmianą klimatu jest „równie ważne teraz” jak przed tym jak wybuchły pożary. Morrison powiedział, że jego kraj jest na dobrej drodze, by wywiązać się ze swoich zobowiązań odnośnie redukcji emisji dwutlenku węgla. Deklaracje te zostały jednak zakwestionowane przez ONZ, co nie powinno dziwić. Po 2007 roku emisje CO2 zaczęły tam spadać, ale od 2014 roku ponownie zaczęły rosnąć, w samym 2018 roku nastąpił jednoprocentowy wzrost. A przecież kraj zobowiązał się, że do 2030 roku, co podkreślają krytycy, obniży emisje CO2 o 26-28% względem poziomu z 2005 roku. Tymczasem emisje te nie spadły, w 2005 Australia wyemitowała ponad 380 mln ton CO2, a w 2018 prawie 417 mln ton.
Działania Australii na rzecz ochrony klimatu jak do tej pory były bardzo opieszałe, prowadzone w oparciu o postanowienia protokołu z Kioto. A ten, jak twierdzą krytycy nie był rygorystyczny, i z racji tego Australia musi podjąć znacznie ambitniejsze działania. Nie ona jedna zresztą.
Lider opozycji Antoni Albanese oskarżył Morrisona o opieszałość w działaniach na rzecz ochrony klimatu i ignorowanie konsekwencji globalnego ocieplenia. „Ludzie boją się tego, co się wokół nich dzieje”, dodał. „A jeśli pan Morrison uważa, że nie ma tu nic do zobaczenia, to dlatego, że nie widzi przez dym i mgłę, które powstały w wyniku pożarów buszu”.
Same zaś pożary są praktycznie niemożliwe do opanowania. Jak przyznają strażacy i lokalni przedstawiciele władz, jedynie długotrwały silny deszcz może zmienić sytuację. „Jesteśmy w okresie niewiarygodnej suszy, niektóre obszary nie widziały deszczu przez ponad 12 miesięcy”, powiedział jeden z inspektorów straży pożarnej z Nowej Południowej Walii. Meteorolodzy prognozują, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy nie należy spodziewać się większych opadów deszczu. Czy żeby przejrzeć na oczy naprawdę potrzeba dymu, przez który nic nie widać?
Hubert Bułgajewski, na podst. Australia fires: PM rejects 'reckless’ calls to limit coal industry









