ArtykulyZmiany klimatu

Klub książki: Superfreakonomia, cz. 1

Od mniej więcej roku zabieram się do napisana porządnej blogonotki o geoinżynierii, i zawsze wypadało mi coś pilniejszego: a to Ziemkiewicz napisze coś nowego, a to pokażą Jaworowskiego w telewizji. Ponieważ jednak grozi nam, że do księgarń trafi niebawem „Superfreakonomia” Stevena D. Levitta i Stephena J. Dubnera, entuzjastycznie promująca geoinżynierię jako proste i tanie rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia, pomyślałem że warto wrócić do tego tematu.

SuperfreakonomiaPrzyznam że irytują mnie popularno-naukowe książki pisane z pozycji pseudo-rewizjonistycznych, ponieważ zwykle, w zapędzie polemicznym, autorzy naginają fakty pod założoną, atrakcyjną tezę; albo w imię „obalania rozpowszechnionych mitów” wystawiają i walczą z kolejnymi chochołami, w które nikt rozsądny tak naprawdę nie wierzy. Autorzy Superfreakonomii robią i jedno, i drugie — w rzeczy samej, cały rozdział o geoinżynierii to litania błędów, przeinaczeń, nadinterpretacji i trywialnych, acz efektownie podanych, oczywistości, przez co hasło „wszystko co wiesz o globalnym ociepleniu jest nieprawdą” stało się niezamierzoną autoparodią zamierzeń autorów.

Narracja Superfreakonomii wygląda mniej więcej następująco: owszem, zmiana klimatu jest realnym problemem, ale nie aż tak wielkim jak starają się nam to wmówić alarmiści. Nie jest oczywiste, że za ocieplenie odpowiedzialne jest CO2, a nawet jeśli, to możliwe jest proste, tanie i szybkie rozwiązanie tego problemu, jeśli tylko odrzucimy rozpowszechnione ekologiczne mity i odwołamy się do ludzkiej innowacyjności, w czym, jak powszechnie wiadomo, przodują prywatni przedsiębiorcy, tacy jak Nathan Myhrvold, były CTO Microsoftu i założyciel firmy Intellectual Ventures; oraz zatrudnieni przez niego eksperci: fizyk Lowell Wood oraz znany skądinąd Ken Caldeira, specjalizujący się w modelowaniu cyklu węglowego i geoinżynierii.

Podstawowy problem autorów Superfreakonomii leży w tym, że temat na który się porwali jest daleko poza granicami ich kompetencji — w odróżnieniu od reszty książki (a tym bardziej w odróżnieniu od Freakonomii, będącej popularną prezentacją wyników badań samego Levitta, np. (nie)sławnego „The Impact of Legalized Abortion on Crime„). Dodatkowo, eksperci na których się powołują, też nie wiedzą o czym mówią; a kiedy akurat wiedzą — Levitt i Dubner wyciągają z ich stwierdzeń całkowicie nieuprawnione wnioski. Żebyście mnie nie posądzali o gołosłowne pomówienia, każdy z tych trzech przypadków omówię szczegółowo na kilku przykładach.

Zacznijmy od przekłamań, jakich dopuścili się Levitt i Dubner cytując głosy ekspertów. Rozdział rozpoczyna się cytatami z prasy lat siedemdziesiątych, których autorzy straszą czytelników nadchodzącym zlodowaceniem. Żeby brzmiało poważniej, Superfreakonomia podpiera się tutaj autorytetem Amerykańskiej Akademii Nauk, której raport miał zawierać prognozy globalnego ochłodzenia. „These days, of course, the threat is the opposite”, w dowcipny sposób konkludują Levitt i Dubner, a czytelnikowi pozostaje tylko zdumieć się głupotą naukowców i ich katastroficznych, acz chybionych prognoz.

