Kryzys nasilił nierówności w amerykańskim społeczeństwie.
Znaczna część bogactwa wypracowana w ciągu ostatnich 30 lat, trafiła w ręce najbogatszej jednej setnej procenta części społeczeństwa, która może się pochwalić średnim dochodem na poziomie 27 milionów rocznie. Średni dochód 90% społeczeństwa to 31,244 dolary. W 2007 roku, jeszcze przed kryzysem na rynku nieruchomości, biedniejsze 60% społeczeństwa posiadało 65% swojego bogactwa w postaci nieruchomości. Liczba ta dla najbogatszego 1% stanowiła tylko 10%. Kryzys powiększył więc przepaść między bogatymi i biednymi.
Powolnemu wychodzeniu amerykańskiej gospodarki z kryzysu towarzyszą cierpienia milionów Amerykanów, którym coraz trudniej związać koniec z końcem.
Senator Berniego Sanders poprosił swoich wyborców, by opisali jak radzą sobie z recesją. Nadeszły setki odpowiedzi.
69-letnia kobieta w rozpaczliwym tonie opisała swoją sytuację: „Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które zostawi swoim dzieciom państwo w gorszym stanie niż my je otrzymaliśmy. Jak do tego doszło? Dlaczego między bogatymi, klasą średnią a biednymi istnieje taka przepaść? Co stało się z klasą średnią? Nie kupowaliśmy łodzi, luksusowych samochodów czy diamentów. Dlaczego pozwoliliśmy naszej gospodarce opartej na tym co rzeczywiście wytworzyliśmy, wyhodowaliśmy stać się gospodarką w dużym stopniu papierową, która w końcu wyparowała.”
47-letni nauczyciel z Charlotte, nie będący w stanie znaleźć pracy na pełny etat i obciążony długami, w liście do senatora Sandersa napisał: „Jestem finansowo zrujnowany. Jestem psychicznie zdruzgotany. Kiedy słyszę rozmowy o redukcji deficytu i kolejnych zwolnieniach, mam poczucie, że najgorsze jeszcze przed nami”.
Kobieta z dwojgiem nastoletnich dzieci opowiedziała senatorowi o swoim mężu, wykonawcy robót budowlanych, nie mogącym znaleźć pracy w czasie kryzysu. „Widzę jak mój mąż, zdolny do pracy i z dużym doświadczeniem walczy z depresją i próbuje się przekwalifikować w wieku 51 lat. Czuje, że recesja wpycha nagle nas, przedstawicieli klasy średniej na poziom niższy, nie zostawiając nam wiele wyboru, poza coraz intensywniejszym poszukaniem gorzej płatnych zajęć, by jakoś zapełnić lukę finansową z którą na co dzień się borykamy. Wszystko czego chcemy to możliwość ciężkiej pracy i spłaty naszych rachunków. Nie jesteśmy już pewni czy nawet ta część Amerykańskiego Snu jest możliwa”.
26 letni młody mężczyzna, który ukończył college napisał: „Miałem nadzieję, że w tym wieku będę nie tylko móc sam się utrzymać, ale myślałem o osiedleniu się i założeniu rodziny. Moja rodzina zawsze mi powtarzała, że kluczem do sukcesu jest wykształcenie, ale w tych warunkach niemożliwym wydaje się wydostanie się z długów i rozpoczęcie kariery.”
O podobnie dramatycznych historiach można usłyszeć w całych Stanach Zjednoczonych. Rzeczywista skala ekonomicznej zapaści i ogromna liczba ludzi nią dotkniętych nie została jeszcze powszechnie przyjęta do zrozumienia. Skutki pozostawienia tych ludzi samym sobie, mogą okazać się bardzo niebezpieczne dla Ameryki.
Badacze z Uniwersytetu Rutgera stwierdzili, że ponad 70% respondentów, którzy wzięli udział w krajowym badaniu albo sami stracili pracę, albo też spotkało to ich krewnych lub przyjaciół.
Jedną z rzeczy, które zauważyłem podczas czytania listów, to dominujące poczucie straty, nie tyle pracy, co wiary w fundamenty i możliwości Ameryki. Przez wieki Amerykanów cechował optymizm. Ale teraz pojawiło się przerażające poczucie, że to co przez 6-7 dekad było brane za pewnik, uległo zniszczeniu.
Optymistyczne perspektywy Amerykańskiego Snu, który Stany Zjednoczone oferowały swoim obywatelom i reszcie świata stanęły pod wielkim znakiem zapytania.
Tomasz Kłoszewski








