Rafinerie naftowe w Europie i USA od dawna znajdują się na celowniku społecznych grup nacisku i regulacji rządowych. Zwiększa to ich koszty działania.
Zajmujące dużą przestrzeń, zanieczyszczające i mniej lukratywne niż szyby naftowe i gazowe, rafinerie były postrzegane jako konieczna, lecz nieprzyjemna część cyklu produkcyjnego produktów naftowych. W miarę jak wzrastają obawy przed zmianami klimatu, na horyzoncie pojawiają się zaś coraz bardziej zdecydowane regulacje mające ograniczyć emisje gazów cieplarnianych.
Rafinerie postrzega się zazwyczaj jako ogniwo w łańcuchu dostaw ropy, jednak rafinerie same w sobie są też znaczącymi konsumentami energii, zużywając ją na prawie każdym kroku przetwarzania ropy w benzynę, diesla i inne produkty. Ropa jest destylowana w wysokich temperaturach. Energii trzeba też na produkcję wodoru służącego do usuwania siarki z ropy, a także do konwersji ciężkich paliw w lżejsze produkty o wyższej wartości.
Idą za tym znaczne emisje węglowe: w 2002 roku, rafinerie w USA wytworzyły 304 miliony ton dwutlenku węgla – to 20 procent emisji całości amerykańskiego przemysłu i mniej więcej tyle, ile wynosi całość polskich emisji.
Zgodnie z przepisami przyjętymi przez Izbę Reprezentantów, rafinerie i inne gałęzie przemysłu ciężkiego będą musiały płacić za każdą tonę emitowanego do atmosfery dwutlenku węgla. Ministrowie środowiska Unii Europejskiej zaproponowali zaostrzenie limitów zanieczyszczeń pochodzących z przemysłu, w tym także z rafinerii i produkowanych przez nie paliw – te ustalenia nie dotyczą – co prawda – emisji węglowych, lecz ograniczenia emisji związków siarki i azotu, lecz ograniczanie tych zanieczyszczeń również będzie wymagać od przemysłu inwestycji.
Jeszcze większą presję mogą nałożyć regulacje wypływające z nowego traktatu w Kopenhadze, który będzie dyskutowany pod koniec tego roku.
Wzrostem kosztów działania rafinerii związany z ochroną środowiska może wywołać przenoszenie się rafinerii z krajów Zachodu na Bliski Wschód i do Azji, gdzie najprawdopodobniej w bliskiej przyszłości obowiązkowe limity emisji nie będą wprowadzane.
Już teraz trend ten jest widoczny. W USA już od dziesięcioleci nie powstał żaden nowy kompleks rafineryjny. W Europie, w przeciągu najbliższych 5 lat, zdemontowane zostaną moce rafineryjne na poziomie 2 milionów baryłek dziennie. Z kolei w Azji, szczególnie w Chinach i Indiach, budowane są nowe rafinerie o mocach przerobowych liczonych w milionach baryłek dziennie.

„Rafinerie to brutalnie konkurencyjny biznes globalny”, stwierdza David Martin, główny analityk IEA ds. rafinacji. „Naciskając na inwestycje w rafineriach mające obniżyć emisje CO2 i poprawiać jakość paliw, dociska się je naprawdę mocno”. To spowoduje, że – owszem, rafinerie będą mniej zanieczyszczać środowisko – jednak na rynku globalnym staną się mniej konkurencyjne. Zachęci to rafinerie do przenoszenia się do krajów nie posiadających przepisów o ochronie środowiska, a w końcowym rezultacie emisje zanieczyszczeń wcale nie spadną.
„Ważne jest, aby rafinerie w różnych krajach miały uczciwe i porównywalne warunki działania”, dodaje Martin. „W innym przypadku rafinerie wyniosą się z miejsc, gdzie koszt emitowania zanieczyszczeń jest wyższy.”
Jednak równe zasady dla wszystkich, jak uważają negocjatorzy, są obecnie niemożliwe. Wiele krajów rozwijających się, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Chiny, obiecały popracować nad redukcją emisji, ale nikt nie oczekuje, że zgodzą się na jasno zdefiniowaną redukcję emisji, bo potrzebują spalania paliw kopalnych do zasilania swojego wzrostu gospodarczego.
Eksperci widzą trzy możliwości dalszego rozwoju sytuacji :
- przemysł rafineryjny na całym świecie przyjmie wspólne standardy emisji węglowych (teoretycznie możliwe, ale obecnie nie dyskutowane na poważnie)
- rządy zachodnie podejmą działania w celu ochrony swoich rafinerii i miejsc pracy przed konkurencją z krajów nie prowadzących polityki ochrony klimatu (jest to mało prawdopodobne, a kraje te oskarżyłyby Zachód o protekcjonizm)
- przemysł rafineryjny będzie stopniowo przenosił się z krajów Zachodu w miejsca, gdzie nie będzie musiał płacić za zanieczyszczanie.
Ten trzeci wariant wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny.
więcej w The National