Gdyby jednak Levitt i Dubner naprawdę zajrzeli do tego raportu[1], zamiast opierać się o sensacyjne doniesienia dziennikarzy, odkryliby że cytowane z niego fragmenty nie odnoszą się do ochłodzenia, tylko hipotetycznej zmiany klimatu o dowolnym znaku, spowodowanej czynnikami naturalnymi, antropogenicznymi bądź ich kombinacją. Co więcej, 240-stronicowy raport koncentrował się na nakreśleniu obszarów badań potrzebnych do skutecznego prognozowania zmian klimatu, a o samych prognozach mówił niewiele — a jeśli już, to o ociepleniu spowodowanym antropogenicznymi emisjami CO2.

Nierzetelność (nieudolność?) autorów Superfreakonomii jest tym bardziej rażąca, że mit „naukowcy w latach siedemdziesiątych straszyli oziębieniem” był wielokrotnie debunkowany, a historia rozwoju klimatologii w tym okresie jest opowiedziana w kilku świetnych, ogólnodostępnych źródłach, m. in. internetowej książce Spencera Wearta The Discovery of Global Warming, albo artykule The Myth of the 1970s Global Cooling Consensus. Levitt i Dubner z jakichś powodów woleli jednak opowiedzieć czytelnikowi żenującą historyjkę o tym, że kiedyś naukowcy straszyli tak, a dzisiaj na odwrót.

Czasami Levitt i Dubner nie czytają źródeł, na które sami się bezpośrednio powołują. Na s. 183 książki można znaleźć np. następującą perełkę:

[N]or does atmospheric carbon dioxide necessarily warm the earth: ice-cap evidence shows that over the past several hundred thousand years, carbon dioxide levels have risen after a rise in temperature, not the other way around.

W przypisach autorzy dają tutaj odnośnik do wpisu blogowego Jeffa Severinghausa, który o tym temacie pisze następująco:

This is an issue that is often misunderstood in the public sphere and media, so it is worth spending some time to explain it and clarify it. At least three careful ice core studies have shown that CO2 starts to rise about 800 years (600-1000 years) after Antarctic temperature during glacial terminations. These terminations are pronounced warming periods that mark the ends of the ice ages that happen every 100,000 years or so.

Does this prove that CO2 doesn’t cause global warming? The answer is no.

[…]

In other words, CO2 does not initiate the warmings, but acts as an amplifier once they are underway. From model estimates, CO2 (along with other greenhouse gases CH4 and N2O) causes about half of the full glacial-to-interglacial warming.

So, in summary, the lag of CO2 behind temperature doesn’t tell us much about global warming. [Wytłuszczenie moje]

Ale jakimś cudem autorom Superfreakonomii udało się ten fragment odczytać na odwrót, i jeszcze udawać, że wynika z niego iż wzrost zawartości CO2 w atmosferze nie powoduje ocieplenia.

Kiedy zapytano Severinghausa, co sądzi o takiej interpretacji jego badań, odpowiedział:

Asserting that CO2 doesn’t cause warming at this point is tantamount to saying cigarette smoking doesn’t cause cancer. It’s just laughable.

A jak wyglądała obrona autorów Superfreakonomii?

Asked over e-mail about the use of Severinghaus’s research, Levitt responded, “The sentence may be poorly written, but I do not think it is factually inaccurate.” He also defended the citation on the grounds that, while Severinghaus may not think his finding supports their point, it does not clearly disprove it, either. “Severinghaus says that this is not definitive evidence against CO2 warming the earth; he certainly can’t argue that this is definitive evidence that CO2 does warm the earth,” Levitt wrote.

…tylko że ani Severinghaus, ani nikt inny nic takiego nie twierdzi. Nikt nie utrzymuje, że dane z rdzeni lodowych są „definitywnym dowodem” na to, że CO2 jest gazem cieplarnianym — takich dowodów dostarcza nam natomiast fizyka i eksperymenty przeprowadzane od ponad 100 lat.

Jeszcze osobliwiej wygląda ten akapit Superfreakonomii:

Then there’s this little-discussed fact about global warming: While the drumbeat of doom has grown louder over the past several years, the average global temperature during that time has in fact decreased.

