Jeśli uważnie śledziłeś aktualne informacje dotyczące energii, to masz dystans do kwiecistych historii o kanadyjskich piaskach roponośnych.
Odległe o całe lata świetlne od stania się panaceum na spadające wydobycie konwencjonalnej ropy, piaski roponośne nigdy nie będą w stanie stać się czymś więcej niż przysłowiową kroplą w morzu potrzeb. Nawet osiągnięcie obecnego poziomu produkcji i jego umiarkowany rozwój to konieczność zużywania oszałamiających ilości wody, gazu ziemnego i dewastacji terenów leśnych skutkujących zmianą krajobrazu Alberty w coś przypominającego „trzeciorzędne pole golfowe w Sudanie”, jeszcze na długo przed wydobyciem znaczącej części ze 175 miliardów baryłek możliwych do wydobycia rezerw.
Cytat o „sudańskim polu golfowym” pochodzi z książki Andrewa Nikiforuka „Piaski Roponośne” (Tar Sands), wstrząsającej publikacji o całej litanii horrorów związanych z gorączkowym dążeniem Ameryki Północnej do zastąpienia wyczerpujących się zasobów lekkiej ropy przez eksploatację piasków roponośnych.
Rozpaczliwa nieadekwatność i niezdolność piasków roponośnych do utrzymania naszego uzależnionego od taniej ropy stylu życia to tylko jeden z problemów z ich eksploatacją. Inne to m.in. olbrzymia emisja gazów cieplarnianych, olbrzymie jeziora toksycznych odpadów wyciekających do otoczenia, związana z tym eksplozja problemów zdrowotnych w miejscowościach położonych dalej wzdłuż rzek czy też wysiłki przemysłu i sponsorowanego przez niego rządu w celu zatuszowania problemów.
Proces pozyskiwania paliwa ciekłego z piasków roponośnych wymaga olbrzymiej ilości wody, która jest zamieniana w toksyczną breję. Produkowane dziennie toksyczne pozostałości pozwoliłyby codziennie wypełnić 720 basenów olimpijskich. Jak na razie, firmy naftowe po prostu budują olbrzymie nadziemne stawy wykorzystując wydobytą ziemię. Stawy śmierdzą ropą, zamarzają tylko podczas najostrzejszych mrozów i aż kłębią się od substancji rakotwórczych. Szacuje się, że stawy pozostaną toksyczne przez kolejny tysiąc lat, a na długo przedtem trzęsienie ziemi lub ulewne burze doprowadzą do rozpadu ich ścian, powodując potworną katastrofę wymykającą się wszelkiemu wyobrażeniu.
Wiadomo, że toksyny przesiąkają do wód gruntowych i do rzeki Athabaska, a stawy otaczają toksyczne bagna. Lekarze w położonych wzdłuż rzeki miejscowościach obserwują olbrzymi wzrost zachorowań, wliczając w to ekstremalnie rzadki i bolesny rodzaj raka występujący jedynie tam. Kiedy jeden z lekarzy ośmielił się zwrócić do rządu o podjęcie szerokich badań nad przyczynami tej choroby, stał się ofiarą gwałtownych ataków.
Na razie jedynie 3 procent bitumenu z piasków roponośnych zostało wydobyte, potencjał dla przyszłej katastrofy jest więc olbrzymi.
O ile eksploatacja piasków roponośnych będzie postępować tak, jak dotychczas, to powierzchnia tych stawów wzrośnie 3.5 razy, sięgając w następnej dekadzie ćwierć tysiąca kilometrów kwadratowych, co odpowiada powierzchni Gdańska.
Książka opisuje też zanieczyszczenie powietrza porównywalne z miastami Chin, śmierć w toksycznych stawach tysięcy ptaków, a nawet jeleni, bobrów i łosi, zaniechania rządowe i „zamiatanie problemów pod dywan”, fikcję rekultywacji toksycznych terenów, korupcję oraz rosnące emisje gazów cieplarnianych z Kanady.
Nikiforuk pokazuje również jak wielkie szkody powoduje technika podziemnego spalania, wykorzystywana, kiedy złoża są zbyt głęboko pod ziemią, aby opłacało się je eksploatować metodą odkrywkową. Technika ta polega na topieniu bitumenu do postaci ciekłej, którą można wypompować na powierzchnię. Zużywane ilości wody i gazu ziemnego są wyjątkowo wysokie, jak też i utrzymywanie infrastruktury dróg, rurociągów i budowli prowadzących do industrializacji terenów leśnych do poziomu wykluczającego życie zwierzęce.
Konkluzją książki jest dwanaście „kroków do rozsądku energetycznego”. Przede wszystkim, konieczne jest jasne i otwarte powiedzeniem że era taniej ropy dobiegła końca oraz ograniczenie eksploatacji piasków roponośnych w miejsce prób jej rozszerzania.
Książka „Tar Sands” jest dostępna w Amazon.
więcej w energybulletin








