ArtykulyPowiązania

Dlaczego mimo cywilizacyjnego postępu pracujemy tak długo?

Wydawałby się, że wraz z cywilizacyjnym postępem i automatyzacją pracy, dzięki której ludzi coraz częściej zastępują maszyny, powinniśmy pracować coraz mniej. Niestety, tak nie jest. Obecny 40-godzinny tydzień pracy zawdzięczamy Henry Fordowi, amerykańskiemu przedsiębiorcy, właścicielowi marki Ford. Standard ów został wprowadzony niemal 90 lat temu, w 1926 roku. Warto więc zadać sobie pytanie, które kiedyś podczas jednego z seminariów zadał również mój promotor: dlaczego pracujemy tak długo, mimo cywilizacyjnego postępu, który przecież dokonał się na naszych oczach, o czym najlepiej może zaświadczyć pokolenie naszych dziadków? John Maynard Keynes, słynny brytyjski ekonomista, twórca idei interwencjonizmu państwowego w 1930 roku prognozował: „Pod koniec XX wieku ludzkość będzie dysponowała tak zaawansowanymi maszynami, że człowiek nie będzie musiał poświęcać na pracę więcej niż 15 godzin tygodniowo”. Wtórowali mu wtedy także liczni inni ekonomiści. Brzmi fantastycznie, prawda? Pracować mniej za te same pieniądze, mając więcej czasu dla rodziny i wolnego czasu, który możemy poświęcić na to, co najbardziej lubimy robić. Gdzie są więc te korzyści z rozwoju transportu i łączności, mechanizacji procesów produkcyjnych, bez których obecnie nie wyobrażamy sobie naszego życia?

Gdzie się podział nasz czas wolny?

Korzyści z rozwoju technologii czerpią przede wszystkim pracodawcy, którzy zastępując ludzką pracę bardziej wydajnym maszynami zwiększają swoje zyski, gdyż w ten sposób spadają koszty związane z wypłatą pensji pracowniczych. Zamiast więc skracania czasu pracy, mamy zwolnienia części załogi. Aby nie odwoływać się do przykładów z przeszłości, posłużę się tutaj przykładem dobrze nam znanym z czasów nam współczesnych. W sieciach supermarketów od niedawna, także w Polsce, funkcjonują kasy automatyczne, w których sami możemy zapłacić za zakupy bez potrzeby angażowania w cały proces kasjera. Podobnie pojawiają się automaty do sprzedaży biletów w komunikacji czy kinie. Tak więc można założyć, że już w być może niedalekiej przyszłości zawód kasjera – w supermarkecie, kinie czy na stacji okaże się zbyteczny. Zamiast kasjerów wystarczy postawić kilkanaście kas automatycznych oraz kogoś, kto będzie służyły pomocą tym, którzy nie wiedzą, jak je obsługiwać – z czasem również te miejsca pracy staną się niepotrzebnym „finansowym balastem”, zmniejszającym zyski pracodawcy. Jak szacuje laureat Nobla z ekonomii Paul Krugman, rozwój technologii likwiduje na świecie około 10 mln tradycyjnych miejsc pracy rocznie. Ile tworzy nowych? Niestety na pewno mniej. Kolejną przyczyną jest globalizacja. Robotnicy z Europy i Stanów Zjednoczonych konkurują dziś nie tylko między sobą, ale także z pracownikami z Chin, Indonezji czy Wietnamu. A tam tydzień pracy nadal trwa 55-65 godzin – przy znacznie niższych wynagrodzeniach, braku ubezpieczeń i praw chroniących pracowników i środowisko.

Dochodzi do tego także powód, który jest zarazem skutkiem technologicznego postępu. Wraz z rozwojem technologii nastąpił również rozwój marketingu, który bardzo często, wręcz nagminnie wmawia nam, że potrzebujemy rzeczy, chociaż ich tak naprawdę nie potrzebujemy. Sztuką jest sprzedać nie to czego potrzebujemy, lecz to, czego nie potrzebujemy. W ten sposób kreowany jest dodatkowy popyt i nadkonsumpcja. Z tej podstawowej zasady marketingu korzystał choćby Steve Jobs, prezes Apple. Przykładów potwierdzających istnienie tego zjawiska każdy z nas może przytoczyć bardzo wiele. Ile bowiem razy zdarzyło się nam kupić coś, czego nie było na naszej liście zakupów? Postęp technologiczny wytworzył również nowe produkty: telewizory, komputery, telefony komórkowe, samochody itd. Wraz z rozwojem transportu, szczególnie tanich linii lotniczych, rozwinął się sektor usług turystycznych, a zagraniczne wczasy w „egzotycznych krajach” stały się oznaką wysokiego statusu społecznego.

Hiperkonsumpcja praprzyczyną długiego tygodnia pracy.

Na rynku usług coraz częściej pojawiają się tak potrzebne usługi jak np. restauracje dla psów, wśród produktów warto wymienić peruki dla niemowlaków. Mając do czynienia z „urodzajem dostatku” wielu tysięcy różnego rodzaju usług i produktów, nie tylko pracujemy tyle samo co nasi dziadkowie, lecz często płaca, jaką dostajemy za naszą pracę, nie wystarcza na zaspokojenie naszych rozbudzonych przez wszechobecny marketing potrzeb. Ale brak pieniędzy nie stanowi dziś przecież problemu, prawda? Przecież zawsze można wziąć kredyt, dzięki czemu wszystko to, do czego namawia nas marketing, jest na wyciągnięcie ręki. Zadłużamy się więc, biorąc kredyty.

„Wydajemy pieniądze, których nie mamy, na rzeczy, których nie potrzebujemy, aby zaimponować nimi ludziom, którzy w gruncie rzeczy nic nas nie obchodzą.”

Zadłużają się również państwa, firmy i samorządy. Cała nasza globalna gospodarka wydaje się być uzależniona od opartego na długu wzroście. Warto zadać sobie pytanie: czy czujemy się przez to szczęśliwsi niż nasi przodkowie? Im więcej rzeczy posiadamy, tym bardziej się od nich uzależniamy i tak naprawdę to nie my je mamy, lecz „one” mają nas. Czy wyobrażamy sobie współcześnie życie bez telewizji, internetu czy telefonów komórkowych? W czasach Keynesa zadłużanie się nie było tak powszechne i głębokie – większość ludzi wydawała tyle, ile zarabiała. Potęga krajów Zachodu (m.in. USA, Niemiec, czy krajów skandynawskich) była oparta na czterech wartościach: pracowitości, uczciwości, oszczędności i zaufaniu społecznym. Czy zatem możemy przerwać te błędne koło? Czy musimy tyle pracować, aby utrzymać obecny poziom życia? Przy czym, warto w tym miejscu zaznaczyć, że Polacy znajdują się w europejskiej czołówce w tej dziedzinie, spędzając w pracy w ciągu tygodnia aż dwie godziny więcej niż przeciętny Europejczyk.

Pomysły na skrócenie czasu pracy.

Na świecie pojawia się wiele inicjatyw mających na celu ograniczenie naszego czasu pracy. Jedną z nich jest propozycja meksykańskiego miliardera Carlosa Slima, należącego do grupy najbogatszych ludzi na świecie. Otóż postuluje on, aby tydzień pracy ograniczyć do trzech dni po 11 godzin pracy, co łącznie w tygodniu ograniczy czas pracy o 7 godzin – z 40 do 33. Trzy dni zwiększonego wysiłku byłyby zatem zrekompensowane czterodniowym weekendem. Urząd Göteborga, drugiego co do wielkości miasta Szwecji 1 lipca zapoczątkował nietypowy eksperyment. Podzielono miejscowych urzędników na dwie grupy. Jedna grupa urzędników ma pracować przez standardowe 8 godzin, czas pracy drugiej został ograniczony do 6 godzin. Wynik tego eksperymentu ma odpowiedzieć na pytanie, czy pracując krócej można zwiększyć efektywność pracy, tak aby pracownicy i pracodawcy (w tym wypadku raczej petenci) byli zadowoleni. Wyniki zostaną podsumowane i ocenione po roku. Jest szansa, że za rok wszyscy urzędnicy w Göteborgu będą wychodzić z pracy po sześciu godzinach. Mieszcząca się pod Göteborgiem fabryka Toyoty już kilka lat temu jedną ośmiogodzinną zmianę zastąpiła dwiema: część mechaników pracuje od 6 do 12, reszta od południa do 18. Zarabiają tyle samo, co wcześniej – w przeliczeniu na nasze po ok. 13 tys. zł brutto. Rzecznik göteborgskiej Toyoty Elisabeth Jonsson zapewnia, że wzrost wydajności (pracownicy nie mają przerw) jest obiecujący. Skrócenie czasu pracy jednak chyba trochę Toyotę uderza po kieszeni, bo na razie koncern nie zamierza tego nowatorskiego modelu pracy przeszczepić do swoich innych fabryk w Europie.

W najbardziej rozwiniętych społeczeństwach – w Holandii czy Danii – już dziś średni czas pracy to zaledwie 30-33 godz. w tygodniu. Wynagrodzenia są tam bowiem na tyle wysokie, że co trzeci zatrudniony pracuje w niepełnym wymiarze godzin, także pracownicy banków czy lekarze. Pełny etat w krajach Beneluksu i Skandynawii to wciąż 38-40 godzin, ale i to może się za jakiś czas zmienić. Być może zatem najlepszą metodą na ograniczenie czasu pracy w Polsce jest wzrost zarobków do poziomu występującego na Zachodzie (praca w niepełnym wymiarze godzin), rezygnacja z opartej na pożyczkach i kredytach nadmiernej konsumpcji oraz życie na poziomie adekwatnym do zajmowanej przez nas pozycji zawodowej i społecznej. Ustawowe, odgórne ograniczenie czasu pracy może natomiast pociągnąć za sobą utratę konkurencyjności na międzynarodowych rynkach, gdyż kapitał danego społeczeństwa (państwa) bierze się z liczby osób aktywnych zawodowo oraz efektywnie przepracowanych (przez nich) godzin pracy. Jak więc twierdzi Larry Page, drugi obok Sergey Brin’a założyciel Google’a, ewentualne skrócenie tygodnia pracy musiałoby być skoordynowaną akcją, być może pod auspicjami rządów zainteresowanych państw.

Bartosz Jędryka

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly