Oddziały stacjonujące na Pustyni Mojave są zaopatrzone w samochody zasilane energią elektryczną, panele słoneczne oraz inne zielone wynalazki.
Czyżby wojsko zaczęło interesować się ochroną środowiska? Wątpliwe. Tu po prostu liczy się oszczędność pieniędzy oraz bezpieczeństwo.
Fort Irwin, Kalifornia: Pod futurystycznie wyglądającymi kopułami, które wyrastają z jałowych piasków Pustyni Mojave, żołnierze w kabinach ze sklejki pracują na komputerach zasilanych panelami słonecznymi oraz turbinami wiatrowymi.

Elektryczne samochody stale kursują pomiędzy oddziałami oddalonymi od siebie o wiele kilometrów. W nocy namioty pokryte pianką izolującą zapewniają przyjemnie chłodne schronienie po gorącym dniu, podczas którego temperatura w cieniu osiąga 38°C.
Pustynna baza, w której znajduje się główne centrum treningowe dla oddziałów wysyłanych później do Iraku i Afganistanu, stała się obszarem doświadczalnym oraz pokazowym dla zielonych inicjatyw, które mogłyby zaoszczędzić miliony a nawet ratować życie na polu walki, gdzie konwoje z paliwem są częstym celem ataków.
Ministerstwo Obrony jest największym pojedynczym konsumentem energii w Stanach Zjednoczonych. W zeszłym roku na jego potrzeby zakupiono 15 miliardów litrów paliwa do odrzutowców, 830 milionów litrów oleju napędowego oraz 275 milionów litrów benzyny.
Amerykańskie siły zbrojne w Iraku i Afganistanie każdego dnia zużywają więcej paliwa niż w jakiejkolwiek innej wojnie w historii USA. Kiedy ceny ropy gwałtownie podskoczyły zeszłego lata, rachunki Ministerstwa Obrony wzrosły z 13 miliardów dolarów rocznie w latach 2006 i 2007 do 20 miliardów dolarów w 2008. Samo wojsko doprowadziło do powstania dziury w budżecie energetycznym sięgającej pół miliarda dolarów.
„To był dla nas sygnał do przebudzenia i zajęcia się sprawą bezpieczeństwa energetycznego” powiedział Keith Eastin, asystent sekretarza armii ds. instalacji i środowiska.
Urzędnicy Ministerstwa Obrony rozważają teraz zmniejszenie zużycia energii oraz zajęcie się jej alternatywnymi źródłami jako sposób na osiągnięcie bezpieczeństwa energetycznego. W Forcie Irwin dowódcy eksperymentują ze sposobami zasilania pustynnego obszaru badawczego, który świetnie imituje surowe warunki w czasie walki na froncie, używając wiatru, słońca i technologii do przetwarzania odpadów organicznych w paliwo.
Kiedy generał brygady, Dana Pittard, objął dowództwo nad Fortem Irwin w roku 2007, był zszokowany kosztami klimatyzowania namiotów, w których mieszkali żołnierze. Namioty takie często wykorzystywane są w Iraku i Afganistanie. Brygada złożona z 4 do 5 tysięcy żołnierzy wydawała około 3 miliony dolarów miesięcznie na samą klimatyzację w namiotach. Pokrycie namiotów warstwą izolującej pianki o grubości 5 do 8 centymetrów oraz odbijającym promienie słoneczne przykryciem, pozwoliło zaoszczędzić 45 do 75 procent zużywanej energii. Technika ta jest już stosowana w niektórych większych bazach znajdujących się na obszarach objętych wojną.
Szacuje się, że 22-milionowe nakłady finansowe, potrzebne do zastąpienia starych namiotów w Forcie Irwin namiotami izolowanymi, powinny zwrócić się w ciągu 9 miesięcy. Zaś w ciągu następnych 5 lat, zaoszczędzą one armii ponad 100 milionów dolarów, powiedział Eric Gardner, specjalista od zarządzania logistycznego w bazie.
Fort Irwin oczekuje także, że w związku ze zmniejszeniem użycia generatorów, emisja dwutlenku węgla zmniejszy się o około 16 tysięcy ton rocznie. To tak, jakby nagle z dróg zniknęło 3 500 samochodów. W tym roku po raz pierwszy baza nie musi wyrzekać się udogodnień, aby zmieścić się w granicach standardów emisyjnych stanu Kalifornia.
Niektóre problemy, związane z rosnącym udziałem alternatywnych źródeł energii, nadal czekają na rozwiązanie. Chociaż za dnia na pustyni jest wystarczająco dużo światła, by panele słoneczne mogły produkować elektryczność dla bazy, to nadal potrzebne są sposoby na przechowywanie energii tak, by mogła być używana także w nocy. Problemem sił powietrznych jest zaś obawa, że turbiny wiatrowe mogą zakłócać działanie radarów.
Pomimo tych wątpliwości Pittard, który opuścił Fort Irwin w marcu, by objąć stanowisko zastępcy szefa załogi w Dowództwie Szkolenia i Doktryny (TRADOC) w Forcie Monroe w Virginii, jest przekonany, że w ciągu pięciu lat możliwe będzie całkowite uniezależnienie Fortu Irwin od narodowej sieci elektrycznej. Położona niedaleko baza, China Lake, również znajdująca się na Pustyni Mojave, jest już w całości zasilana energią geotermalną z gorących wód znajdujących się pod powierzchnią ziemi.
Producenci oraz zwolennicy zielonych technologii trzymają rękę na pulsie. Ministerstwo Obrony obecnie pozyskuje 9.8 procenta energii ze źródeł alternatywnych i poszukuje sposobów na większe wykorzystanie wiatru, słońca, energii geotermalnej oraz jądrowej. Niektórzy uważają, że wojsko mogłoby stać się swoistym katalizatorem, który pomógłby w zamianie drogich obecnie technologii w opłacalne finansowo, tak by stały się wreszcie rzeczywistą alternatywą dla węgla i ropy.
„Jeśli wojsko zacznie przerzucać się na zieloną energię, to uważam, że dzięki temu rzeczywiście może się udać osiągnąć jakieś środowiskowe cele – z prostej przyczyny: wojsko jest ogromne” powiedział Matthew Kahn, ekonomista środowiskowy z Instytutu Środowiska na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles.
Kahn podkreśla, że to nie byłby pierwszy przypadek, gdy wojsko przyczyniło się do rozpowszechnienia pewnych technologii. Dzięki wojsku mamy przecież telefony komórkowe, GPS czy Internet.
Innym wydaje się, że dzięki szerokiemu zastosowaniu zielonej energii w armii, zyska ona szersze poparcie wśród politycznych konserwatystów.
„Samo to, że ludzie dowiedzą się, że wojsko używa tych nowych technologii, które uważane były dotąd za lewicowe wymysły, zupełnie zmieni nastawienie ludzi” – powiedział David Melton, prezes Sacred Power Corporation, która zainstalowała niektóre z paneli słonecznych oraz turbin wiatrowych w Forcie Irwin.
Urzędnicy wojskowi przyznają, że zmiana podejścia instytucji, które dotąd były niezwykle dalekie od ekologii, często bywała wyjątkowo ciężką walką. Ale w okresie kurczącego się budżetu wojska, dowódcy sami dostrzegają, że dbanie o efektywność energetyczną oraz generowanie energii na własne potrzeby może zaoszczędzić znaczące sumy pieniędzy.
Istnieją także inne finansowe bodźce, jak na przykład stymulujący pakiet ekonomiczny prezydenta Obamy, który zawiera 120 milionów dolarów na zwiększenie efektywności energetycznej instalacji wojskowych oraz 300 milionów dolarów na badania wojskowe nad energetyką alternatywną.
Zredukowanie zależności od dostaw paliw kopalnych na polu walki może ocalić życie wielu ludzi, gdyż konwoje z paliwem bardzo często stają się celem ataków bombowych oraz zasadzek.
W roku 2006 Ministerstwo Obrony utworzyło Oddział ds. Bezpieczeństwa Energetycznego, który dwa razy do roku składa raport przed Kongresem dotyczący efektów na polu uniezależniania się wojska od paliw kopalnych. Każda jednostka wojskowa ma za zadanie wyznaczyć swój własny zespół ds. energii.
Jak dotąd największym osiągnięciem ministerstwa było zwiększenie efektywności energetycznej wielu instalacji, które zaoszczędziły około 20 procent zużywanej wcześniej energii. Udało się to osiągnąć przez stosowanie tak prostych zabiegów jak wstawienie drugiej szyby do okien, pomalowanie dachów na biało, by odbijały światło słoneczne, zainstalowanie wydajniejszych pomp i bojlerów czy zwiększenie udziału naturalnego oświetlenia oraz świetlówek energooszczędnych.
Wciąż potrzebne są jednak badania nad zwiększeniem efektywności energetycznej paliw oraz znalezienie nowych sposobów na zasilanie najbardziej energochłonnych sektorów w wojsku, tj. sił powietrznych, łodzi, czołgów oraz innych systemów taktycznych.
Niektóre inicjatywy wojskowe mogą się także okazać użyteczne dla potrzeb ludności cywilnej. Zanim Pittard opuścił Fort Irwin, zaproponował zrealizowanie projektu elektrowni słonecznej o mocy 40 MW, która w pełni pokryłaby potrzeby energetyczne bazy. Urzędnicy z Waszyngtonu dostrzegli jednak możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy poprzez podpięcie elektrowni do sieci elektrycznej. Wojsko przyjmuje więc teraz oferty z sektora prywatnego dotyczące dzierżawy ziemi w Forcie Irwin pod budowę elektrowni słonecznej o mocy 500 MW.
Projekt ten będzie miał wiele przeszkód na drodze do realizacji, jak na przykład uzyskanie zgody środowiskowej, co zazwyczaj zajmuje około dwóch lat. Jednakże Eastin wierzy, że pomysł ten mógłby stać się modelowym w kwestii, jak wykorzystać jeden z największych atutów wojska – posiadane przez nie olbrzymie tereny.
Armia Stanów Zjednoczonych jest właścicielem 5 milionów hektarów, w tym ogromnych połaci ziemi, która nie może zostać wykorzystana na potrzeby militarne, mieszkaniowe ani komercyjne, gdyż pełni funkcję bufora pomiędzy bazami wojskowymi a populacją cywilną. Część z tych obszarów świetnie nadawałaby się, według Eastina, pod budowę długich rzędów paneli słonecznych, farm wiatrowych lub geotermii. Eastin przewiduje, że w ciągu 15 lat wojsko powinno stać się w USA producentem energii na potrzeby sieciowe.
Byłaby to dobra wiadomość dla Kalifornii, która zobowiązała się do wykorzystania 33 procent energii ze źródeł odnawialnych do roku 2020.
„Uważamy, że rozwój wykorzystania energii odnawialnej w wojsku pomoże nam w osiągnięciu założonego celu” powiedział Terrence O’Brien, zastępca dyrektora ds. lokalizacji urządzeń energetycznych w Kalifornijskiej Komisji Energetycznej. „Wojsko posiada olbrzymie obszary, zwłaszcza na obszarach południowo-wschodniej pustyni w Kalifornii, która ma ogromny potencjał w energetyce słonecznej, wiatrowej oraz geotermalnej”.
więcej w Los Angeles Times








