Po tym, jak dwukrotnie zawetowaliśmy
unijne plany ograniczania emisji do 2050 roku, w połowie grudnia samotnie
sprzeciwiliśmy się korektom nieskutecznego
obecnie unijnego systemu handlu emisjami. W tym też miesiącu walnie
przyczyniliśmy się do rozbicia jednomyślności Unii na szczycie klimatycznym w
Doha. W kuluarach konferencji nasz kraj doczekał się nawet zmiany swojej angielsku
nazwy z Poland na Coalland, czyli Węglandia.
Ponieważ
mamy być gospodarzem kolejnej konferencji klimatycznej ONZ, przygląda nam się
cały świat. To, jak postrzegają nas kraje, którym zależy na długoterminowej
skutecznej polityce klimatycznej, pokazuje np. artykuł w Der Spiegel, na którym
bazuje ten artykuł.
’Węglo-holicy’
Pesymistyczne spojrzenie na Polskę
bierze się z naszego uzależnienia od węgla – a szczególnie z tego, jak głębokie
są powiązania między spółkami energetycznymi a polskimi władzami, co skutkuje
silnym ich uzależnieniem od status quo
i niechęci do zmian. Chociaż komunizm upadł już blisko ćwierć wieku temu, większość
spółek energetycznych wciąż pozostaje pod kontrolą rządu, stanowiąc dla
polityków źródło posad i pieniędzy. Często nawet w tych firmach, które zostały
sprywatyzowane, ministerstwo skarbu ma znaczące udziały.
„Są potężne grupy interesów, chcące utrzymania
obecnej sytuacji, bo rozproszone i odnawialne źródła energii nie dadzą takich korzyści
obecnie dominującym graczom”, stwierdza Michael LaBelle, wykładający politykę
energetyczną profesor z budapesztańskiego Uniwersytetu Centralnej Europy. „Najlepsze
określenie, jakim można ich opisać to węglo-holicy. To straszne, ale niestety prawdziwe.”

Polska jest 10 największym
konsumentem węgla na świecie, a z węgla wytwarza 92 procent elektryczności. Co
gorsze, Polska zamierza stan ten zakonserwować, zastępując stare, zbliżające
się do kresu życia elektrownie, wielkimi nowymi elektrowniami węglowymi. Rząd
polski w najbliższych ośmiu latach planuje inwestycje w nowe elektrownie
węglowe o mocy 11,3 GW. Jak już się je zbuduje, to z myślą o działaniu przez
następne kilkadziesiąt lat – to praktycznie zablokuje możliwość dekarbonizacji
polskiej energetyki w jakimkolwiek sensownym horyzoncie czasowym.
Pomysł budowy nowych elektrowni
węglowych zupełnie nie przystaje do europejskich planów redukcji emisji CO2.
W miarę jak unijny system handlu emisjami (ETS) będzie stawał się coraz
szczelniejszy, emitowanie dwutlenku węgla będzie stawać się coraz droższe. Obecnie
rynek ETS zalany jest nadmiarowymi uprawnieniami, przez co ich cena jest
symbolicznie niska – na poziomie 7 euro za tonę CO2. To zdecydowanie
zbyt mało, by skutecznie wpływać na decyzje biznesowe, stymulować energooszczędność
i transformację systemu energetycznego. Jeśli system handlu emisjami ma
spełniać swoją rolę i stymulować transformację systemu energetycznego, to uszczelnienie
ETS i zdjęcie z niego nadmiarowych uprawnień jest niezbędne. Działania te akceptują
to nie tylko wszystkie inne kraje i unijni politycy, ale też dostarczające prąd
firmy energetyczne i koncerny naftowe takie jak Shell.
Jednak rząd polski po cichu jest
zadowolony z niedziałania ETS i symbolicznych cen uprawnień. Zwalcza więc plany
poprawienia efektywności europejskiego systemu handlu emisjami ETS przez
zdjęcie z rynku duszącej ceny wielkiej puli niewykorzystanych uprawnień do
emisji. Blokuje też przyjęcie bardziej ambitnych celów redukcji emisji. Domaga
się też dodatkowych pozwoleń dla nowych i istniejących elektrowni; żądając
nawet uprawnień dla „elektrowni”, które w rzeczywistości nie istnieją, a są
jedynie pustymi polami, na których proces inwestycyjny ograniczył się do jednokrotnego
wbicia łopaty.
„Tak wygląda teraz sytuacja w Polsce
– rząd popycha firmy energetyczne do budowy nowych elektrowni węglowych”,
stwierdza Marcin Stoczkiewicz, prawnik z fundacji ClientEarth, wiodącej
organizacji prawniczej w europie zajmującej się kwestiami środowiskowymi. „Bywa,
że te inwestycje są prowadzone z naruszeniem prawa środowiskowego, szczególnie
prawa unijnego.”
ClientEarth i inne organizacje
pozarządowe, krytykujące rząd, nie cieszą się jego sympatią. Rząd wywiera na nie
presję chcąc, by siedziały cicho i nie przeszkadzały, nawet, gdy łamane jest
prawo. W październiku minister skarbu Mikołaj Budzanowski publicznie stwierdził,
że „organizacja ClientEarth działa przeciwko interesowi publicznemu państwa
(…)”. Dodał również, że jego zdaniem istnieje „granica odpowiedzialności ze
strony tego typu organizacji” oraz, że „granice te zostały przekroczone”.
Bezpośrednim powodem tego bezprzykładnego ataku przedstawiciela rządu na
organizację społeczeństwa obywatelskiego był fakt, iż Fundacja ClientEarth skutecznie
zaskarżyła do sądu projekt rozbudowy elektrowni węglowej w Opolu przez PGE. Liczne
organizacje pozarządowe zaprotestowały
przeciwko temu bezprecedensowemu atakowi na społeczeństwo obywatelskie.
„Rząd stara się przepchnąć nowe bloki węglowe nawet,
jeśli ich budowa odbywa się z naruszeniem prawa”, komentuje Stoczkiewicz,
dodając: „Owszem, nasza gospodarka jest obecnie zależna od elektryczności
wytwarzanej z węgla. To fakt. Ale tym bardziej powinniśmy mieć politykę budowy
lepszego miksu energetycznego i rozwoju czystszych źródeł energii.”
Na podstawie: Der Spiegel Polska
wojna z ochroną klimatu









