W ostatni poniedziałek kwietnia Minister Energii i Klimatu Wielkiej Brytanii, Ed Miliband, był w świetnym humorze. Udało mu się wywalczyć dodatkowe 525 milionów funtów na inwestycje w energetykę wiatrową. Jednakże jego dobry nastrój zniknął w jednej chwili już rankiem następnego dnia, kiedy nadeszła wiadomość, że duński gigant energetyki wiatrowej, firma Vestas, z którą planował współpracę w rozwoju niskoemisyjnej gospodarki, zwolniła 625 pracowników w Wielkiej Brytanii i bardzo możliwe, że zamknie swoją fabrykę na Wyspie Wight.
Pomimo tego, że w czasie recesji takie informacje są na porządku dziennym, to jednak oświadczenie Vestas zupełnie zbiło polityków z tropu. W końcu ludzie zostali pozbawieni pracy w sektorze, który miał być nadzieją na rozwój przemysłu Wielkiej Brytanii. Politycy w Anglii i Szkocji w rozwój energetyki wiatrowej zainwestowali znaczący kapitał polityczny. Jednak w sytuacji, gdy główny wytwórca turbin wiatrowych zmniejsza swoją produkcję, zaczynają zastanawiać się, czy energetyka wiatrowa w Wielkiej Brytanii jest skazana na upadek, jeszcze zanim na dobre zaczęła się rozwijać.
Grupy lobbujące na rzecz energetyki odnawialnej starają się rozwiać pesymizm, mówiąc że i tak większość produkcji Vestas na Wyspie Wight była eksportowana do USA i Chin oraz, że potencjalna decyzja o zamknięciu fabryki nie powinna wpłynąć na stabilność brytyjskiego rynku. Wielka Brytania posiada 3.5 GW mocy elektrowni wiatrowych już działających. W fazach budowy i uzyskiwania pozwoleń znajduje się kolejnych 9 GW, a w planach są już inwestycje o dodatkowej mocy 8 GW.
Brytyjskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (BWEA) przekonuje, że energetyka wiatrowa i tak pokryje lwią część, ustanowionego przez rząd brytyjski, celu osiągnięcia 20 procent energii z odnawialnych źródeł do roku 2020, więc rynek wiatrowy w Wielkiej Brytanii wciąż ma olbrzymi potencjał.
W Szkocji, rząd Alex’a Salmonda wyznaczył sobie jeszcze śmielsze zadanie – pozyskiwanie 50 procent elektryczności ze źródeł odnawialnych do roku 2020. Zaś celem średnioterminowym jest 31 procent do roku 2011.
Jednakże analitycy sektora energetycznego są dalecy od optymizmu. Uważają, że szanse na osiągnięcie tych zielonych celów są nikłe, ponieważ nikt nie motywuje firm budujących farmy wiatrowe do inwestowania właśnie w Wielkiej Brytanii. Problemem są zwłaszcza nieprzewidywalne prawa dotyczące planowania, długi okres oczekiwania na decyzję oraz nie do końca sprawna narodowa sieć elektryczna. Także recesja nie pozostała bez wpływu na rozwój sektora, gdyż pożyczkodawcy stali się niechętni do zabezpieczania długoterminowych inwestycji, z którymi wiąże się ryzyko.
Rząd poczynił jednak pewne kroki w celu zachęcenia inwestorów. Należą do nich m.in. certyfikaty ROC (Renewables Obligation Certificate). Posiadacz takiego certyfikatu może sprzedawać wyprodukowany przez siebie prąd do sieci po cenie wyższej od rynkowej. W Niemczech podobny system bardzo skutecznie zachęca inwestorów, zaś dla odbiorców energii różnica w cenie jest prawie niezauważalna.
Vestas nie jest jedyną firmą, która wycofuje się z energetyki odnawialnej. Także gigant naftowy, Shell rezygnuje z inwestycji wiatrowych, słonecznych oraz wodnych, ponieważ uważa, że są one ekonomicznie nieopłacalne.
Pojawiają się jednak głosy, że wycofywanie się powyższych firm jest normalnym etapem na drodze rynku, który staje się coraz bardziej konkurencyjny. Jedne firmy rezygnują, zaś inne zwiększają swoje obroty, jak na przykład REPower, trzeci co do wielkości dostawca turbin w Anglii. Ponieważ na każdy gigawat energii potrzeba około 200 turbin, zaś by osiągnąć założone cele, wciąż należy dostarczyć na rynek 22 GW mocy, to na wyprodukowanie wciąż czeka około 2 000 turbin rocznie.
Jeśli inwestycje mają ruszyć szybko z miejsca, potrzebna jest nie tylko modernizacja sieci energetycznej pozwalająca na przesył energii ze źródeł pracujących ze zróżnicowaną mocą, ale też sprawne planowanie i przyznawanie pozwoleń, bo obecny proces wzbudza złość inwestorów swoją powolnością i skomplikowaniem.
więcej w scotsman








