
Źródło: Pexels.com
Każdego roku przeciętny Europejczyk generuje ok. 16 kilogramów odpadów elektronicznych. Mniej więcej połowę z nich stanowią zepsute sprzęty RTV i AGD, takie jak pralki, lodówki czy telewizory. Choć pewna część tych urządzeń zostaje poddana recyklingowi, większość trafia na wysypiska.
Krótki żywot sprzętów domowych
Przyczyn jest kilka. Pierwszą z nich, budzącą największe kontrowersje, jest stosowana po cichu przez niektórych producentów praktyka takiego projektowania towarów, aby miały ograniczony czas przydatności do użycia, po którego upływie (zwykle niedługo po wygaśnięciu gwarancji) urządzenie zwyczajnie przestaje działać. Drugim problemem jest trudna do rozmontowania konstrukcja urządzeń oraz brak dostępnych części zamiennych. Nawet więc gdy dana usterka nie została zaplanowana przez producenta, naprawa sprzętu często okazuje się nieopłacalna lub wręcz niemożliwa.
Teoretycznie takie praktyki mają skłonić klientów do ponownego zakupu sprzętu (z punktu widzenia producenta najlepiej oczywiście, by był to sprzęt tej samej marki). W praktyce jednak prowadzi to raczej do niezadowolenia z ich strony, bo po zaledwie dwóch, trzech latach użytkowania muszą ponownie zainwestować w drogi sprzęt. Z przeprowadzonego przez Komisję Europejską badania wynika, że aż 77 proc. Europejczyków wolałoby naprawiać zakupione przez siebie produkty, niż kupować nowe.
Stosowane przez producentów zabiegi utrudniające naprawę sprzętów to duży problem nie tylko ze względu na dewastujące dla przyrody odpady, ale też towarzyszące produkcji i transportowi emisje gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń oraz wyczerpywanie cennych zasobów.
Naprawa sprzętu sposobem na ochronę klimatu
Nowe przepisy unijne mają ograniczyć te problemy. Przyjęte w październiku 2019 roku i obowiązujące od 1 marca tego roku nowe standardy Ecodesign nakładają na producentów wielu sprzętów szereg nowych obowiązków. Od tej pory produkty takie jak pralki, zmywarki, lodówki czy telewizory sprzedawane na terenie Unii Europejskiej muszą być skonstruowane w sposób umożliwiający ich naprawę. A naprawa taka – co istotne – musi być możliwa do przeprowadzenia przy użyciu standardowych narzędzi. Co więcej, producenci mają obowiązek zapewnić konsumentom niezbędne części zamienne przez okres od 7 do 10 lat od zakupu (w zależności od rodzaju urządzenia), a także odpowiednie instrukcje dotyczące naprawy sprzętu.
W przypadku większych napraw (lub trudniejszych do samodzielnego wykonania) części zamienne oraz odpowiednie instrukcje mają być udostępniane profesjonalnym serwisom i firmom naprawczym. Ma to nie tylko ułatwić konsumentom przywrócenie sprawności zepsutym sprzętom, ale także stanowić szansę dla rozwoju rynku napraw na terenie Unii Europejskiej, a tym samym wspierać ideę gospodarki obiegu zamkniętego. Znamienny przy tym jest fakt, że Komisja Europejska przy wprowadzaniu „prawa do naprawy” wskazała nie tylko troskę o prawa i kieszeń konsumentów, ale też ochronę środowiska naturalnego i dążenie do zmniejszenia ilości odpadów.
Warto dodać, że ramach tych samych regulacji wprowadzono również nowe standardy w zakresie zużycia energii oraz wody. Według szacunków Komisji Europejskiej nowe przepisy mają przyczynić się do zaoszczędzenia do 2030 roku 167 TWh co roku oraz zredukować emisje o 46 milionów ton ekwiwalentu CO2.
To jednak wciąż za mało
Choć nowe przepisy niewątpliwie idą w dobrym kierunku, krytycy wskazują na ich wciąż zbyt mało ambitny charakter. Po pierwsze, nowe regulacje dotyczą jedynie dość niewielkiej części sprzętów i nadal nie obejmują drobnej elektroniki, w tym tak problematycznych w naprawie smartfonów czy tabletów (choć prace w tym zakresie już trwają). Po drugie, jak zauważają aktywiści europejskiej kampanii Right to Repair, niektóre kluczowe części zamienne mają być dostarczane wyłącznie do profesjonalnych serwisów, co może utrudnić dostęp do nich ich nabywcom czy członkom nieformalnych inicjatyw, takich jak coraz bardziej popularne kawiarenki naprawcze. Do tego dochodzi jeszcze kilka innych problemów, w tym zbyt długi czas oczekiwania na części czy też brak regulacji w zakresie aktualizacji oprogramowania oraz cen części zamiennych.
Jak zauważa członkini grupy Right to Repair Europe, Chloé Mikolajczak: „choć nowe zasady stanowią istotny pierwszy krok w regulacjach dotyczących naprawy sprzętu, nadal nie wprowadzają one w Europie faktycznego prawa do naprawy”.
Dorota Goc








