Po tym, jak okazało się, że pomiary
wykazują, że poziom oceanów rośnie o 60% szybciej, niż przewidywały to prognozy
IPCC, dwójka sceptyków klimatycznych, Willie Soon i Nils-Axel Morner,
opublikowała w Washington
Times artykuł dezawuujący metodykę pomiarów poziomu wody. Argumentacja
bazuje na przykładzie historii pomiarów w Atlantic City:
Badając zapisy pomiarów poziomu wody w Atlantic City, prowadzonych na
molu Steel Pier, inżynier Cyril Gavin odkrył, że o zmianach poziomu wody decydowali
głównie widzowie oglądający końskie nurkowania. Miały one miejsce w latach
1929-1978. Przeglądając stare fotografie, zauważył, że na pirsie zbierało się
nawet 4000 widzów. Ich łączna waga – rzędu 150 ton – obciążała molo. Początkowe
dane pomiarowe z lat 1912-1928 pokazywały wzrost poziomu wody w tempie 3 mm
rocznie. W roku 1929, wraz z rozpoczęciem końskich nurkowań tempo to wzrosło
trzykrotnie. Gdy pokazy zostały zawieszone w okresie 1945-1953, mierzony poziom
wody spadał o 1,5 mm rocznie. Gdy pokazy wznowiono, pomiary wykazały wzrost
poziomu wody o 4 mm rocznie.
Jeśli przyjrzymy się danym pomiarowym
z Atlantic City, dostępnych na stronie Permanent Service for Mean Sea
Level, rzeczywiście stwierdzimy zatrzymanie się mierzonego wzrostu poziomu
oceanu w latach 1945-1953 po szybkim wzroście w okresie 1929-1944:

Co mogło spowodować te fluktuacje? Czyżby rzeczywiście była to waga
zebranego na molu tłumu? Jeśli tak, to musiałby on być znacznie większy, niż
widać to na starych fotografiach, bo jego wpływ rozciągał się znacznie dalej.
Na przykład na Charleston w Południowej Karolinie, gdzie wskaźniki poziomu
morza wykazywały takie samo zachowanie:

Wpływ widzów z Atlantic City widać też w Key West na Florydzie:

Widać go też w Pensacola na Florydzie:

Do licha, wpływ ten sięgnął nawet Galveston w Teksasie!

To rzeczywiście musiała być była końska dawka widzów!
A może po prostu jest to końska dawka denialistycznego kitu?
Więcej w Horseshit-Power,
Tamino








