W konkursie na Skamielinę Dnia,
przyznawaną przez organizacje pozarządowe nagrodę dla krajów najbardziej uparcie
blokujących międzynarodowe porozumienie klimatyczne, wątpliwie zaszczytne
pierwsze miejsce (nie po raz pierwszy w historii) zdobyła Polska.

Zza swojego biurka w Warszawie minister środowiska Marcin Korolec
przedstawił stanowisko Polski na rozmowy w Doha w Katarze, stwierdzając, że
kwestia przeniesienia uprawnień do emisji dwutlenku węgla (tzw. AAUs) z
poprzedniego okresu rozliczeniowego na nowy nie jest kwestią priorytetową, o
której należy rozmawiać, lecz są nimi długość nowego okresu obowiązywania
protokołu z Kioto i nowe zobowiązania. CAN chce przypomnieć Panu Ministrowi, że
przeniesienie starych niewykorzystanych uprawnień do emisji na przyszłość
wpływa na obniżenie poziomu skuteczności nowego okresu obowiązywania Protokołu
z Kioto.
Co więcej, Polska nie chce zrezygnować nawet z tony swoich wielkich nadwyżek
pozwoleń na emisję, przedkładając doraźne własne korzyści finansowe nad ochronę
wspólnego środowiska. Dlaczego? Warszawa uważa, że będące w jej posiadaniu
nadwyżki uprawnień do emisji to jej wyłączna sprawa. Jednak emisje gazów
cieplarnianych nie zauważają granic, a kwestia ta jest kluczowym elementem
podczas wypracowywania kształtu i skuteczności Kioto 2!
Źródło: Adoptanegotiator
Od redakcji: uważamy, że reanimacja i przedłużanie Protokołu Kioto nie mają sensu z punktu widzenia redukowania emisji gazów cieplarnianych. Jest to raczej listek figowy, pozwalający udawać, że „coś się dzieje w temacie”, a dla Polski sposób na wyciągniecie może jeszcze jakichś pieniędzy (mizernych zresztą, bo jeśli te wszystkie nadwyżkowe stare uprawnienia do emisji zostaną na rynku, to ich cena będzie bliska zera). Kraje rozwijające się, takie jak Chiny, Indie, Brazylia czy RPA w ogóle nic nie muszą w ramach Kioto 2 robić (więc im odpowiada). Stany Zjednoczone nigdy Protokołu z Kioto nie przyjęły, a Kanada, Rosja i Japonia wycofały się z Protokołu, uznając, że nie ma on sensu. Pozostałe w nim kraje (głównie Unii Europejskiej odpowiadają łącznie za kilkanaście procent emisji). Jesteśmy zwolennikami zdecydowanych działań w kierunku efektywnej energetycznie gospodarki uniezależnionej od paliw kopalnych, ale też uważamy, że reanimacja zombie jest bez sensu.
Zamiast marnować czas i energię na frustrujące negocjacje będące funkcjonalnym odpowiednikiem wykłócania się o to, jak porozstawiać leżaki na tonącym Titanicu, można by ten czas spożytkować na prace nad jakimś bardziej sensownym planem, najlepiej globalną lub regionalną strefą Zielonej Reformy Podatkowej.








