ArtykulyZmiany klimatu

Emisje węglowe „opóźnią epokę lodowcową”

Od  końca ostatniej epoki lodowcowej minęło około 11 500 lat i wciąż nie do końca wiadomo, kiedy ma nastąpić kolejna. W celu określenia historycznego interglacjału, który najbardziej przypominałby ten obecny naukowcy analizują między innymi dane o orbicie ziemskiej.

Wg analizy przedstawionej w czasopiśmie „Nature Geoscience” kolejna epoka lodowcowa powinna zacząć się w przeciągu 1 500 lat. Powinna się rozpocząć, ale mimo to się nie rozpocznie, gdyż nasza emisja dwutlenku węgla spowoduje opóźnienie nadejścia następnej epoki lodowcowej. 

“Na obecnym poziomie skumulowanej emisji CO2, nawet jeśli emisja zostałaby natychmiast zupełnie zaprzestana, i tak mielibyśmy długo trwający interglacjał, determinowany przez procesy, które mogą obniżyć poziom [atmosferycznego] CO2.”, stwierdził Luke Skinner z Uniwersytetu Cambridge.

Grupa dr. Skinnera, do której należą również naukowcy z University College London, University of Florida i norweskiego Bergen University, obliczyli, że koncentracja aby kolejne zlodowacenie mogło się rozpocząć, stężenie CO2 w atmosferze musiałoby spaść poniżej 240 ppm. Obecna koncentracja CO2 w atmosferze przekracza już 390 ppm i rośnie o ponad 2 ppm rocznie.

Inne grupy badawcze pokazały, że nawet jeśli emisje zostaną zaprzestane natychmiastowo, stężenie dwutlenku węgla będzie podwyższone przez co najmniej 1000 lat, a ciepło zmagazynowane przez oceany potencjalnie mogłoby spowodować znaczące topnienie lodowców i podwyższenie poziomu morza.

Wahania orbity

Podstawowymi przyczynami cyklicznych epok lodowcowych są subtelne zmiany ziemskiej orbity znane jako Cykle Milankovicia, opisane prawie 100 lat temu przez serbskiego naukowca Milutina Milankovica. Odchylenia dotyczą ekscentryczności orbity ziemskiej, stopnia nachylenia osi rotacji Ziemi do płaszczyzny orbity oraz powolnej rotacji osi rotacji w przestrzeni. Wszystkie te zjawiska zachodzą powoli, w okresach dziesiątek tysięcy lat.

Związane ze zmianą orbity zmiany otrzymywanej przez Ziemię energii same w sobie nie są jednak wystarczające, by spowodować globalne wahania temperatury między epoką lodowcową, a interglacjałem o kilka stopni. Początkowe drobne wariacje nasłonecznienia półkul planety w lecie i zimie są potęgowane przez czynniki takie jak: uwalnianie dwutlenku węgla do atmosfery wraz z początkiem ocieplenia, absorpcję gazu przez oceany w trakcie ponownego formowania lodowców, zmiany prądów oceanicznych transportujących energię między półkulami naszej planety czy rozmiaru czap lodowych.

Każda zmiana klimatu wywoływana czynnikami orbitalnymi różni się od poprzedniej, ponieważ dokładna kombinacja czynników składających się na pozycje orbity nigdy się nie powtarza, chociaż bardzo podobne warunki zdarzają się co 400 000 lat.

Uważa się, że różnice pomiędzy cyklami są powodem, dla którego kolejne interglacjały nie trwają tyle samo. Używając analizy danych dotyczących orbity jak i odwiertów skał z dna morskiego, grupa dr. Skinnera zidentyfikowała okres, zwany Marine Isotope Stage 19c (MIS19c), datowany na 780 000 lat temu, jako najbardziej przypominający współczesny interglacjał.

To przejście w epokę lodowcową było sygnalizowane, jak uważają, przez okres, w którym ochłodzenie i ocieplenie wahało się między półkulą północną a południową, a było to spowodowane zmianami globalnej cyrkulacji prądów morskich.

Jeżeli analogia z MIS19c jest słuszna, naukowcy twierdzą, że przejście klimatu Ziemi do stanu epoki lodowcowej powinno nastąpić w ciągu 1 500 lat – przy założeniu ‘naturalnego poziomu’ stężenia CO2. To założenie jednak nie jest spełnione.

Kochając CO2

Wnioski grupy badawczej zostały poparte przez Lawrence Mysaka, emerytowanego profesora nauk atmosferycznych i oceanicznych z Uniwersytetu McGill w Montrealu, który również badał zmiany zachodzące między epokami lodowcowymi, a interglacjałami.

„Najważniejsze, że badają okres około 800 000 lat, czyli podwójny pełny cykl Milankovicza (400 000 lat), a więc właściwy przedział czasowy, który pozwala stwierdzić, co mogłoby się wydarzyć, gdyby działania antropogeniczne nie istniały”. 

Według Mysaka, progowa wartość 240 ppm CO2, konieczna do wywołania zlodowacenia, może być jednak zbyt niska – inne badania sugerują próg wyższy o 20ppm, a nawet 30ppm.

„W każdym razie, problem polega na tym, że nie mamy pojęcia, jak może dojść do zejścia stężenia dwutlenku węgla do poziomu 240, 250 ppm, czy jakimkolwiek by on nie był. Absorpcja dwutlenku węgla przez oceany zajmuje tysiące albo dziesiątki tysięcy lat – więc możliwości dojścia do kolejnego zlodowacenia nie uważam za realistyczną”, uważa prof. Mysak.

Grupy przeciwne ograniczeniom emisji gazów już cytują badania jako argument
za korzyściami z uwalniania antropogenicznego CO2.

Brytyjska grupa lobbująca Global Warming Policy Foundation, używa jako przykładu eseju napisanego w 1999 roku przez astronomów Sir Freda Hoyla i Chandrę Wickramasinghe, według których „Powrót warunków z epoki lodowcowej uniemożliwiłby korzystanie z najlepszych rejonów wykorzystywanych do produkcji żywności, co nieuniknienie prowadziłby do wymarcia większości populacji ludzkiej.”

„Musimy starać się o zachowanie długotrwałych efektów gazów cieplarnianych, by utrzymać obecny korzystny klimat na świecie. To oznacza możliwość uwalniania gazów cieplarnianych do atmosfery, w przeciwieństwie do tego, co błędnie głoszą ekolodzy.”

Luke Skinner zauważył, że jego grupa spodziewała się takiego odzewu. „To interesująca filozoficzna dyskusja – ‘czy byłoby nam lepiej w ciepłym [intrerglacjalnym] świecie, niż w zlodowaconym?’. Najprawdopodobniej tak.”.

„Ale dyskusja ta nie dotyka sedna sprawy, ponieważ to, ku czemu zmierzamy, nie ma związku z pozostaniem w obecnie ciepłym klimacie, lecz ogrzewaniu go jeszcze bardziej. Również dodawanie CO2 do ciepłego klimatu znacznie się różni od dodawania go do zimnego klimatu. Tempo zmian stężenia CO2 jest niespotykane i jeśli czegoś z tym nie zrobimy, to czekają nas poważne konsekwencje.”

Tłumaczenie Zofia Wetmańska

ang Źródło: BBC

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly