ArtykulyZmiany klimatu

Klimatyczna podróż. Od szczytów Andów do pól naftowych Amazonii

W zeszłym miesiącu wyruszyłem we wspaniałą, epicką podróż w ekwadorskie i peruwiańskie Andy. Celem było opowiedzenie historii w większości nieznanych ludzi stojących na pierwszej linii walki ze zmianami klimatycznymi, do których starają się dostosować.

Klimatyczna podróżZacząłem na wysokości 4700 metrów na szczycie Cayambe w Ekwadorze, w strefie  cofających się lodowców, a skończyłem na polach naftowych Amazonii. W międzyczasie ujrzałem konflikty o wodę, rozszerzanie się pustyń, kurczenie się rzek, ekstremalne temperatury i ekspansję chorób, a także ludzi, którzy w ciągu swojego życia byli świadkami znikania wiecznego śniegu, obawiających się o swoją przyszłość oraz rządy poważnie zaniepokojone wizją braku wody, żywności  oraz energii.

Zmiany klimatyczne straciły zainteresowanie polityków bogatych krajów od czasu zamieszania wokół zeszłorocznego szczytu w Kopenhadze i od momentu, gdy nagłówki gazet zostały zdominowane przez globalną recesję. Podczas gdy politycy robią niewiele, zmiany klimatyczne mają to w głębokim poważaniu i wcale nie zamierzają czekać. W zeszłym tygodniu trzy główne instytucje zajmujące się globalnym ociepleniem ogłosiły, że rok 2010 zakwalifikuje się jako jeden z najcieplejszych w historii pomiarów, a tegoroczne emisje CO2 będą absolutnie rekordowe.

Temperatury tego lata w Rosji i centralnej Azji były wyższe o 7,8 C od średniej miesięcznej, powodzie w Pakistanie dotknęły ponad 20 milionów ludzi, a rekordy temperatury odnotowano w 19 krajach od Finlandii i Iraku po Birmę i Kambodżę. Znowu zasięg pokrywy lodowej w Arktyce był prawie rekordowo niski, a ONZ odnotowała ponad 700 katastrof związanych z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi.

Mimo to setki milionów ludzi na całym świecie, którzy nie rozumieją nauki zajmującej się badaniem zmian klimatu, muszą się – bez niczyjej pomocy – dostosować do zmian klimatycznych, których skutki mogą zaobserwować, ale za które nie odpowiadają.
Rządy 193 państw świata spotykają się w Cancun, aby dyskutować nad nowym porozumieniem. Raczej nie ma perspektyw na powstanie wiążącego dokumentu. Istnieje natomiast ogromna przepaść między zobowiązaniami bogatych państw i działaniami, które z naukowego punktu widzenia muszą zostać podjęte, aby zapobiec najgorszym efektom zmian klimatycznych. Ameryka Łacińska zamieszkana przez ponad 500 milionów ludzi poprowadzi świat w kierunku bardziej ambitnych i zdecydowanych działań . Taki są moje spostrzeżenia po podróży.

Wysokość 4698 m, góra Cayembe, Ekwador: Jesteśmy na samym równiku, ale wiatr smaga śniegiem z lodowców i pól lodowych na trzeciej co do wysokości górze świata. Szczyt wysoki na 5897 m przykryty jest całunem chmur, ale lód rozciągający się niegdyś wiele kilometrów w dół, w przeciągu 30 lat cofnął się o dobrych 600 metrów. „Ekwador stracił prawię jedną trzecią lodu” – stwierdza glacjolog Bolivar Caceres, przewodniczący krajowego departamentu do spraw meteorologii i lodowców. „Prędkość jego znikania jest niewiarygodna. Zaczęło się w latach 80 i nadal przyśpiesza. Wszystkie lodowce cofnęły się o kilometry. Cayembe utraciła 40% masy lodu, z czego 10% prawdopodobnie w ostatniej dekadzie.”.

Jego przewidywania opierają się na założeniu wzrostu temperatury o 1 stopień w ciągu następnych 80 lat, co inni glacjolodzy uznają za zbyt konserwatywne.

4100 m, Pampa Corral, niedaleko Cusco, Peru: Farmer Julio Hanneco uprawia 215 odmian ziemniaków. „Żyjemy w pobliżu dwóch lodowców. Zapewniały nam one światło w nocy i wodę. By dotknąć jednego z nich, wystarczyło kilka kroków. Teraz zniknęły. By do nich dotrzeć, muszę iść na całodniową wyprawę. Klimat uległ takiej zmianie, że nie rozumiem co się dzieje. Pory roku były pewne, a my wiedzieliśmy, kiedy sadzić. Czuję się zdezorientowany. Obawiam się, że niedługo nie będziemy mieli wody. Gdy do tego dojdzie, będzie to dla nas koniec świata.”.

