W biednych, lecz bogatych w surowce amerykańskich Apallachach, milioner węglowy Don Blankenship organizuje zjazd „Przyjaciół Ameryki”, na którym można posłuchać muzyki country i „dowiedzieć się, jak ekologiczni ekstremiści i amerykańskie korporacje wspólnie próbują odebrać ci pracę.”

Po drugiej stronie globu, doglądając swoich inwestycji w Australii, Oleg Deripaska, który dorobił się miliardów na na produkcji aluminium walczy przeciw australijskim planom ochrony klimatu, określając je jako „niszczycielskie dla miejsc pracy i inwestycji”.
W Chinach, ambitne plany produkcji elektryczności ze źródeł odnawialnych zderzają się z zakorzenionym i głęboko okopanym faworyzowaniem energii z najtańszych paliw kopalnych. „Nie ma się czym podniecać”, mówi Lu Qizhou, mianowany przez rząd szef wielkiej grupy energetycznej. „Zmiana opartego o węgiel systemu energetycznego będzie powolna i nie będzie przebiegać szybciej, niż na to pozwolą możliwości rynku.”
W wielu miejscach na świecie wygląda to podobnie. Gdziekolwiek narody czynią pierwsze skromne kroki w celu zapobieżenia katastrofie środowiskowej, wywołuje to kontratak zakorzenionych w dotychczasowym systemie interesów. Oponenci ochrony klimatu reprezentują różne interesy, mają też różne metody działania, jednak ich przekaz jest wspólny: bójcie się, że stracicie hołubiony sposób i standard życia.
Źródło: The Global Climate Change Lobby








