Naukowcy jasno stwierdzają w swych badaniach, że zanieczyszczenie świetlne stanowi ogromne zagrożenie dla bytu owadów. Niestety, zagrożenie to było dotychczas pomijaną przyczyną wymierania owadów.
Owady polegają na innych zmysłach niż ssaki, w tym ludzie. Sztuczne światło w nocy wpływa na każdy aspekt życia owadów, od śmiertelnego w skutkach wabienia ciem przez żarówki, przez wystawianie wielu gatunków owadów na przysłowiowy talerz dla polujących na nie drapieżników, po zagłuszanie sygnałów godowych przez świetliki.
„Jesteśmy głęboko przekonani, że sztuczne światło w nocy – w połączeniu z utratą siedlisk, zanieczyszczeniami chemią, gatunkami inwazyjnymi i zmianami klimatu – powoduje spadek liczebności owadów”, podsumowali analizujący problem naukowcy po ocenie ponad 150 badań, których przegląd został opublikowany na stronie Science Direct. „Uważamy, że sztuczne światło w nocy jest kolejną ważną, choć pomijaną, przyczyną wymierania owadów”, stwierdzili. Według badaczy ironią jest fakt, że w przeciwieństwie do innych czynników, takich jak zanieczyszczenie chemią przez rolnictwo czy zmiana klimatu, zanieczyszczenie światłem było i jest problemem stosunkowo łatwym do rozwiązania. Jak twierdzą, wystarczy wyłączyć oświetlenie, które w wielu przypadkach nie jest aż tak potrzebne, a w innych przypadkach wystarczy zmodyfikować natężenie i barwę światła. Działania te zaowocują natychmiastowym spadkiem śmiertelności owadów.

Rys. 1 Łuna światła nad miastem. Wikimedia
Brett Seymoure z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w St. Louis, zajmujący się behawiorystyką w świecie zwierząt, powiedział, że antropogeniczne źródła światła, od ulicznych latarni po gazowe płomienie z pól naftowych wpływają na owady na każdym ich etapie życia i w każdym zakątku świata. Spadki populacji notuje się zarówno w Niemczech jak i na małych wyspach jak Portoryko. Opublikowany w lutym tego roku wyżej wspomniany przegląd naukowy stwierdza jasno: powszechne dziś wymieranie grozi „katastrofalnym załamaniem ekosystemów”. Wnioski, jakie płyną z recenzji badań przedstawionych na Science Direct mówią, że „wymieranie owadów jest powszechne i szybko postępuje. Ich brak będzie nieść za sobą poważne konsekwencje dla życia na Ziemi.”
Uważa się, że istnieją miliony gatunków owadów, z których lwia część wciąż nie jest znana nauce, a około połowa z nich to gatunki prowadzące nocny tryb życia. Warto przy tym zaznaczyć, że zakłócenia jakie wprowadza człowiek przy użyciu sztucznego światła, negatywnie wpływają także na owady prowadzące dzienny tryb życia – ze względu na ich potrzebę odpoczynku i snu, które zostają zaburzone. Jak możemy dowiedzieć się z analizy przedstawionej w czasopiśmie Biological Conservation, rolnicy od dawna celowo stosują światło do mamienia rojów owadów, by chronić swoje zbiory. Jednak dopiero wraz z rozwojem infrastruktury i urbanizacji oraz upowszechnieniem elektryczności i spadkiem kosztów związanych z wdrażaniem oświetlenia tam, gdzie wcześniej to się nie opłacało, doszliśmy do bardzo niebezpiecznego punktu – jedna czwarta powierzchni Ziemi jest „skażona” sztucznym światłem. Widać to nawet w przypadku małych miast i wsi, gdzie oświetlone są nawet małe kolonie wiejskie.
Najbardziej znanym skutkiem zanieczyszczenia światłem jest działanie lamp, żyrandoli czy latarni ulicznych na ćmy, które mylą sztuczne źródła światła ze światłem Księżyca. Naturalne źródła światła, czyli Księżyc i Słońce, są przez wiele owadów używane do nawigacji i orientacji w terenie. Jedna trzecia owadów „uwięziona” przez światło żarówki ginie przed wschodem Słońca z powodu wyczerpania. W innych przypadkach owady stają się łatwym kąskiem dla drapieżników. Dowodem tego są wyniki badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, gdzie śmiertelność ćmy jest większa właśnie tam, gdzie występuje zanieczyszczenie antropogenicznym światłem. Także lampy samochodowe stanowią śmiertelne zagrożenie. Z tego powodu każdy sezon letni przynosi śmierć około 100 miliardom owadów w samych tylko Niemczech.
Ludzkie światło uderza też w rozmnażanie wielu gatunków owadów. Znalezienie partnera w trakcie sezonu godowego sanowi wyzwanie dla takich owadów jak świetliki świętojańskie, które polegają na sygnałach bioluminescencyjnych. Są też owady, które polegają na polaryzacji światła w celu odnajdywania wody ze względu na jej właściwości optyczne. Antropogeniczne światło zakłóca naturalne fale świetlne odbijane od powierzchni wody. Jak stwierdzają biolodzy, problem ten dotyczy m.in. żyjących tylko jeden dzień motyli, które szukają spolaryzowanego światła, jakie odbija woda… i asfalt. Masowo składają więc jaja na asfaltowych drogach. Gdy mamy do czynienia z istotami żyjącymi 24 godziny, to rezultatem jest praktycznie natychmiastowe wymarcie całej lokalnej populacji.
Światło emitowane przez człowieka zmienia długość dnia i nocy postrzeganą przez żyjące w polu świerszcze i inne owady. Badania pokazują, że ludzkie światło wpływa też na możliwość skutecznego poszukiwania żywności. Owady unikające światła, takie jak np. gigantyczne nielotne świerszcze z Nowej Zelandii z powodu zanieczyszczenia światłem mniej czasu spędzają na żerowaniu.
Kolejnym problemem jest wzrost narażenia owadów poprzez wystawianie ich na talerz dla drapieżników. Oczywiście na pierwszy rzut oka to nie problem, bo owady są częścią łańcucha pokarmowego, a dla każdego z nas jerzyki czy nietoperze to nasi sprzymierzeńcy polujący na natrętne komary. Ale zanieczyszczenie światłem sprawia, że drapieżniki mają ułatwione zadanie – owad dosłownie jest podany na tacy, bo jest nie tylko dobrze widoczny, ale też „więziony” przez światło. Przechyla się wtedy równowaga w przyrodzie – w sąsiedztwie lamp czy latarni widzi się więcej pająków, nietoperzy, szczurów, ptaków, gekonów czy ropuch. W rezultacie liczebność owadów gwałtownie spada.
Światło jest o tyle dużym problemem, że dosłownie w jedną chwilę wywraca życie owada do góry nogami. Nawet globalne ocieplenie daje szansę na adaptację – zmiany klimatu miały miejsce w przeszłości dzięki czemu ewolucja dała owadom narzędzia do adaptacji. Cykle dnia i nocy oraz faz Księżyca pozostawały niezmienne od zawsze – aż do pojawienia się cywilizacji przemysłowej i towarzyszącej jej elektryfikacji świata. Jak zauważa Brett Seymoure, problem ze światłem może być wręcz największym zagrożeniem ze wszystkich. Jednocześnie jest to zagrożenie łatwe do szybkiego wyeliminowania. „Gdy wyłączysz światło, zanieczyszczenie od razu znika”, zauważa. Tu nie potrzeba działań, których efekty widać po dłuższym czasie, jak usuwanie plastiku z oceanów, czy zatrzymanie globalnego ocieplenia poprzez drastyczny spadek emisji gazów cieplarnianych. Według Seymoure’a nie ma też konieczności, by żyć po ciemku, wystarczy tylko mądrze korzystać ze światła.
Rozwiązania są banalne. Wyłączyć należy światło tam, gdzie i kiedy nie jest ono aż tak konieczne. Ważne jest także ustawienie natężenia i barwy światła, przy czym szczególną uwagę należy zwrócić na światło niebieskie, negatywnie wpływające na sen, także ludzi. Oświetlenie LEDowe można łatwo dobrać pod względem barwy.
„Konieczne jest, aby społeczeństwo już teraz podjęło znaczne kroki, by środowisko było dla owadów bezpieczniejsze”, powiedział Matt Shardow, główny dyrektor organizacji Buglife. Ważne jest tutaj prawo, by na jego mocy wprowadzić regulacje chroniące przez zanieczyszczeniem świetlnym, także pod kątem ochrony owadów.
Kolejne raporty uświadamiają nam, jak poważnej destrukcji środowiska dokonuje nasza cywilizacja przemysłowa. Nawet ciche, na pozór niepozorne światło, okazuje się bardzo szkodliwe dla sieci życia.
Marcin Popkiewicz na podst. Light pollution is key 'bringer of insect apocalypse’










