W ciągu najbliższych kilku lat większość z nas będzie musiała dokonać wielu ważnych decyzji, które głęboko wpłyną na resztę naszego życia.
Jeśli jesteś jednym z milionów, którzy stracili ostatnio swoją pracę lub domy, to już wiesz, że dzieje się coś niedobrego. Powrót do sposobu życia, jaki prowadziliśmy przez ostatnie 100 lat zupełnie nie wchodzi w grę. Świat wchodzi w okres wielkiej zmiany paradygmatu, a nasze miejsce w nim za 10 czy 20 lat będzie znacząco różne od dzisiejszego.
Najbardziej alarmujące jest to, że 95 procent z nas wciąż nie spostrzegło, że okres wielkich zmian już się zaczął, i wciąż czekają na odbicie ekonomiczne i wzrost liczby miejsc pracy.
Ostatnio opublikowana analiza ekonomiczna Jamesa Hamiltona
z Uniwersytetu z San Diego pokazuje, jak wzrost cen ropy w lecie 2008 do poziomu 147 dolarów za baryłkę doprowadził do pęknięcia bańki na rynku nieruchomości i rynku kredytowym. Nie to jednak jest najważniejsze – po załamaniu się cen ropy związanym z załamaniem gospodarczym, praktycznie nie ma dnia, w którym nie byłby zamykany lub opóźniany duży projekt wydobywczy. Spirala upadku dla wieku ropy zaczęła się.
USA co miesiąc tracą 600 tysięcy miejsc pracy, a wliczając w to tych, co przeszli na część etatu, nawet milion. Ten krwotok gospodarki może się zatrzymać, kiedy zadziałają tysiące miliardów dolarów pakietów stymulacyjnych, jednak na dłuższą metę pożyczanie i drukowanie pieniędzy nie rozrusza gospodarki. Obecne trendy wskazują, że bezrobocie będzie rosnąć, a niepokoje społeczne stają się poważną groźbą.
Pewnego dnia, za wiele lat czy dziesięcioleci, wszystko znów się ustabilizuje. Jednak tego, jak świat będzie wtedy wyglądać, nie wie nikt. Czy wciąż będzie nas 6.7 miliarda czy też populacja się skurczy w wyniku pogarszających się warunków klimatycznych i braku żywności? Jedyny pewnik to to, że nie będzie już paliw kopalnych, które zrobią ciężką robotę za nas.
Ostatnie 100 lat, a szczególnie 50, to magiczny okres. Spalanie paliw kopalnych pozwoliło ludzkości na osiągnięcie stopnia bezprecedensowego bogactwa, a także, dla wielu, bezprecedensowej wolności. Ten czas już się kończy. Społeczeństwa będą musiały przeszeregować swoje priorytety, ze szczególnym uwzględnieniem dostępu do żywności, ciepła, schronienia, opieki zdrowotnej, higieny i bezpieczeństwa.
W obliczu kurczącej się ilości coraz droższych paliw kopalnych, amerykański wzorzec rolnictwa zostanie poddany bezlitosnemu testowi. Dorzućmy do tego zmiany klimatu, degradację gleb i okaże się, że producenci żywności mogą nie być w stanie zaspokoić potrzeb.
Do tego dochodzi problem zapłacenia za żywność, kiedy się nie ma pracy. Przez ostatnie 100 lat koszt żywności stanowił coraz mniejszą część dochodów, coraz więcej pieniędzy było za to dostępnych na ekstra wydatki, takie jak gadżety czy podróże.
To zaczyna się zmieniać, problem zaczyna się ujawniać, a politycy dyskutują, jak z tego wybrnąć.
Niektórzy mówią, że wolny rynek, obniżki podatków i odwierty głębokomorskie pozwolą nam wrócić na ścieżkę stałego wzrostu. Inni zauważają skalę wyzwania, przed którym stoimy, ale jak na razie publicznie wciąż nie łączą ze sobą elementów układanki.
To bieganie w kółko i gadanie prawdopodobnie będą trwały tak długo, aż nie położą im kresu zamieszki społeczne. Dopiero wtedy rządy potraktują sprawę poważnie i zauważą, że zmieniające się czasy wymagają zmian instytucji i nowych priorytetów. Jak sobie z tym poradzą?
więcej w FallsChurchNewsPress








