Orędzie State of the Union Baracka Obamy, które wygłoszone zostanie w Kongresie, może być dowodem na to, jak bardzo prezydentowi zależy na tym, aby w USA uchwalono ustawę w sprawie zmian klimatycznych. Przeciwnicy tej legislacji twierdzą jednak, że doprowadzi ona do likwidacji miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych oraz do wzrostu cen. Dla polityków, którzy przy tak fatalnym stanie gospodarki rywalizować będą w roku wyborczym o głosy Amerykanów, to fatalna perspektywa.
Obama, który odegrał istotną rolę w wynegocjowaniu niewiążącego międzynarodowego porozumienia w sprawie zmian klimatycznych w trakcie grudniowego szczytu w Kopenhadze, staje teraz w obliczu sporego wyzwania. Prezydent będzie musiał uwzględnić racje ekonomiczne oraz ekologiczne, by móc doprowadzić do uchwalenia przez Kongres w 2010 roku ustawy klimatycznej.
Przedstawiciele administracji Obamy twierdzą, że cel ten można będzie osiągnąć pomimo trudności politycznych, jakie wiążą się z faktem, iż rok 2010 jest rokiem wyborczym. „Prezydent Obama i jego administracja zakładają, że kompleksowa ustawa energetyczna, obejmująca także kwestie klimatyczne, zostanie uchwalona w tym roku”, powiedział w środę dziennikarzom Steven Chu, sekretarz energii.
Jeżeli jednak ustawa ma zostać uchwalona jeszcze w tym roku, Obama będzie musiał zadbać przede wszystkim o to, by walka ze zmianami klimatycznymi „skupiała się także na tworzeniu miejsc pracy” i takiej transformacji gospodarki, by w większym stopniu opierała się ona na alternatywnych źródłach energii niż na silnie zanieczyszczających środowisko paliwach, takich jak węgiel czy ropa naftowa, uważa Daniel Weiss z Center for American Progress. „Im więcej konkretów znajdzie się w orędziu State of the Union, tym lepiej”, dodaje Weiss.
W piątek Obama zapowiedział wprowadzenie nowych kredytów podatkowych, które pobudzić mają inwestycje w sektorze przyjaznych dla środowiska źródeł energii. Prezydent podkreślił, że inwestycje te pomogą w walce ze zmianami klimatycznymi i przyczynią się do powstania nowych miejsc pracy.
„Ta inicjatywa jest korzystna dla rodzin z klasy średniej. Jest też korzystna dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. Jest w końcu dobra dla naszej planety”, powiedział Obama.

Uchwalona już przez Izbę Reprezentantów ustawa tkwi obecnie w Senacie. Obama musi przekonać co najmniej 60 ze 100 Senatorów do jej poparcia.
Z informacji docierających z Senatu wynika, że w jednej ważnej sekcji ustawy - rządowe zachęty do szerszego wykorzystania energii nuklearnej – zanotowano spory postęp. Jest to wynik toczących się za zamkniętymi drzwiami rozmów, w trakcie których Senatorzy mają nadzieję znaleźć kompromisowe rozwiązanie, co pozwoliłoby na uchwalenie ustawy w ciągu najbliższych miesięcy.
Tym niemniej zwolennicy ustawy w Senacie oraz pro-ekologiczni aktywiści spoza Kongresu uważają, że zwycięstwo w walce o uchwalenie ustawy klimatycznej w 2010 roku nie jest do końca pewne.
Zanosi się na bardzo trudne negocjacje pomiędzy tymi Senatorami, którzy dążyć będą do zobowiązania poszczególnych branż gospodarki do zredukowania emisji CO2, a tymi, którzy ustawę klimatyczną postrzegają jako dobrą okazję do wsparcia krajowych producentów energii nuklearnej oraz producentów ropy naftowej i gazu ziemnego.
Co więcej, wielu polityków z Partii Republikańskiej stara się poddać w wątpliwość twierdzenia, jakoby ustawa w sprawie zmian klimatycznych miała przyczynić się do powstania nowych miejsc pracy.
W ciągu kilku najbliższych tygodni Senator Lisa Murkowski chce doprowadzić do głosowania w Senacie nad zablokowaniem możliwości regulowania przez Agencję Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency, EPA) emisji CO2. To uprawnienie EPA stanowić miało „plan B” na wypadek, gdyby nie udało się uchwalić kompleksowego pakietu klimatycznego.
„To głosowanie nie dotyczy klimatu, tylko gospodarki. Chodzi o to, czy te regulacje zaszkodzą gospodarce”, powiedział doradca jednego z republikańskich Senatorów.
Lisa Murkowski jest Senatorem z Alaski, który to stan jest dużym producentem ropy naftowej i gazu ziemnego. Jeżeli uda jej się zebrać poparcie dla swojej inicjatywy – nawet zbyt małe, by doprowadzić do uchwalenia ustawy – niektórzy niezdecydowani Republikanie i Demokraci mogą nabrać wątpliwości i zniechęcić się do zagłosowania w kolejnych miesiącach za kompleksową ustawą klimatyczną.
Pomimo tych wszystkich przeszkód dwupartyjna grupa Senatorów pracuje konsekwentnie nad ustawą, która doprowadzić ma w ciągu czterech następnych dekad do zredukowania emisji CO2 przez przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, rafinerie oraz fabryki o 17 procent w stosunku do poziomu z 2005 roku.
Senator John Kerry, który kieruje tymi pracami, powinien niebawem wrócić do zdrowia po operacji i zjawić się w Waszyngtonie, gdy 20 stycznia ponownie zbierze się Senat. Kerry będzie spotykać się z niezależnym Senatorem Joe Liebermanem oraz republikańskim Senatorem Lidsey Grahamem, zapowiedziała jego rzeczniczka prasowa. Przekonanie tych dwóch polityków będzie kluczowe w walce o poparcie ze strony umiarkowanych i konserwatywnych Senatorów.
Jeden z pracowników Senatu powiedział, że siedemnastu Senatorów popierających energię nuklearną wniosło duży wkład w pracę nad zagadnieniami, które mogą stać się ważnym fragmentem ustawy przyciągającym głosy Republikanów. „Ta część dotycząca energii nuklearnej jest, jak na ironię, na całkiem niezłym poziomie”.
Elektrownie nuklearne nie emitują gazów cieplarnianych, które przyczyniają się do zmian klimatycznych. Jednakże rozwój energetyki nuklearnej blokowany jest przez bardzo wysoki koszt budowy elektrowni oraz kontrowersje związane z przechowywaniem odpadów nuklearnych.
Kolejnym ważnym celem dla Republikanów jest rozwinięcie krajowej produkcji ropy naftowej i gazu ziemnego. Jak poinformowało pewne senackie źródło, ta część ustawy „podlega nieustannym zmianom”.
Co prawda zwiększenie produkcji ropy naftowej i gazu w Stanach Zjednoczonych nie przyczyni się do redukcji emisji gazów cieplarnianych, jednakże z całą pewnością przyczyniłoby się do zmniejszenia uzależnienia gospodarki USA od importu ropy naftowej oraz mogłoby pomóc w przyciągnięciu głosów republikańskich.
Przy okazji konferencji klimatycznej ONZ w Kopenhadze Kerry podkreślił, że cały czas otwarta pozostaje możliwość usunięcia z ustawy kluczowego jej elementu. Chodzi tu o system „cap and trade”, którego celem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych poprzez coraz mniejsze pozwolenia na emisję. Pozwoleniami tymi handlowano by na nowej giełdzie utworzonej specjalnie w tym celu.
Jedną z możliwości byłoby zastąpienie systemu „cap and trade” innym rozwiązaniem: podatkiem „carbon tax” oraz system „cap” ale już bez „trade”, czyli system pozwoleń na emisję bez możliwości handlowania nimi. Póki co jednak Kerry, Lieberman i Graham opowiadają się za opcją „cap and trade”, zaś obawy związane z tym mechanizmem mają zostać załagodzone dzięki wprowadzeniu ostrzejszej kontroli rynkowej.
Źródło Onet









