ArtykulyPowiązania

Kryzys klimatyczny – pandemia służy ekosystemom. Tylko na jak długo?

Pandemia wywołała rozmaite zmiany na Ziemi. Najpierw stały się one widoczne z kosmosu. Potem, gdy choroba, a wraz z nią obostrzenia, rozprzestrzeniły się po świecie, można je było wyczuć na niebie nad naszymi głowami, w jakości powietrza którym oddychamy, a nawet pod naszymi stopami. Plaga COVID-19 opuściła chińskie Wuhan i szybko urosła do globalnej pandemii, w wyniku której zarażonych jest już ponad 2 mln ludzi. Dzięki temu ziemska natura zaczyna oddychać pełniejszą piersią. Tylko jak długo ten stan będzie trwać?

Po oczyszczeniu autostrad z ruchu samochodowego i zamknięciu fabryk, wielkie plamy brudnego powietrza skurczyły się nad miastami i ośrodkami przemysłowymi w Chinach w ciągu kilku dni od ich zamknięcia. Najpierw Chiny, potem Włochy, a następnie Wielka Brytania, Niemcy i dziesiątki innych krajów doświadczają tymczasowego spadku emisji dwutlenku węgla i dwutlenku azotu aż o 40%, co znacznie poprawia jakość powietrza i zmniejsza ryzyko astmy, zawałów serca i chorób płuc.

Dla wielu ekspertów jest to spojrzenie na to, jak mógłby wyglądać świat bez paliw kopalnych. Mają oni nadzieję, że ludzkość może wyjść z tego horroru w zdrowszym i czystszym świecie, że nie będzie to tylko krótkoterminowy wpływ wirusa. Naukowcy liczą na to, że po pandemii dojdzie do dalekowzrocznych decyzji politycznych podjętych w związku z tym, co nastąpiło w wyniku wprowadzonych obostrzeń.

Po dziesięcioleciach nieustannego wzrostu presji, ludzki ślad na Ziemi nagle się skurczył. Do połowy marca ruch lotniczy zmniejszył się o połowę w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. W marcu ruch drogowy w Wielkiej Brytanii spadł o ponad 70%, do poziomu ostatnio obserwowanego, kiedy Beatlesi chodzili w krótkich spodenkach. Nawet Nowy Jork usnął. Dzięki temu, że ludzie przestali się przemieszczać, planeta dosłownie się uspokoiła: sejsmolodzy donoszą o znacznie mniejszych wibracjach spowodowanych tzw., „hałasem kulturowym” niż przed pandemią.

Kluczowe wskaźniki środowiskowe, stale pogarszające się od ponad pół wieku, zatrzymały się lub uległy poprawie. W Chinach, będących największym emitentem dwutlenku węgla na świecie, emisja CO2 między początkiem lutego a połową marca zmniejszyła się o około 18%, co oznacza redukcję o 250 mln ton. Przewiduje się, że w Europie nastąpi zmniejszenie emisji o około 390 mln ton. Znacznego spadku można się również spodziewać w Stanach Zjednoczonych, gdzie ruch pojazdów osobowych – główne źródło tamtejszych emisji CO2 – spadł o prawie 40%. Nawet zakładając odbicie po zniesieniu blokady, oczekuje się, że po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w latach 2008/2009 nastąpi spadek emisji na świecie.

Paliwa kopalne

Nie ma wątpliwości, że obostrzenia w związku z pandemią uderzają w przemysł paliw kopalnych. Przy mniejszej liczbie pojazdów na drogach i samolotów w powietrzu, cena ropy spadła o prawie dwie trzecie względem ubiegłego roku. W marcu sprzedaż samochodów w Wielkiej Brytanii spadła o 44%, a ruch na autostradach aż o 83%. Wiele osób uczy się nowego sposobu pracy z domu, widać też zmiany w sposobie pracy mediów – dziennikarze prowadzą swoje programy z domu. Technologie telekomunikacyjne i informatyczne pomagają ratować naszą rzeczywistość, jednocześnie ratując świat natury.

Jest to potencjalnie dobra wiadomość dla klimatu, ponieważ ropa naftowa i gaz od kilku lat wypierają w emisjach węgiel, i tak jak węgiel przyczyniają się do wzrostu globalnej temperatury i zakłócania wzorców pogodowych. Niektórzy analitycy uważają, że może to oznaczać początek przedłużającej się tendencji spadkowej emisji i początek końca ropy naftowej. Inni są ostrożniejsi odnośnie paliwa, które zdominowało nasze życie i zanieczyszczało atmosferę w ostatnim stuleciu.

„Spadek emisji jest globalny i bezprecedensowy”, zauważa Rob Jackson, przewodniczący Global Carbon Project. „Zanieczyszczenie powietrza spadło w większości regionów. Wirus pokazuje, jak szybko moglibyśmy oczyścić nasze powietrze za pomocą odnawialnych źródeł energii.” Ostrzegał jednak, że koszty ludzkie są zbyt wysokie, a zyski środowiskowe mogą okazać się tymczasowe. „Odmawiam świętowania spadku emisji napędzanego przez dziesiątki milionów ludzi tracących pracę. Potrzebujemy systemowych zmian w naszej infrastrukturze energetycznej, albo emisje będą dalej wzrastać.”

Nadzieje, że pandemia przyśpieszy przejście do czystszego świata już teraz zderzają się z politycznym murem: to „doktryna szoku” kapitalizmu katastroficznego nakreślona przez autorkę i aktywistkę Naomi Klein. W swojej książce o tym samym tytule kanadyjska pisarka opisuje, jak potężna światowa elita wykorzystuje narodowe kryzysy do przeforsowania niepopularnych i ekstremalnych ustaw wobec środowiska i praw pracowniczych.

To właśnie dzieje się w Stanach Zjednoczonych i innych krajach. Kierownictwo koncernu naftowego lobbowało u prezydenta Donalda Trumpa o pomoc finansową. Pod przykrywką kryzysu Biały Dom wycofał ekologiczne standardy gospodarki paliwowej dla przemysłu samochodowego. Agencja Ochrony Środowiska przestała egzekwować prawa ochrony środowiska. Władze Wirginii Zachodniej, Kentucky i Dakoty Południowej uznały za przestępstwo protestowanie przeciwko budowie infrastruktury naftowej, a budowa rurociągu naftowego Keystone-XL została wznowiona. Wielka ustawa amerykańskich władz o stymulacji gospodarczej zawiera również dofinansowanie w wysokości 50 mld dolarów dla firm lotniczych. Ekolodzy wzywają Unię Europejską i Wielką Brytanię, aby nie robiły tego samego.

Jeśli rządy będą napędzać pompy ekonomiczne z zamiarem powrotu do kontynuacji działalności w stylu Biznes-jak-zwykle, zyski środowiskowe będą prawdopodobnie tymczasowe. Chiny dostarczają wskazówek, czego można się spodziewać. Brak nowych przypadków w Wuhan sprawia, że łagodzone są restrykcje, zakłady przemysłowe są otwierane, a zużycie energii i zanieczyszczenie powietrza od końca marca zaczęły ponownie rosnąć.

Przyroda

Niemniej jednak, podczas gdy nasz gatunek znajduje się w tymczasowym zaciszu z powodu pandemii, dzika przyroda już wypełnia nowo powstałą próżnię. W tym roku prawie na pewno spadnie liczba dzikich zwierząt, które giną pod kołami samochodów – w samej tylko Wielkiej Brytanii pojazdy zabijają rocznie około 100 000 jeży, 30 000 jeleni, 50 000 borsuków i 100 000 lisów, a także sów płomykówek i wiele innych gatunków ptaków i owadów. Wiele brytyjskich hrabstw odłożyło na później koszenie trawy na poboczach dróg – jedno z ostatnich siedlisk dzikich kwiatów – co powinno przynieść pozytywne skutki dla pszczół.

Na moście Golden Gate w San Francisco zauważono kojoty, które są płochliwymi zwierzętami. Jelenie pasą się w pobliżu domów w Waszyngtonie, kilka mil od Białego Domu. Dziki stają się coraz śmielsze w Barcelonie i Bergamo, we Włoszech. W Walii pawie przechadzają się przez Bangor, kozy przez Llandudno, a owce są filmowane na rondach na opuszczonym placu zabaw w Monmouthshire.

Jest to przedstawione jako komedia w naszej tragedii. Karykaturzyści przedstawiają tłumy zwierząt uprawiających turystykę, i spoglądających przez okna na zamkniętych w domach ludzi na kwarantannie, siedzących jak w klatkach w ZOO. Komentatorzy mówią nawet o epoce „postludzkiej” – kpiący powrót do idei, że żyjemy w antropocenie – okresie ludzkiej dominacji, która przekształciła planetę. Wyśmiewamy się z własnego upadku – i zakładamy, że przyroda będzie beneficjentem.

Działacze na rzecz ochrony środowiska mówią, że jest to niebezpieczne błędne przekonanie. Obraz jest inny w naszym nierównym świecie. Bogate, uprzemysłowione narody obserwują tymczasową odbudowę przyrody, ponieważ jest jej tak mało. Z drugiej strony biedniejsze kraje, zwłaszcza na półkuli południowej, obawiają się zwiększonego zagrożenia dla dzikiej przyrody, ponieważ pandemia oznacza, że mają mniej pieniędzy i mniej personelu, który mógłby chronić zagrożone gatunki i siedliska.

W amazońskich lasach tropikalnych władze odpowiedzialne za ochronę środowiska powstrzymują się od działań monitorujących i ochronnych. Władze rezerwatów przyrody Masai Mara i Serengeti pobierają mniejsze dochody z turystyki, co oznacza, że mają coraz większy problem w opłacaniu strażników chroniących zwierzęta przed kłusownikami. Grupy zajmujące się ochroną przyrody obawiają się, że otworzy to drzwi dla większej skali kłusownictwa, wydobycia i wyrębu lasów, zwłaszcza teraz, gdy lokalna ludność traci dochody i potrzebuje nowych sposobów na wyżywienie swoich rodzin.

„W krótkiej perspektywie czasowej niebezpieczne byłoby myślenie, że spadek aktywności gospodarczej jest korzystny dla przyrody”, powiedział Matt Walpole z Fauna i Flora International. „Istnieje poważne ryzyko.”

Potencjalną przeciwwagą dla tego jest zmniejszone zapotrzebowanie na wiele zasobów naturalnych, ale dopiero się okaże, czy izolacja domowa połowy ludności świata wpływa na apetyt na towary konsumpcyjne.

Nowa przyszłość?

Chwilowa ulga dla natury będzie mniej ważna niż to, co nastąpi później. Decyduje się o tym na zamkniętych spotkaniach, podczas gdy publiczność jest zamknięta w domu. Tymczasem światowe konferencje mające na celu znalezienie rozwiązań problemów ochrony środowiska, takie jak konferencja klimatyczna ONZ COP 26, zaplanowana pierwotnie na koniec tego roku w Glasgow, zostały przełożone.

Przywódcy ONZ, naukowcy i działacze naciskają na pilną debatę publiczną, aby ożywienie gospodarcze mogło skupić się na ekologicznych rozwiązania dla gospodarki i wdrażaniu czystej energetyki, efektywności energetycznej budynków, infrastrukturze naturalnej i wzmocnieniu globalnych wspólnot.

„To jest wielka bitwa polityczna”, powiedział Laurence Tubiana, dyrektor generalny Europejskiej Fundacji Klimatycznej i architekt Porozumienia Paryskiego. Czołowi naukowcy wspólnie podpisali otwarty apel do rządów, aby wykorzystały pakiety naprawcze w celu zmiany kierunku na bardziej ekologiczny, a nie powrotu do biznesu jak zwykle.

W ostatecznym rozrachunku najważniejszy wpływ na środowisko będzie prawdopodobnie miało nasze własne zachowanie. Pandemia pokazała śmiertelne konsekwencje ignorowania ostrzeżeń ekspertów, opóźnień politycznych oraz poświęcania ludzkiego zdrowia i środowiska naturalnego dla gospodarki. Według Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych 75% nowych chorób zakaźnych pochodzi od zwierząt. Dziś wirusy szybciej przechodzą na ludzi, bo dzieje się to poprzez rosnący w ostatnich dekadach handel dzikimi zwierzętami i wylesianie. I w końcu fakt globalnej wioski, w wyniku czego wirusy rozprzestrzeniają się na całym świecie poprzez podróże lotnicze i turystykę statkami wycieczkowymi. Wydaje się, że Chiny – największy na świecie rynek dzikich zwierząt – dostrzegły to, zakazując hodowli i konsumpcji żywych dzikich zwierząt. Coraz częściej pojawiają się apele o wprowadzenie globalnego zakazu „mokrych rynków„.

Pandemia pokazała również, że zanieczyszczenia obniżają naszą odporność na choroby. Według naukowców z Uniwersytetu Harvarda, długotrwałe wdychanie spalin oznacza osłabianie płuc i tym samum większe ryzyko śmierci z powodu COVID-19. Jak ujęła to szefowa Programu Środowiskowego ONZ, Inger Andersen, natura wysyła nam wiadomość, że jeśli zaniedbujemy planetę, narażamy nasze własne samopoczucie.

Od początku pandemii, nie tylko z kosmosu, świat wygląda inaczej. To, co mogło być niewyobrażalne, stało się teraz wyobrażalne. Zmienia się podejście państwa wobec obywatela. Nawet liberalne rządy ograniczają swobody obywatelskie drastyczniej niż niejedna junta wojskowa. Wcześnie oszczędni konserwatyści decydują się wydawać biliony dolarów na opiekę zdrowotną i wydatki w nagłych wypadkach. Wiodące magazyny biznesowe wzywają do głębokiej reformy kapitalizmu. Co najważniejsze, nacisk polityczny przesunął się z konsumpcji indywidualnej na dobrobyt zbiorowy.

Te 100 dni zmieniło nasz sposób myślenia o zmianach. Ostatecznie to, czy ta pandemia okaże się dobra czy zła dla środowiska, zależy nie od wirusa, ale od ludzkości. Jeśli nie będzie presji politycznej na rządy, świat powróci do niezrównoważonego Biznesu-jak-zwykle i koło będzie się toczyć dalej, do następnej katastrofy. Francuski filozof Bruno Latour zwrócił uwagę na jedną rzecz, której się nauczyliśmy. To fakt, że w ciągu kilku tygodni możliwe jest spowolnienie gospodarki, co było wcześnie uznawane za niewyobrażalne ze względu na ciśnienie globalizacji.

„Niesamowitym odkryciem jest to, że w światowym systemie gospodarczym, ukrytym przed wszystkimi oczami, znajdował się jaskrawoczerwony sygnał alarmowy, obok dużej stalowej dźwigni, którą każda głowa państwa mogła od razu pociągnąć, aby zatrzymać „pociąg postępu” z przeraźliwym piskiem hamulców”, pisze Latour.

To sprawia, że ekologiczne wezwania do zejścia ze ścieżki nieskończonego wzrostu zużycia zasobów stają się bardziej realistyczne, a może nawet bardziej pożądane. Ale Latour ostrzega, że ta nieprzewidziana pauza może łatwo pozwolić potężnym interesom przejąć większą kontrolę nad większymi bitwami toczącymi się o klimat i różnorodność biologiczną. „Tutaj musimy działać”, mówi. „Jeśli okazja działa dla nich, to działa także dla nas.”

Hubert Bułgajewski, Climate crisis: in coronavirus lockdown, nature bounces back – but for how long?

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly