Pod koniec marca duński parlament zdecydował, że do 2050 roku cała zużywana w kraju energia będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych. Warto podkreślić, że chodzi nie tylko o prąd, ale również o produkcję ciepła, transport i energię zużywaną przez przemysł.
Leżąca na Bałtyku duńska wyspa Bornholm nie ma zasobów ropy, węgla czy gazu, ale już dziś połowę prądu produkuje się tam z wiatru, słońca i biomasy. Na razie reszta energii elektrycznej płynie kablem ze Szwecji, lecz najpóźniej za dwie dekady duńska wyspa ma wytwarzać cały prąd z lokalnych źródeł odnawialnych. Najpierw jednak trzeba znaleźć sposób zaradzenia takim sytuacjom, gdy wiatru i słońca jest zbyt mało, by podtrzymać napięcie w gniazdku.
Na Bornholmie zostanie przeprowadzony projekt EcoGrid – koncepcja polegająca na inteligentnym zarządzaniu systemem energetycznym. Konsumpcja prądu przez uczestniczące w eksperymencie domy zostanie uzależniona od jego podaży. Jeśli ta będzie mała, pralka, zmywarka i inne urządzenia, z których włączeniem można poczekać, włączą się wtedy, kiedy turbiny wiatrowe lub ogniwa słoneczne znów zwiększą produkcję energii.
Kluczowe znaczenie będzie miała cena prądu uzależniona od jego podaży. Im mniej energii wytworzą turbiny wiatrowe i panele fotowoltaiczne, tym będzie ona wyższa. W domach uczestniczących w teście zainstalowane zostaną urządzenia elektroniczne, które mają na bieżąco sprawdzać koszt energii, a następnie odcinać niektóre domowe urządzenia, jeśli cena przekroczy poziom zaakceptowany przez właścicieli. Do sieci będą też włączone domowe mikroinstalacje energetyczne. Te moce energetyczne stworzą coś w rodzaju wirtualnej elektrowni, którą w kryzysowych momentach dysponować będzie operator systemu. Takie wirtualne elektrownie zwane w skrócie VPP (ang. Virtual Power Plant), składające się z tysięcy małych bloków, mogą mieć sporą moc. Badacze pracujący dla Siemensa w ramach eksperymentu opracowali niedawno system łączący w całość tysiące rozmieszczonych po całych Niemczech generatorów prądu ustawionych w szpitalach, zakładach przemysłowych, biurach i urzędach. Zazwyczaj taki sprzęt jest włączany tylko podczas awarii i zasila jedynie ten budynek, w którym został ustawiony. Dzięki pracom naukowców z połączenia tych rozproszonych mocy powstał wirtualny blok energetyczny o mocy 1450 MW. Na Bornholmie Siemens będzie testował swój system inteligentnego zarządzania rozproszoną siecią energetyczną.
Ważnym elementem inteligentnej sieci energetycznej mają być także samochody elektryczne. Autorzy eksperymentu zakładają, że ich popularność będzie szybko rosła i w konsekwencji stworzą one symbiotyczny układ z turbinami wiatrowymi i ogniwami fotowoltaicznymi, przechowując w swoich bateriach nadwyżki energii. Jeszcze niedawno obawiano się, że pojawienie się wielkiej ilości pojazdów elektrycznych znacznie zwiększy obciążenie sieci energetycznych. Tymczasem dziś państwa takie jak Dania zakładają, że właśnie transport elektryczny ułatwi im całkowite przestawienie się na energię odnawialną. Setki tysięcy baterii samochodowych to potężna wirtualna elektrownia, która w razie potrzeby uzupełni dostawy prądu.
Rzecz jasna dopiero testy pokażą, jak ta składająca się z setek klocków układanka sprawdzi się w praktyce.
„To pierwszy taki test na świecie. Na pewno nie wszystko zadziała perfekcyjnie, ale sprzęt, programy i organizację da się poprawić. Jednak najważniejsze będą wrażenia użytkowników. Takie technologiczne nowinki muszą być przyjazne dla zwykłych ludzi, bo inaczej przepadną. Również pod tym względem eksperyment z Bornholmu będzie kluczowy. Wskaże drogę do odpowiedzi na pytanie, czy można wygodnie żyć i bezpiecznie się rozwijać, pozyskując energię wyłącznie ze źródeł odnawialnych”, podsumowuje Ove Grande, koordynator projektu EcoGrid z norweskiego instytutu badawczego SINTEF.
Więcej: wyborcza.biz