4058 m, La Paz, Boliwia: Nowe recenzowane, finansowane rząd USA badania sugerują, że jeśli temperatury wzrosną zgodnie z przewidywaniami, to Boliwię i Peru czekają katastrofalne niedobory żywności i wody. Badania naukowców z Florida University of Technology sponsorowane przez National Science Foundation (NSF) wykazały, że gdy temperatura była wyższa o 2-3 stopnie od obecnej, jezioro Titicaca było mniejsze o około 85%. „Skutki tego dotkną ponad 2 milionów ludzi”, stwierdza Paul Filmer z NSF. W innej analizie wyliczono koszt zmian klimatycznych, które musiałaby ponieść Boliwia, najbiedniejsze państwo kontynentu, na ponad 7% PKB do roku 2025 – prawie tyle, co łączne wydatki na służbę zdrowia i edukację.

3900 m, Paramo, Ekwador: Ludzie zamieszkujące te wyżyny muszą dostosować się do szybkich zmian. „Opady deszczu znacznie zmalały, a ziemia została wyeksploatowana  w przeszłości przez wielkie hodowle bydła. Musimy oszczędzać wszystko. Zabroniliśmy hodowli bydła i odbudowaliśmy 100 km starych dróg wodnych. Był to ogromny wysiłek dla naszej społeczności, ale udało się zwiększyć ilość dostępnej wody o 10%” – mówi Humberto Cholango z wioski More u podnóża Cayembe. Topnienie lodowców wpłynęło na dostawy elektryczności do głównych miast takich jak La Paz i El Alto w Boliwii, które polegają na energii wodnej. W Ekwadorze tylko 3% wody pochodzi bezpośrednio z lodowców, 15% wody jest zatrzymywana na bagnistych płaskowyżach zwanych Parano. Jeśli pozwoli im się wyschnąć, miasta będą miały znacznie mniej wody do swojej dyspozycji.

3816 m, Yauri, prowincja Espinar, Peru:  Zastajemy odcięte i całkowicie wyludnione miasto, w którym następnego dnia ma się odbyć strajk przeciwko rządowym planom wykorzystania wody. Na ulicach widoczna jest tylko policja. „Woda jest dostępna od 30 minut do 2 godzin dziennie i sytuacja się pogarsza” – stwierdza Nestor Cuti, przewodniczący komitetu strajkowego. Rząd zamierza zbudować zbiornik, do którego skierowana zostanie woda na potrzeby wielkich farm uprawiających warzywa na eksport do USA. Dla miasta oznacza to jeszcze mniej wody – wszyscy więc przestali pracować. „Nie ufamy już opadom. Z każdym rokiem jest coraz mniej deszczu. Prognozy klimatyczne wskazują na opady bliskie zeru. Jesteśmy skazywani na powolną śmierć. To strajk klimatyczny. Wojny o wodę zaczęły się tutaj” – mówi Cuti. Następnego dnia protest rozszerzył się na społeczności niedaleko Machu Picchu. W starciach z policją zginęła jedna osoba.

3700 m Huayhuasi, Peru: Hodowcy lam i alpak zostali ciężko dotknięci przez pojawiające się niedobory wody. „Kiedyś padało od października do kwietnia. Teraz – jeśli mamy szczęście – to przez dwa, trzy miesiące w roku. W tym roku mieliśmy silne mrozy, kiedy temperatura spadała do minus 17 stopni. Wielu ludzi w regionie zmarło” – opowiada Elias Pacco. „Kiedyś jedna osoba mogła trzymać kilkaset zwierząt. Teraz pastwiska starcza zaledwie dla 10-30. Z pomocą Oxfam zbieramy wodę, budujemy tamy i małe zbiorniki. Zakładamy izolację w naszych domach przeciwko mrozom i stosujemy nawadnianie kropelkowe. Stworzyliśmy system wczesnego ostrzegania przeciwko ujemnym temperaturom oraz zbudowaliśmy schronienia dla zwierząt. Może nas to uratować, ale kosztuje to każdą rodzinę około 1000 dolarów i wymaga 20 dni pracy. Adaptacja do zmian klimatu jest bardzo droga.”