Mało dyskutowany! Przecież mem „od X lat mamy globalne ochłodzenie” to jeden z ulubionych argumentów denialistów, któremu kres zadało dopiero ostatnie El Nino. A kiedy tydzień po premierze książki agencja Associated Press zademonstrowała, że określenie „fakt” nie do końca odpowiada treści tego fragmentu, Levitt wyparł się wszystkiego:

Levitt, a University of Chicago economist, said he does not believe there is a cooling trend. He said the line was just an attempt to note the irony of a cool couple of years at a time of intense discussion of global warming. Levitt said he did not do any statistical analysis of temperatures, but „eyeballed” the numbers and noticed 2005 was hotter than the last couple of years. Levitt said the „cooling” reference in the book title refers more to ideas about trying to cool the Earth artificially.

Obalając kolejne „ekologiczne mity” Levitt i Dubner często gubią się w subtelnościach zagadnień, w temacie których chcą edukować czytelnika, co prowadzi do kolejnych przekłamań:

The gentlemen of IV abound with further examples of global warming memes that are all wrong.

Rising sea levels, for instance, “aren’t being driven primarily by glaciers melting,” Wood says, no matter how useful that image may be for environmental activists. The truth is far less sexy. “It is driven mostly by waterwarming— literally, the thermal expansion of ocean water as it warms up.” [Wytłuszczenie moje]

Nie wiem dlaczego rozszerzalność termiczna wody ma być „mniej seksowna” od regresji lodowców, zwłaszcza że zależy bezpośrednio od temperatury (w odróżnieniu od bilansu masy lodowca, który może być, w pewnych warunkach, dodatni w cieplejszym świecie). W każdym razie, Wood się myli, choć w tym przypadku pomyłka wynika z tego, że jako niespecjalista nie jest na bieżąco z literaturą przedmiotu. Bo o ile szacunki wkładu rozszerzalności cieplnej wody we wzrost poziomu oceanów sprzed kilku lat, dla okresu 1993-2003 faktycznie określały ją na około 50% (ale mniej dla okresu dłuższego), to od dwóch lat [2] wiadomo już, że te szacunki były zawyżone. Nawet więc w najlepszym dla Wooda przypadku (gdy cytował stare dane, i tylko dla jednej dekady) powiedzenie, że głównym wkładem we wzrost poziomu oceanów jest rozszerzalność cieplna, jest tak samo poprawne (albo niepoprawne) jak teza, że główny wkład mają lodowce — gdyż jest to wkład porównywalny. Dla innych okresów, albo nowszych danych, to bliżej nieokreśleni „ekologiczni aktywiści” mają rację, a nie cytowany w Superfreakonomii Wood.

Niewątpliwie najbardziej kompetentną osobą, cytowaną w piątym rozdziale Superfreakonomii, jest jednak Ken Caldeira, naukowiec mający na koncie liczne publikacje na temat zakwaszania oceanów, geoinżynierii, modelowania klimatu i cyklu węglowego. Poglądy Caldeiry w temacie globalnego ocieplenia są powszechnie znane, dlatego tym bardziej dziwią przypisywane mu w Superfreakonomii wypowiedzi. Przykładowo, autorzy Superfreakonomii argumentują, że walka z CO2 jest nieracjonalna, gdyż rola tego gazu w globalnym ociepleniu jest niewielka. Powołują się przy tym na Caldeirę:

Yet his research tells him that carbon dioxide is not the right villain in this fight. For starters, as greenhouse gases go, it’s not particularly efficient. “A doubling of carbon dioxide traps less than 2 percent of the outgoing radiation emitted by the earth,” he says. Furthermore, atmospheric carbon dioxide is governed by the law of diminishing returns: each gigaton added to the air has less radiative impact than the previous one.

Technicznie, oba twierdzenia są prawdziwe: podwojenie zawartości CO2 w atmosferze skutkuje zwiększeniem absorpcji promieniowania podczerwonego o około 4 W/m2, co stanowi mniej więcej 1% wartości emitowanej z powierzchni Ziemi; a ostatnia gigatona CO2 z każdego podwojenia pochłania o połowę mniej promieniowania, niż pierwsza gigatona. Żaden z tych faktów nie zmienia jednak tego, że zmiana koncentracji CO2 w atmosferze jest kluczowym czynnikiem klimatycznym, gdyż paliw kopalnych wystarcza nam na co najmniej jedno podwojenie, a zwiększenie absorpcji promieniowania długofalowego przez CO2 nawet o ten 1% spowoduje wzrost temperatury niespotykany w holocenie (i całkiem możliwe, że w ciągu ostatnich wielu setek tysięcy lat).

Sam Caldeira skomentował to później następująco:

You should think of the whole global warming problem as a 1 percent problem, at least for doubling of CO2. In absolute temperature Kelvin — scientists like to use the Kelvin scale — the current Earth temperature is around 288 degrees Kelvin, and a 3-degree warming on top of that is basically a one-percent additional warming. And so this whole issue of climate change, when viewed from an Earth-system perspective, is a story about 1 percents and 2 percents. Two percent might sound like a small number, but that’s the difference between a much hotter world, and the kind of world we’re accustomed to.

dodając, na swojej stronie internetowej „Carbon dioxide is the right villain […] insofar as inanimate objects can be villains”.

Jak daleko posuwają się Levitt i Dubner, by stworzyć atrakcyjną puentę wokół sztucznej kontrowersji, pokazuje ich interpretacja artykułu „Climate Effects of Global Land Cover Change” [3]. Celem tej pracy było zgrubne oszacowanie, który z efektów zmiany pokrywy roślinnej jest dominujący: modyfikacja albeda (lasy są ciemniejsze niż nieużytki), czy ewapotranspiracji (wzmożone parowanie z komórek liści powoduje lokalne ochłodzenie, więc wylesianie prowadzi do ocieplenia). By to sprawdzić, autorzy przeprowadzili kilka eksperymentów z modelami klimatycznymi, w których cała powierzchnia lądowa była zamieniania w roślinność określonego typu. Gdy była to pokrywa leśna, prowadziło to globalnie do ocieplenia — ale efekt ten był zdominowany przez zmiany albeda na średnich i wysokich szerokościach geograficznych. W rejonie tropików lasy powodowały natomiast lokalne ochłodzenie.

Wynik ten ma oczywiście praktyczne implikacje — na przykład takie, że planując projekty geoinżynieryjne polegające na zalesianiu ogromnych obszarów nieużytków trzeba uwzględniać zmianę albeda (przykładem może być praca [4]).

A oto interpretacja Levitta i Dubnera:

Caldeira, with something of a pained look on his face, mentions a most surprising environmental scourge: trees. Yes, trees. As much as Caldeira personally lives the green life— his Stanford office is cooled by a misting water chamber rather than air-conditioning—his research has found that planting trees in certain locations actually exacerbates warming because comparatively dark leaves absorb more incoming sunlight than, say, grassy plains, sandy deserts, or snow-covered expanses.

W ten sposób z dość typowej analizy czułości modelu biosfery zrobiono „szokujący” faktoid: kochający drzewa naukowiec odkrywa, że są one środowiskową plagą!

[1] National Academy of Sciences (1975): Understanding Climatic Change: A Program for Action.

[2] Domingues C.M., et al (2008): „Improved estimates of upper-ocean warming and multi-decadal sea-level rise”, Nature 453, 1090-1093.

[3] Gibbard, S., K. Caldeira, G. Bala, T. J. Phillips, and M. Wickett (2005), „Climate effects of global land cover change”, Geophys. Res. Lett., 32, L23705.

[4] Ornstein L, I. Aleinov i D. Rind (2009): Irrigated afforestation of the Sahara and Australian Outback to end global warming.

pl Źródło: DoskonaleSzare

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly