Dwie wersje przyszłości po pandemii
Jak za rok będzie wyglądała walka o powstrzymanie globalnego ocieplenia w post-koronawirusowym świecie? To pytanie, które w dzisiejszych czasach jest zadawane przez ekspertów i aktywistów politycznych, i ma ono ogromne znaczenie. Niektórzy mają nadzieję, że obecne doświadczenie wydobędzie z nas i z naszych przywódców to, co najlepsze, a zdecydowane działania rządów w czasie pandemii utorują drogę do walki ze zmianą klimatu. Inni obawiają się najgorszego, że pośpiech w celu naprawy wyniszczonej przez pandemię światowej gospodarki zepchnie kwestię klimatu z powrotem na dalszy plan agendy działań międzynarodowych.
Optymizm udziela się Billowi Gates’owi, który jest zdania, że walka z pandemią i zmianą klimatu to w kategoriach politycznych dwa pokrewne tematy. Mówi on, że oba wymagają „innowacji i nauki oraz wspólnych działań światowych „. Optymiści uważają, że nagła transformacja naszego życia przez COVID-19 nauczy nas cnoty wzajemnej współpracy, a także popchnie decydentów politycznych w kierunku większej ostrożności względem przyszłych zagrożeń – będą bardziej skłonni wsłuchać się w ostrzeżenia ekspertów, a mniej wyobrażać sobie, że „jakoś to będzie”, a najgorsze może nigdy nie nastąpić.
Optymiści mają też nadzieję, że społeczeństwo jako całość uzna obowiązek rządów, aby działać zdecydowanie we wspólnym interesie, czy to egzekwując blokady, czy też zmierzając zdecydowanie w kierunku wyzerowania emisji. „Rządy odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu naszego zdrowia i bezpieczeństwa w czasach kryzysu”, mówi Mark Maslin, klimatolog z University College London. „Musimy wykorzystać tę nową akceptację dla wpływu rządu na nasze życie oraz przetransformować krajowe i globalne gospodarki na bardziej zrównoważone”.
Optymiści znajdują zachętę w wypowiedziach takich osób jak Fatih Birol, dyrektor Międzynarodowej Agencji Energii, który w ubiegłym miesiącu nazwał kryzys „historyczną szansą na wprowadzenie inwestycji energetycznych na bardziej zrównoważoną ścieżkę”. Rządy państw G20 zobowiązały się już do przekazania około 5 bilionów dolarów na stymulację swoich gospodarek w obliczu lockdownu, a Birol wezwał ich do „postawienia czystej energii w centrum planów stymulacyjnych mających na celu przeciwdziałanie kryzysowi koronawirusowemu”. Drogą tą zdecydowali się podążyć nasi sąsiedzi zza Odry – stojąc w obliczu wzrostu bezrobocia postawili na zatrudnienie ludzi w wielkim programie infrastrukturalnym rozbudowy OZE.
To może to być punkt zwrotny. Glen Peters, dyrektor badawczy z Międzynarodowego Centrum Badań nad Klimatem w Oslo, przewiduje, że „przy dobrym planowaniu, rok 2020 może być tym, w którym globalne emisje osiągną najwyższy poziom”, a dalej będą już tylko spadać.
„Wirus wywołał kryzys ekonomiczny, a ludzie będą mniej skłonni płacić za ratowanie przyszłych pokoleń”, uważa ekonomista
Ale jest też bardziej pesymistyczna narracja. I nie ma co snuć refleksji nad naturą, która korzysta ze skutków pandemii. Większość analityków zgadza się, że ograniczenie emisji będzie krótkotrwałe. W Chinach emisja dwutlenku węgla w lutym spadła o około 25%, ponieważ wiele elektrowni węglowych i zakładów przemysłowych zostało zamkniętych, spadły też emisje z transportu. Ale według Lauri Myllyvirty z Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem, niezależnego instytutu badawczego z Finlandii, spalanie węgla w Chinach pod koniec marca wróciło do wcześniejszej normy.
W skali globalnej spadek emisji CO2 w 2020 roku będzie prawdopodobnie bardzo mały – od 0,5 do 2,2% – ocenili Zeke Hausfather i Seaver Wang, klimatolodzy z Breakthrough Institute w kalifornijskim Oakland. Najprawdopodobniej stężenie dwutlenku węgla w atmosferze będzie nadal rosło. „Wydaje się, że kryzys COVID-19 prawdopodobnie będzie nas kosztował więcej czasu na działanie w sprawie klimatu niż go mamy”, uważają badacze. Inaczej mówiąc, przez pandemię stracimy szansę na zatrzymanie ocieplenia klimatu w bezpiecznych granicach.
W polityce, pesymiści obawiają się raczej kroku do tyłu niż do przodu. Publiczny strach i desperackie działania rządów i bankierów mające na celu przywrócenie wzrostu gospodarczego połączą się z tendencjami do myślenia krótkoterminowego i nacjonalizmu. Bodźce ekonomiczne wzmocnią stary energochłonny i oparty na paliwach kopalnych przemysł i dadzą zielone światło dla plądrowania zasobów naturalnych, takich jak lasy deszczowe – ostrzegają pesymiści. „Wirus wywołał kryzys gospodarczy, a ludzie będą mniej skłonni płacić za ratowanie przyszłych pokoleń”, uważa Dieter Helm, zajmujący się kwestiami energetycznymi ekonomista na Uniwersytecie w Oxfordzie i doradca kilku brytyjskich rządów. Zastanawia się, czy pandemia koronawirusa może stanowić moment, w którym nowo zaakceptowany cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do połowy stulecia zniknie z dyskursu politycznego.
Ta pesymistyczna narracja przewiduje również walkę z „biurokracją” poprzez eliminację lub odmowę egzekwowania norm środowiskowych. I oczekuje, że „wojna” mająca na celu pokonanie wirusa zepchnie w cień strategie mające na celu zmniejszenie innych zagrożeń egzystencjalnych, takich jak zmiana klimatu.
„Jeśli źle to przeprowadzimy, pandemia może wysysać energię z działań publicznych i polityki”, zauważa Andrew Norton, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Środowiska i Rozwoju w Londynie. Z bilionami dolarów wydanymi na podtrzymanie biznesu-jak-zwykle, „nie będziemy mieć możliwości finansowych, aby inwestować w niskoemisyjną przyszłość”, obawia się Martin Siegert, jeden z dyrektorów Grantham Institute for Climate Change w londyńskim Imperial College.
W którą stronę więc idziemy?
Stany Zjednoczone nie zrobiły dobrego startu. Agencja Ochrony Środowiska ogłosiła już, że aby pomóc przemysłowi w tych trudnych czasach, zawiesza większość swoich działań w zakresie egzekwowania prawa. Uzgodniony przez Kongres pakiet stymulacyjny o wartości 2,2 biliona dolarów pozwolił pewnie uniknąć utopienia dolarów podatników w planie ratunkowym dla i tak już ledwo zipiącego przemysłu węglowego tego kraju, ale nie nałożył też żadnych wymogów środowiskowych na dofinansowywane gałęzie przemysłu. Dotyczyło to również lotnictwa, którego lobbystom udało się usunąć z projektu pakietu wymóg, aby linie lotnicze zmniejszyły emisje o połowę do 2050 roku – mimo że był to cel, do którego osiągnięcia branża już wcześniej się zobowiązała.
Po załamaniu gospodarczym w 2008 roku prezydent Obama był w stanie wprowadzić pakiet stymulacyjny składający się z bodźców zachęcających do inwestycji ekologicznych i surowszych przepisów dotyczących ochrony środowiska. Ale polityka administracji Trumpa jest teraz inna.
Szok związany z kryzysem COVID-19 może być dokładnie tym, co jest potrzebne, aby wyrzucić stare polityki energetyczne na śmietnik
Aktywiści są źli z powodu takiej sytuacji i liczą na dołączenie warunków środowiskowych do przyszłych działań ratunkowych. Jednak Nordhaus i Trembath sugerują, że aby osiągnąć postęp w nadchodzących miesiącach, „ekolodzy będą musieli włożyć więcej wysiłku w uzasadnienie ekonomiczne dla infrastruktury, którą chcą zbudować, a mniej energii w argumentowanie przeciwko infrastrukturze, którą chcą zwinąć”.
Jeśli chodzi o Chiny, to Lauri Myllyvirta ostrzega, że uzgodniony przez Komitet Centralny pakiet środków stymulujących gospodarkę „nie wspomina w żaden sposób o jakichkolwiek środkach stymulacyjnych w aspekcie klimatycznym czy środowiskowym”. W ostatnich tygodniach nastąpił zaś znaczący wzrost liczby pozwoleń na budowę nowych elektrowni węglowych. Dobrą wiadomością jest za to boom w produkcji paneli fotowoltaicznych. Jedna z chińskich firm, GCL Systems, zgłosiła plany budowy zakładu, który będzie w stanie rocznie produkować panele o mocy 60 GW, co odpowiada połowie całego obecnego rynku światowego.
W Europie jest więcej optymizmu. Zdaniem brytyjskiego ekonomisty środowiskowego i doradcy ONZ, Nicholasa Sterna, „nadszedł czas, aby wypracować nową współpracę międzynarodową i przejść od tego kryzysu do znacznie bardziej zrównoważonej i prężnej gospodarki, w ściślejszej harmonii ze światem przyrody… aby budować na zrozumieniu wspólnego człowieczeństwa i wspólnej wrażliwości”.
Obraz „zamkniętych linii lotniczych, pustych dróg i centrów handlowych, konsumpcji zredukowanej do minimum, a także wideokonferencji i pracy w domu, zmusza nas wszystkich do zakwestionowania naszego poprzedniego, uważanego z oczywisty, stylu życia”, powiedział Chris Hilson, dyrektor Centrum Klimatu i Sprawiedliwości Reading Center na Uniwersytecie w Reading w Anglii.
Unia Europejska stwierdza, że przygotowywany przez nią pakiet bodźców gospodarczych będzie zgodny z niedawno ogłoszoną polityką Zielonego Ładu w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla. Ale w UE nie ma wspólnego języka. Czeski premier Andrej Babis wezwał do rezygnacji z Zielonego Ładu, aby skoncentrować się na walce z wirusem; polski wiceminister powiedział, że unijny system handlu emisjami, który karze dużych emitentów dwutlenku węgla, powinien zostać zniesiony; a Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów wezwało do opóźnienia wprowadzenia planowanych celów redukcji emisji CO2.
Jednak odpowiedzialny za Zielony Ład wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, jest przekonany odnośnie przyjętego kursu: „Słusznie czynimy teraz wiele wyrzeczeń… ale kiedy nadejdą lepsze dni – a nadejdą – będziemy bardziej zdeterminowani niż kiedykolwiek, by chronić naszych obywateli i planetę oraz cieszyć się otaczającą nas przyrodą.”
Taki optymizm może nie być myśleniem życzeniowym. Niektórzy analitycy rynkowi twierdzą, że szok związany z kryzysem pandemii może być tym, czego trzeba, aby stare polityki energetyczne wyleciały na śmietnik historii. Stają po stronie aktywistki środowiskowej Naomi Klein, która uważa, że „w chwilach kataklizmu to, co wcześniej było niewyobrażalne, nagle staje się rzeczywistością”.
W szczególności wskazują na spadek cen ropy naftowej do poziomu najniższego od 18 lat. Prawdą jest, że niskie ceny mogą wyzwolić wzrost popytu, gdy z końcem pandemii znikną hamulce gospodarcze. Jednak w sytuacji, gdy niskie ceny sprawiają, że wiele odwiertów staje się nierentownych, a przyszłe inwestycje w nowe złoża ropy naftowej i gazu są potencjalnie nieopłacalne, analitycy uznają, że szok cenowy mógłby przyspieszyć światowy szczyt wydobycia ropy naftowej, po którym zacząłby się jego trwały spadek.
Jessica Alsford, szefowa badań nad zrównoważonym rozwojem w banku Morgan Stanley, opublikowała niedawno dokument oparty na wywiadach z inwestorami, w którym stwierdziła, że choć mogą wystąpić krótkoterminowe opóźnienia w postępach polityki klimatycznej, „dekarbonizacja pozostaje atrakcyjnym tematem inwestycyjnym na najbliższą dekadę”. Utrata rentowności w przemyśle naftowym „mogłaby uwolnić środki na odnawialne źródła energii”. Niskie ceny paliw kopalnych mogłyby również zachęcić rządy do rezygnacji z istniejących dotacji do nich i przestawienia pakietów bodźców ekonomicznych na czystą energię. Podsumowała zaś: „nasza analiza dowodzi, że obecny kryzys może przyspieszyć odejście od paliw kopalnych”.
„Ta pandemia pokazała nam, jak wyglądałoby życie, gdyby ekolodzy dostali to, czego chcą”, powiedział jeden z konserwatywnych komentatorów
Valentina Kretzschmar z firmy doradczej ds. energii w Wood Mackenzie zgadza się, że niskie ceny ropy naftowej oznaczają lepszy zwrot z inwestycji w odnawialne źródła energii: „Alokacja kapitału nie jest już ulicą jednokierunkową do Big Oil”. Projekty związane z odnawialnymi źródłami energii nagle wyglądają równie atrakcyjnie„.
Przykład: największy producent ropy łupkowej w Dakocie Północnej, Whiting Petroleum – na której stronie internetowej nadal widnieje zdanie, że ma ona „silny i odpowiedzialny plan tworzenia długoterminowej wartości” – złożył 1 kwietnia wniosek o ogłoszenie upadłości.
Ale nawet jeśli ekonomia będzie sprzyjać bardziej ekologicznym inwestycjom, to nowa polityka może okazać się inna. Optymiści mogą twierdzić, że niepewność stworzona przez koronawirusa daje społeczeństwu ponowny głód wiedzy ekspertów i władzy rządów, co przełoży się na poważniejsze traktowanie ostrzeżeń klimatologów. Niektórzy pesymiści obawiają się jednak prawicowego sprzeciwu – że w jakiś sposób za kryzys i jego skutki obwinią raczej ekspertów niż wirusa.
Jest możliwe, że usłyszeliśmy pierwsze zwiastuny takiej narracji w wypowiedziach prezydenta Trumpa z zeszłego miesiąca, że „nie możemy pozwolić, aby lekarstwo [proponowane przez ekspertów] było gorsze od samego problemu” oraz oskarżeniach pod adresem Światowej Organizacji Zdrowia, że nie ostrzegała go wystarczająco zdecydowanie i w związku z tym brak działań amerykańskiej administracji na początku roku i wynikająca z tego obecna eksplozja epidemii w USA to ich wina.
Już teraz ekolodzy zaczęli być krytykowani przez libertariańską prawicę za to, że świętowali spadek zanieczyszczenia powietrza w miarę, jak wirus dewastował gospodarki. Brendan O’Neill, redaktor czasopisma internetowego Spiked, finansowanego m.in. przez konserwatywną Fundację Charlesa Kocha, stwierdził, że „ta pandemia pokazała nam, jak wyglądałoby życie, gdyby ekolodzy dostali to, czego chcą”.
Carl-Friedrich Schleussner z Climate Analytics, międzynarodowego think-tanku, ostrzegł na stronie Carbon Brief: „Narracja, że katastrofa gospodarcza spowodowana przez koronawirusa jest ‘dobra’ dla klimatu, jest niebezpiecznie myląca i może osłabić poparcie dla działań na rzecz klimatu”.
Gra toczy się o serca i umysły. Ponieważ listopadowy szczyt klimatyczny ONZ został przesunięty na połowę przyszłego roku, zarówno optymistyczne, jak i pesymistyczne narracje przez jakiś czas będą w grze. Pozostaje otwarte pytanie, czy delegaci pojawią się na szczycie w Glasgow w Szkocji w 2021 roku, zmotywowani, by stawić czoła kryzysowi klimatycznemu? Czy też do tego czasu ochrona klimatu zostanie zredukowana do przypisu w agendach ich rządów?
Hubert Bułgajewski, After the Coronavirus, Two Sharply Divergent Paths on Climate

Dwie wersje przyszłości po pandemii 