3600 m, Panta Leon niedaleko Cusco, Peru: „W dawnych czasach śnieg pokrywał wszystkie szczyty, ale już od 10 lat nie ma go na żadnym z nich. Nie mamy pojęcia kiedy sadzić rośliny” – mówi farmer Julio Hernandez. „Ludzie przenoszą się do miast, ponieważ już dłużej nie mogą się utrzymać z rolnictwa i hodowli. Może to jest kara. W przeszłości szanowaliśmy naszą Matkę Ziemię. Było to szczęśliwsze miejsce. Góry wyglądały jakby miały biały szal wokół szyi. Jesteśmy już starsi. Widzieliśmy góry przykryte śniegiem. Co ujrzą nasze dzieci?”

3395 m, Cusco, Peru: Przedstawiciel ministerstwa środowiska od spraw klimatu Victor Bustinza twierdzi, że zmiany klimatyczne już teraz wywołują konflikty. „Mamy w naszej prowincji około 1000 konfliktów o wodę, z czego blisko 50 dużych, które mogą wkrótce stać się bardzo poważne. Liczba źródeł w ciągu 9 lat spadła o 40%. W 1985 roku mieliśmy u nas 23 359 hektarów lodowców. W 2006 powierzchnia ta zmalała do 9 631 hektarów – to spadek o blisko 60%. Topniejące lodowce maskują zmniejszanie się poziomu opadów. Kiedy stopnieją, sytuacja stanie się dramatyczna. Już teraz mniejsza ilość deszczu stwarza poważne problemy dla hydroenergetyki. W następnych 30 latach spodziewamy się znacznie mniejszych ilości wody. Odbije się to na bezpieczeństwie żywnościowym. Nie chcemy straszyć ludzi, ale chcemy by byli przygotowani.”

2820 m, Quito, Ekwador: „Chora Pachamama (Matka Natura) traci swój życiodajny płyn – wodę” – uważa Marlon Santi, przewodniczący Stowarzyszenia Rdzennych Społeczności Ekwadoru- silnej grupy zrzeszającej ponad 10 milionów rdzennych mieszkańców. „Nasi bracia i siostry wiedzieli, kiedy siać i zbierać. Teraz doświadczamy niezwykłych susz, powodzi, mrozów i chorób. Trapią nas szkodniki, robaki i inne nie widziane wcześniej plagi.”Minister środowiska Fernanda Espinoza uważa, że kraje produkujące ropę, takie jak Ekwador muszą zmienić swoją gospodarkę. „Zmiany klimatu nie tylko są kwestią ekologiczną. Stanowią one główne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi zamieszkujących Andy. Musimy zmienić nasz model rozwoju, tak by wyeliminować z niego ropę. W idealnym świecie korzystalibyśmy tylko z energii odnawialnej. Taki jest nasz długoterminowy cel.

300 m, społeczność Kichwa Anongo, wschodni Ekwador:  Zeszliśmy z gór na pola naftowe Amazonii. W Ekwadorze w ciągu ostatnich 50 lat wydobyto ponad 4 miliardów baryłek ropy naftowej, ale niedawno na terytorium słynnego ze swej bioróżnorodności parku narodowego Yasuni, odkryto kolejnych 960 milionów baryłek. W parku Yasuni żyje więcej gatunków żab i ropuch niż łącznie w Stanach i Kanadzie; więcej gatunków owadów na jednym drzewie niż w całym USA, więcej gatunków ptaków niż w całej Europie, a także dwa plemiona niemające nigdy wcześniej kontaktu z cywilizacją. „Ropa sprowadziła choroby” – mówi lider społeczności Jiovanni Rivapeneira. „Kiedy pojawiły się koncerny naftowe wielu ludzi pracowało dla nich. Teraz cierpimy na choroby skóry, raka, choroby jelit i problemy genetyczne. Palą gaz, zużywają wodę deszczową i zanieczyszczają strumienie. Na tym obszarze nastąpiły już setki wycieków ropy. Naszą odpowiedzią był zakaz wstępu firm naftowych na nasze terytorium. Żaden z naszych ludzi nie będzie już dla nich pracował. To co dostaliśmy to praca fizyczna i choroby. Teraz nikt już nie wróci. Uczymy się od mrówek żołnierzy, które obserwujemy w lesie. Są ich miliony. Dzielą się pożywieniem i pracują w grupie. Chronią swoje młode. Tak właśnie zorganizowaliśmy naszą społeczność. Uważam, że tak powinien zareagować cały świat.

Tłumaczenie: Tomasz Kłosowski

pl Źródło: TheGuardian

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly