ArtykulyPowiązania

„Overshoot”, czyli „przekroczenie pojemności środowiska”.

Nasz styl życia, obyczaje, instytucje, relacje społeczne, wartości i oczekiwania są kształtowane przez dziedzictwo kulturowe uformowane w okresie, gdy pojemność środowiska przekraczała nasze zapotrzebowania. Ta nadwyżka pojemności środowiska jest już przeszłością, wyczerpana zarówno przez wzrost populacji jak i niezmierne technologiczne powiększenie przypadającego na osobę apetytu na zasoby i wpływu na środowisko. Obecnie żyjemy w erze pogłębiającego się deficytu pojemności środowiska w wielu regionach – oraz w skali planety. Dziedzictwo kulturowe może trwać po przeminięciu warunków, które je stworzyły, jednak znane nam aspekty życia społecznego znajdują się pod rosnącą presją na zmiany dostosowujące je do tej nowej rzeczywistości. Społeczna dezorganizacja, tarcia, demoralizacja i konflikty będą się pogłębiać.

„Overshoot”, czyli „przekroczenie pojemności środowiska”. Ten niewinnie brzmiący tytuł książki zawiera w sobie niezwykłe spojrzenie na podstawy działania naszej cywilizacji. Na dwustu pięćdziesięciu stronach William R. Catton kreśli ostrzeżenie przed konsekwencjami nadmiernego korzystania ze środowiska naturalnego. Dzieło Cattona w prosty i konsekwentny sposób objaśnia, jak nasz gatunek zaadaptował się do nowych zasobów odnawialnych i kopalnych, jak zdominował swoje środowisko i zagarnął zasoby z przeszłości i przyszłości i dokąd prowadzi nas ta droga.

Rysunek 1. Okładka książki Overshoot: The Ecological Basis of Revolutionary Change, 1980.

Najbardziej niezwykłą cechą książki spojrzenie ludzkość jako po prostu na jeden z gatunków zamieszkujących Ziemię – który podobnie jak inne gatunki zajmuje dostępną mu niszę w ekosystemie i podobnie jak inne gatunki polega tym samym prawom ograniczającym jego rozwój.

Niezwykłość człowieka polega wyłącznie na tym, że oprócz wewnętrznych organów swojego organizmu dodatkowo wykorzystuje narzędzia jako „brakujące organy” umożliwiające adaptację do tych środowisk, do których jego ciało nie jest przystosowane. Przykładem jest odzienie, które służy nam jako brakujące futro, czy broń stanowiąca uzupełnienie dla naszych nader skromnych zębów i pazurów. Wykorzystanie narzędzi umożliwiło człowiekowi zaadaptowanie się do wielu nowych nisz i to dlatego nasz gatunek radzi sobie w tak różnorodnych środowiskach.

Ponieważ każdy człowiek wymaga do życia pokarmu stworzonego przez rośliny, to zajmowanie przez człowieka nowych nisz musiało prowadzić do przejmowania przez człowieka coraz większej części całej energii krążącej w ekosystemie. Bez względu na to, czy wycinamy las aby uprawiać rolę, czy stawiamy instalację energetyczną na pustyni, nasze działanie powoduje odebranie możliwości rozwoju roślinom i zwierzętom zaadaptowanym do lokalnego środowiska. Już w czasach neolitu wiele gatunków nie przetrwało konkurencji z człowiekiem, a w miarę jak coraz lepiej opanowaliśmy używanie roślin, zwierząt i narzędzi do produkcji pożywienia, nasza dominacja w ekosystemie stawała się coraz silniejsza. Lepsze narzędzia pozwalały na lepsze wykorzystanie dostępnych nisz i zwiększenie gęstości zaludnienia. Catton podaje przykład rdzennych Amerykanów, którzy dysponowali bardzo prostymi technologiami uprawy roli i hodowli zwierząt, które były w stanie zapewnić tylko niewielką ilość pożywienia z danego areału. Z punktu widzenia Indian Ameryka była maksymalnie zaludniona w stosunku do swojej powierzchni – bo każda nisza dostępna do wykorzystania dla Indian już była w pełni eksploatowana przez któreś plemię. Europejscy kolonizatorzy przywieźli ze sobą znacznie wydajniejszy model rolnictwa – ta sama ziemia mogła wyżywić znacznie więcej kolonistów niż Indian, dlatego koloniści uważali, że Ameryka jest niemal bezludnym obszarem, a Indianie mogą bez problemu przeżyć na mniejszej powierzchni w wyznaczonych im rezerwatach.

Rysunek 2. Podbój nisz środowiskowych zajmowanych przez inne organizmy był przez tysiąclecia głównym sposobem na zwiększenie zasobów dla naszego gatunku. Wykorzystanie narzędzi umożliwiło człowiekowi korzystanie z dodatkowych zasobów odnawialnych, z których korzystały wcześniej inne gatunki.

Ekspansja Europejczyków w Ameryce Północnej i na innych kontynentach przez kilka stuleci polegała w znacznej mierze na podboju zasobów wykorzystywanych wcześniej przez inne gatunki, lub inne rasy ludzi. Połączenie wydajnego rolnictwa, najlepszych technologii transportowych i militarnych i doskonałej organizacji wspieranej m.in. przez druk i pocztę umożliwiły białemu człowiekowi korzystanie z większej ilości odnawialnych zasobów naturalnych niż jakakolwiek wcześniejsza cywilizacja. Ta dominacja trwa po dzień dzisiejszy, ale od drugiej połowy XVIII wieku Cywilizacja Zachodnia zaczęła coraz szerzej korzystać z innego modelu funkcjonowania w środowisku, modelu właściwego organizmom korzystającym ze zmagazynowanych wcześniej rezerw biomasy.

Nowa metoda korzystania ze środowiska, jaką wykorzystuje obecny człowiek jest inna niż strategia większości gatunków roślin i zwierząt. Aby znaleźć odpowiednią analogię w środowisku naturalnym musimy spojrzeć na te ekosystemy, które rozkwitają dzięki nagłemu i krótkotrwałemu spływowi martwej materii organicznej z innego obszaru. Catton podaje przykład stawu w głębi lasu zasilanego okresowo spadającymi i spływającymi liśćmi. Staw jest zbyt mały i zbyt zacieniony, aby mogło rozwinąć się w nim życie oparte na fotosyntezie, więc bytujące w nim organizmy muszą czekać na dopływ pokarmu z zewnątrz. Raz w roku – w październiku i listopadzie – do stawu spływa duża ilość opadłych liści stanowiących doskonały pokarm dla bakterii i larw owadów. Zimą staw zamarza i na kilka miesięcy życie w nim zamiera. Wiosną lód znika, a wraz z roztopami dopływają nowe liście. Gdy tylko temperatura odpowiednio się podniesie, bakterie ruszają do pracy i zaczynają rozkładać opadłą biomasę. Przez kilka tygodni trwa błyskawiczny rozwój bakterii (i innych organizmów korzystających z tego środowiska). Bakterie i larwy komarów zjadają detrytus (martwą materię organiczną) coraz szybciej i mnożą się w ogromnych ilościach. Na długo przed jesienią wszystkie liście zostają pożarte, a mieszkańcy stawu zmuszeni są przepoczwarzyć się i poszukać innego pokarmu (jak komary), albo tak jak bakterie liczyć, że choć część z nich przetrwa w mule, lub zostanie przypadkiem przeniesiona do innego zbiornika.

Wykorzystywanie opadłej dawno temu biomasy nie jest trwałą strategią na przetrwanie, bo prowadzi do takiego przekształcenia ekosystemu, że przestaje być on zdolny do życia dla mieszkających w nim organizmów. Czasem nawet rośliny żywiące się światłem słonecznym potrafią zmienić własne środowisko na tyle, aby uczynić je niezdatnym dla własnego gatunku. Przykładem są trzciny, które budują swoje tkanki z atmosferycznego dwutlenku węgla, a następnie opadają na dno, przez co z każdym rokiem jezioro się spłyca, aż w końcu staje się niezdatne do przetrwania dla trzcin. Zamiana bagna w las jest przykładem sukcesji – naturalnego przekształcenia się jednego ekosystemu w inny pod wpływem działania żyjących w nim organizmów. Nie zawsze sukcesja prowadzi do powstania nowego ekosystemu – Catton podaje przykład drożdży winiarskich, które zamieniają cukier z winogron w toksyczny alkohol aż do osiągnięcia stężenia, które jest zabójcze zarówno dla drożdży, jak i jakichkolwiek innych organizmów beztlenowych. Przetrwanie człowieka (podobnie jak każdego innego gatunku) zależy od zdolności do utrzymania swojego środowiska w stanie zdatnym do użytku dla naszego gatunku.

Po odkryciu Ameryki nieliczni kolonizatorzy stanęli u progu ogromnego kontynentu zdolnego do wyżywienia dziesiątków milionów ludzi. Czas pionierów był czasem niesłychanego optymizmu, pewności siebie i tolerancji. Dopóki liczba kolonistów była znacznie mniejsza od pojemności środowiskowej, poziom konkurencji między osadnikami był minimalny, a nowy członek społeczności był przede wszystkim potencjalnym pomocnikiem, lub kontrahentem. Stany Zjednoczone w XVIII wieku były jednym z najbardziej demokratycznych i tolerancyjnych krajów świata właśnie dlatego, że zasoby naturalne były szeroko dostępne i każdy kto chciał np. mieć więcej ziemi mógł po prostu przenieść się na zachód, gdzie dostawał sporą działkę za bezcen. W XIX wieku gęstość zaludnienia w Stanach Zjednoczonych szybko wzrastała i pod względem presji populacyjnej Nowy Świat coraz bardziej zaczął przypominać Stary Kontynent. Catton zauważa ten trend np. na podstawie zmiany stosunku do imigracji. W pierwszych latach swego istnienia USA ochoczo sprowadzały imigrantów z Europy i Azji, oraz niewolników z Afryki. W miarę, jak w kolejnych stanach gęstość zaludnienia zaczęła zbliżać się do pojemności środowiska rosła konkurencja i napięcia. Nowy członek społeczności nie pomagał już w lepszym wykorzystaniu zasobów natury (te były już zagospodarowane), ale stawał się konkurentem o miejsce pracy, o ziemię, czy o pozycję biznesową.

Błogosławieństwem ludzi żyjących w XIX i XX wieku było sięgnięcie po nowe zasoby – martwą materię organiczną zgromadzoną w paliwach kopalnych. Podobnie jak bakterie w stawie, ludzie ochoczo rzucili się na nowe, obfite i łatwo dostępne źródło skoncentrowanej energii. Energia z paliw kopalnych zaczęła być używana jako subsydium do produkcji pożywienia – mechanizacja, irygacja i nawozy sztuczne umożliwiły produkcję znacznie większej ilości żywności niż kiedykolwiek wcześniej, a dodatku nie musimy się już tą żywnością dzielić ze zwierzętami pociągowymi, ani przeznaczać tak wielkich terenów na produkcję opału. Paliwa kopalne pozwoliły człowiekowi zasiedlić kolejne nisze ekologiczne i pozornie zwiększyły pojemność środowiskową dla naszego gatunku. Dzięki sięgnięciu po detrytus wydłużyliśmy erę optymizmu, pewności siebie i tolerancji. Nowe paliwa zapewniły ludziom nowe możliwości, dzięki temu mogła wzrosnąć populacja, złożoność i standard życia. W świecie szybkiego wzrostu nie było między ludźmi silnej rywalizacji, stąd poszanowanie dla praw innych ludzi, demokracja, wolność gospodarcza i przyjazne stosunki między narodami.

Bogactwo, jakiego doświadczaliśmy w epoce ekspansji pozwoliło nam znacznie podnieść swój standard życia poprzez m.in. zastosowanie technologii, które kiedyś były drogie i rzadko dostępne (np. indywidualny transport, chłodzone napoje, zaawansowana opieka medyczna). Ale wszystko ma swój koszt – współczesny przedstawiciel klasy średniej zużywa na swoje utrzymanie nie tylko bardzo dużo zasobów nieodnawialnych, ale też znacznie więcej produktów fotosyntezy, niż człowiek sprzed XVIII wieku. Opony do samochodów i samolotów robione są w znacznej części z naturalnego kauczuku, mydła i kosmetyki robi się z oleju palmowego. Ilekroć próbujemy zastąpić paliwa kopalne biomasą (bioetanol, współspalanie drewna, biogazownie rolnicze), prędzej czy później dochodzimy do smutnego wniosku, że nasz sprzęt konkuruje z nami o pokarm i przyczynia się do zwiększenia indywidualnej presji każdego z nas na ograniczoną pojemność środowiskową. Jak zauważa Catton, ziemia może utrzymać bardzo wielu „ludzi rozumnych”, ale znacznie mniejszą liczbę „ludzi żyjących jak kolosy”.

Część technologii zwiększa pojemność środowiskową dla człowieka poprzez zwiększenie skali, w jaki każdy z nas oddziałuje na środowisko. Aby to wyjaśnić Catton sięga po Prawo Liebiga, czyli uniwersalną zależność mówiącą, że możliwości rozwoju dowolnego organizmu ograniczone są przez dostępność do tego czynnika, którego najbardziej brakuje. Roślina musi mieć wszystkie surowce do wzrostu dostępne na miejscu, a jeśli brakuje jej np. wody, to choćby miała dość światła i azotu, zacznie zamierać. Człowiek potrafi transportować surowce z miejsca na miejsce poprzez np. handel, a więc jest w stanie utrzymywać sporą populację w miejscach ubogich w żywność, jeśli tylko są tam zasoby przydatne dla producentów żywności. Prawo Liebiga wcale nie przestało obowiązywać, zmieniła się tylko jego skala działania. W książce przytoczony jest przykład Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, które już w 1965 roku konsumowało dwa razy więcej żywności niż produkowało. Wielka Brytania czy Japonia polegają na imporcie żywności, a jednocześnie inne kraje polegają na jej eksporcie. Współczesne rolnictwo produkuje znacznie więcej żywności w przeliczeniu na pracownika, co oznacza że każdy rolnik potrzebuje większej liczby konsumentów aby zbyć swój towar. Jeśli z jakiegoś powodu handel zostanie wstrzymany, zarówno importer, jak i eksporter odczują negatywne skutki, a łączna pojemność środowiskowa tych dwóch krajów spadnie.

Zaadaptowanie się człowieka do tak wielu nisz było możliwe również dzięki specjalizacji. Ludzie wykonujący różne zawody są jak różne gatunki zamieszkujące nieco odmienne nisze w tym samym ekosystemie. Pojęcie pojemności środowiskowej odnosi się nie tylko do całości środowiska w którym żyje człowiek, ale też do poszczególnych nisz i nie ma nic wspólnego z gęstością zaludnienia – tak jak obszar wilgotnej sawanny utrzyma więcej lwów niż taki sam obszar pustyni, tak duże miasto utrzyma więcej taksówkarzy niż gmina wiejska o tej samej powierzchni. Ludzie mają zdolność do korzystania z różnych „brakujących organów”, więc mogą adaptować się do różnych nisz, ale zmiana wyuczonego zawodu wymaga czasu, wysiłku i nowych narzędzi. Zmiana dotychczasowego stylu życia jest również trudna psychologicznie, stąd ludzie mają tendencję do trzymania się starych nawyków tak długo jak to możliwe.

Osiągnięcie maksymalnej pojemności środowiska powoduje całą gamę napędzających się wzajemnie negatywnych efektów. Pierwszym jest wzrost konkurencji wewnątrz własnego gatunku i wewnątrz własnej niszy. Jeśli np. pracujesz w firmie, w której szykują się zwolnienia, to każdy kolega który ma lepsze wyniki lub większe doświadczenie stanowi zagrożenie dla twojego bytu. Tak samo jeśli prowadzisz firmę, to dotkliwie odczujesz wejście na rynek konkurenta, który zabierze ci część klientów. Antagonizm ekologiczny powoduje antagonizm emocjonalny. Jeśli drugi człowiek jest dla ciebie zagrożeniem, rywalem i kłopotem, to nietrudno poczuć wobec niego niechęć i życzyć mu nieszczęścia (na którym ty, jako jego konkurent skorzystasz). W krajach rozwiniętych największa konkurencja panuje wśród pracowników o niskich kwalifikacjach i niskich zarobkach, stąd nic dziwnego, że to im najbardziej brakuje optymizmu, pewności siebie i tolerancji. Na przykład sprzeciw wobec imigracji wyrażają głównie ci ludzie, którzy wiedzą, że napływ imigrantów pogorszy ich własny (i tak nie najlepszy) los.
Antagonistyczne relacje występują nawet tam, gdzie nie ma złych emocji, gdyż są wynikiem konkurencji o te same zasoby. Lew nie zabija zebry z nienawiści, ale dlatego że taki jest jego sposób na przeżycie. Tak samo człowiek zagarniając dla siebie kolejne nisze ekologiczne nie robił tego ze złości na inne organizmy, ale w celu podtrzymania i polepszenia własnego życia. Gdy dana nisza zostaje w pełni zapełniona, dalsze funkcjonowanie musi odbywać się w warunkach presji wewnątrzgatunkowej. Cytowany w książce Thomas Malthus zauważył już w 1798 roku, że ludzki gatunek ma tendencję do rozmnażania się ponad swoją pojemność środowiskową. Charles Darwin rozszerzył wniosek Malthusa również na inne gatunki i wywnioskował, że również po wypełnieniu w pełni swojej niszy gatunek wciąż nadmiernie się rozmnaża stwarzając warunki do selekcji naturalnej jako czynnika ograniczającego populację (i kształtującego ewolucję).

Catton w książce pisze, że nie zawsze całkowite wypełnienie własnej niszy prowadzi od razu do ustabilizowania się populacji poprzez selekcję naturalną. Wiele środowisk zawiera pewne zapasy zasobów, które umożliwiają populacji wyrośnięcie ponad możliwy do utrzymania poziom i życie przez pewien czas przejadając rezerwy. Gdy rezerwy się skończą populacja (i jej poziom życia) musi spaść do poziomu utrzymywanego wyłącznie dzięki bieżącym zasobom odnawialnym. Rozpoczynając eksploatację paliw kopalnych ludzkość wybrała dla siebie ten właśnie los. Co gorsza w wielu środowiskach możliwe jest nie tylko podbieranie zasobów zmagazynowanych w przeszłości, ale też kradzież zasobów z przyszłości. Jeśli jakieś plemię wyczerpuje składniki odżywcze z gleby szybciej, niż mogą się odnowić, to wyjaławia ją i zabiera na własne potrzeby plony z przyszłości. Jeśli wyławiamy z morza więcej ryb, niż się w nim rodzi, to zmniejszamy ilość ryb dostępną naszym potomnym.

Kradzież zasobów z przyszłości prowadzi do zmniejszenia pojemności środowiskowej dostępnej dla przyszłych pokoleń. Przyszła populacja musi spaść nie do poziomu sprzed przekroczenia pojemności środowiskowej, ale poniżej, do poziomu nowej, mniejszej pojemności środowiska.

Catton podaje za przykład lemingi z północnej Alaski, które co kilka lat mnożą się w ogromnych ilościach, przekraczają pojemność swojego środowiska, a następnie w ciągu kilku miesięcy niemal całkowicie wymierają. Arktyczne środowisko jest zamieszkane przez bardzo niewiele gatunków zwierząt, więc lemingi, podobnie jak ludzie, całkowicie dominują w swojej niszy ekologicznej. Lemingi, podobnie jak my, jedzą bardzo różnorodny pokarm i jeśli trafią na korzystne warunki, mogą błyskawicznie zwiększać swoją liczebność. Arktyczne rośliny rosną bardzo wolno, więc po okresie braku lemingów są one rozrośnięte i nawet nadmierna populacja gryzoni jest w stanie się wyżywić przez jakiś czas. Gdy grunt zamarza rośliny przestają rosnąć, a lemingi dalej żerują pod śniegiem. Ostatnie pokolenie lemingów żyje jak bakterie w stawie – pożera zasoby, które w skali życia gryzonia są nieodnawialne.

Cykl leminga występuje tylko w bardzo ubogich środowiskach, w których jest jeden dominujący gatunek roślinożercy, który odżywia się tylko kilkoma dostępnymi gatunkami roślin. W cieplejszych obszarach występuje wiele konkurujących ze sobą gatunków roślinożernych, których baza pokarmowa częściowo się pokrywa. Żaden z gatunków nie może nadmiernie się rozmnożyć, gdyż wtedy jego ulubione rośliny staną się rzadsze, zaś inne rośliny stanowiące pokarm zbliżonych gatunków staną się częstsze.

Nadmierne korzystanie ze środowiska przynosi też inne zagrożenia. Catton przywołuje przykład zajęcy amerykańskich i odżywiających się nimi rysi kanadyjskich. Populacja zająca zmienia się cyklicznie podobnie jak populacja lemingów. Przyczyną załamania się liczebności zajęcy jest nie tylko wyczerpanie się zasobów żywności oraz drapieżnictwo, ale również choroba powodująca niewydolność wątroby, która roznosi się dopiero przy dużym zagęszczeniu populacji. Rysie, które w ubogim kanadyjskim środowisku żywią się głównie zającami, również giną masowo, gdy choroba zabierze ich główne pożywienie. Na tej samej stronie książki pokazano wykres populacji rysi i zajęcy, oraz wykres przedstawiający liczbę mieszkańców Irlandii przez ostatnie trzy stulecia. Załamanie się populacji Irlandczyków w połowie XIX wieku spowodowane było nadmiernym uzależnieniem od jednego gatunku pożywienia – ziemniaka. Ziemniak uprawiany w bardzo dużym zagęszczeniu, staje się wrażliwy na choroby, podobnie jak zając. Od XVII wieku rosnąca liczba ludności Irlandii zmuszała do zwiększania efektywności rolnictwa, a ponieważ ziemniak dawał lepsze plony niż inne rośliny, z biegiem czasu stał się praktycznie jedynym uprawianym gatunkiem.

Catton podaje przykład lemingów i rysi aby zasygnalizować jakie ryzyka niesie ze sobą całkowita dominacja w ekosystemie. Cykl niekontrolowanego wzrostu kończącego się upadkiem populacji występuje u bardzo różnorodnych organizmów występujących w ubogich gatunkowo środowiskach i można zakładać, że tak samo dotyczy też ludzi. Również korzystanie z nieodnawialnych zasobów martwej biomasy jest strategią na przeżycie pewnej grupy organizmów. Studiowanie zachowania gatunków, których strategię życia imitujemy, pozwala nam wysnuć dość niepokojące wnioski dotyczące przyszłości naszych dzieci.

Rysunek 3. Adaptacja gatunku do podwyższonej pojemności środowiska może zachodzić w rożny sposób. W scenariuszu A populacja powoli rośnie aż do pełnego wypełnienia własnej niszy ekologicznej. Scenariusz B zakłada, że gatunek ma tendencję do pogarszania stanu swojego środowiska w miarę wzrostu liczebności – po zbliżeniu się do maksymalnej pojemności ekosystemu wzrost populacji szybko hamuje. Krzywa C jest charakterystyczna dla gatunków, które dominują we własnym środowisku, a ponadto są w stanie „kraść zasoby z przyszłości” – tak jak lemingi pożerają młode pędy zanim te się rozwiną. W wariancie C pojemność środowiska zależy od historycznej populacji. Krzywa D jest charakterystyczna dla gatunków eksploatujących nieodnawialne surowce. Korzystanie z martwej materii organicznej pozwala stworzyć „tymczasową pojemność środowiskową” i na okres kilku pokoleń powiększyć populację (lub standard życia) znacznie powyżej pojemności środowiskowej.

Autor książki nie ograniczył się do nakreślenia czarnej wizji, ale jasno zasygnalizował, że skoro człowiek (jak każdy inny gatunek) żyje w środowisku o ograniczonej pojemności, to jedyną szansą na uniknięcie cyklicznych wymierań jest pobieranie ze środowiska tylko odnawialnych zasobów w takim tempie, aby mogły się regenerować. Catton nie podjął się oszacowania pojemności środowiskowej planety dla naszego gatunku, ale przypuszczał, że już w jego czasach (1980 rok) pojemność ta została zauważalnie przekroczona, a w najlepszym razie zostanie przekroczona już wkrótce. Zalecał, aby działać tak, jakby ludzie już przekroczyli maksymalną możliwą do utrzymania liczebność, gdyż zejście poniżej dopuszczalnej przez naturę liczebności da nam wyższy komfort życia, podczas gdy pozostanie powyżej gwarantuje katastrofę.

Uważam, że „Overshoot: – ekologiczne przyczyny rewolucyjnej zmiany” to bardzo dobra lektura dla czytelników Ziemi na Rozdrożu. Książka nie daje dobrych prognoz na przyszłość ani łatwych rozwiązań, ale pomaga zrozumieć, czemu „trudne” rozwiązania, na przykład te, są tak konieczne. Dzieło Cattona tłumaczy, że maksymalna ochrona środowiska naturalnego służy nie tylko „ginącym gatunkom”, ale przede wszystkim zachowuje wysoką pojemność środowiskową dla ludzi.

Książka została wydana tylko po angielsku i jest napisana dość trudnym językiem, więc nie każdy będzie w stanie ją przeczytać. Kto chce może kupić książkę przez internet, lub tak jak ja zamówić przez wypożyczalnię międzybiblioteczną (mój egzemplarz sprowadzono z Hamburga). W dzisiejszych czasach trudno znaleźć autora, który opisuje historię ludzkości bez oderwania jej od wiedzy przyrodniczej. William Catton jest jednym z nich i mogę z czystym sercem polecić jego książkę wszystkim, którzy wiedzieć i rozumieć więcej.

Bernard Swoczyna

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly