ArtykulyPowiązania

Ucieczka z pułapki

1. Wstęp

Pułapki to mniej lub bardziej zamaskowane twory, bądź sytuacje, w które przy braku ostrożności łatwo wpaść, a z których wyjście jest trudne lub zgoła niemożliwe. Zasadniczym skutkiem znalezienia się w ich zasięgu jest ograniczenie wolności. Wydawać by się zatem mogło, że świecie, w którym wolność stawiana jest na piedestale, temat pułapek powinien być na porządku dziennym. Tak się jednak nie dzieje, co musi mocno zastanawiać. A może są na tyle rzadkie, że nie warto zaprzątać nimi głowy? Niestety nie. Głębszy namysł nad otaczającą nas rzeczywistością uświadamia, że spotykamy je niemal na każdym kroku. Co gorsza, nawet najbardziej ostrożni ludzie nie mogą powiedzieć, że sprawa ta ich nie dotyczy, gdyż cały nasz świat zmierza w kierunku sytuacji, która odpowiada kryterium pułapki.

4. Model poglądowy: autobus na górskiej drodze

Do opisania pułapki, w jaką wszyscy wpadamy, posłużę się prostą i łatwą do wyobrażenia analogią. Wyobraź sobie długi i prosty odcinek górskiej drogi – dosyć stromy, ale pozwalający na szybką jazdę – który kończy się ostrym zakrętem. Zakręt zabezpieczony jest barierą, gdyż droga na tym odcinku poprowadzona jest nad przepaścią. Pojazd, który rozwinie nadmierną prędkość i zbyt późno zacznie hamować, znajdzie się w sytuacji bez wyjścia. Można powiedzieć, że już jest w pułapce, choć jej faktyczne skutki dopiero nastąpią. W szczęśliwszym przypadku będzie to rozbicie się o barierę, zaś w gorszym, upadek z dużej wysokości.

Dla zanalizowania tej sytuacji podzielę ją na fazy, które w sposób istotny różnią się od siebie:

Faza przedkrytyczna

Autobus zdążył się już mocno rozpędzić, ale wciąż znajduje się daleko od zakrętu. Jest jeszcze czas i miejsce, aby zwolnić do bezpiecznej prędkości, jeśli jednak taka decyzja nie zostanie podjęta, kierowca i pasażerowie niechybnie znajdą się w strefie oddziaływania pułapki. Mówiąc ogólniej, faza przedkrytyczna pułapki polega na tym, że to, co w jej obrębie robi podmiot, musi doprowadzić do położenia skutkującego utratą jakiejś dozy wolności lub innymi stratami, ale jest jeszcze czas, aby zmienił on swoje postępowanie i nie doświadczył złych następstw.

Faza krytyczna

W jej trakcie wciąż istnieją szanse uniknięcia pełnych skutków pułapkowania, ale wymaga to już określonych poświęceń. Na początku hamowanie silnikiem można z dobrym skutkiem wspomóc zwykłymi hamulcami, ale spowoduje to ich uszkodzenie. Dłuższe zablokowanie kół grozi także wytarciem, a nawet zapaleniem się opon, może jednak pozwolić na wytracenie szybkości. Kiedy i to nie zdoła pomóc, możliwy jest jeszcze desperacki manewr: Kierowca, który zdał sobie sprawę, że nie uniknie wypadku, może ratować się ucieczką na pobocze (zakładając że jest dostatecznie szerokie). Grozi to wywrotką, ale i tak będzie dużo bezpieczniejsze od wylecenia w przepaść.

Faza martwa

Jest to strefa czasowa bezpośrednio poprzedzająca doświadczenie skutków pułapki. Nie można już nim zapobiec, ale wciąż jeszcze nic złego się nie stało. W naszym przykładzie będzie to okres zbliżania się do zakrętu, w którym nie ma już czasu na manewr ratunkowy.

Faza pułapkowania

Myślę, że nie ma potrzeby rozwijania szczegółów następstw wypadku, do jakiego mogłoby dojść, gdyby autobus wypełniony ludźmi wpadł na barierę i ją przełamał.

A teraz przyjrzyjmy się kryteriom szeroko rozumianej ekonomii, które posłużą do pogłębienia naszej analizy. Będą odniesione do różnych etapów oddziaływania pojazdu z pułapką:

Koszty zapobiegania

Jak wcześniej pisałem, niemal każda potencjalna pułapka oferuje coś atrakcyjnego – jakiś walor, który zachęca do podjęcia ryzyka. Jazda po górskiej drodze może dostarczyć dreszczyku emocji, zaś ceną bezpiecznego podróżowania jest wyrzekanie się tej przyjemności. Do kosztów zapobiegania dochodzi jeszcze zachowanie punktualności, a jeśli wyjazd się przeciągnął, konsekwencje spóźnionego dojazdu do celu.

Koszty ratowania się przed pułapką

W opisywanym przypadku straty zależne byłyby od zaawansowania fazy krytycznej. Wymieńmy odpowiednio: koszty wymiany hamulców lub opon, usuwania skutków wywrotki wraz z kosztami ludzkimi związanymi z ewentualnością obrażeń. Do tego trzeba by jeszcze dodać opóźnienie podróży znacznie większe niż wynikające z ostrożnej jazdy.

Koszty wychodzenia z pułapki

Tutaj także powstrzymam się od opisywania następstw, które bez trudu można sobie wyobrazić.

Na koniec tej części rozważań polecić mogę skonfrontowanie kosztów zapobiegania z ceną płaconą za oddawanie się niebezpiecznej przyjemności – dla opisanej lub każdej innej pułapki.

6. Megapułapka

Nasza planeta to bardzo skomplikowany, dynamiczny układ, który swym lokatorom oferuje wspaniałe możliwości, jednak niewłaściwe obchodzenie się z jej zasobami stwarza też wiele poważnych zagrożeń. Podstawowe problemy opiszę odwołując się do przykładu z punktu 4.

Ludzka cywilizacja jest jak ogromny pojazd, który z biegiem czasu staje się coraz większy, a jednocześnie nieustannie przyspiesza. Ludzi ciągle przybywa i to w tempie wykładniczym, a średnio rzecz biorąc każdy z nas coraz więcej konsumuje. Jasne jest, że ziemskie zasoby są ograniczone i kiedyś musi dojść do napotkania bariery wzrostu. Najważniejsze uwarunkowania dotyczą energii. Jej odnawialne źródła pozwalają na znacznie mniej, niż to co obecnie zużywamy, jeśli więc chcemy dalej egzystować, będziemy musieli znacząco zredukować apetyt. Ostry zakręt, począwszy od którego trzeba będzie poruszać się dużo wolniej, nie jest wcale daleko. Trzeba mieć przy tym na uwadze fakt, że bezwładność owego umownego pojazdu jest bardzo wielka, a co gorsza, na razie nikt nie wyobraża sobie gospodarczego funkcjonowania bez wzrostu produkcji (choćby ze względu na konieczność spłacania kredytów, których wolumen na domiar złego rośnie i to w sposób przyspieszony z powodu kumulowania się odsetków). Jeśli zasadnicza przebudowa systemów ekonomicznych oraz ogólnej filozofii egzystowania nie nastąpi dostatecznie wcześnie, będzie musiało dojść do zderzenia z barierą surowcową. Może to doprowadzić do poważnych i trudnych do przewidzenia perturbacji. Aby zapobiec zapaści gospodarczej, niektóre rządy w walce o dobra strategiczne mogą sięgnąć po rozwiązania siłowe, co przy obecności zimnowojennych arsenałów broni grozi skutkami analogicznymi do stoczenia się w przepaść po przełamaniu barier na zakręcie.

Pułapka energetyczna to nie bynajmniej jedyny problem naszej cywilizacji. Nasz wzrost generuje także szereg problemów towarzyszących. Zmiana klimatu powodowana emisją gazów cieplarnianych to nie tylko koszty likwidacji skutków częstszych katastrof pogodowych. Ocieplanie się klimatu jest źródłem całego łańcucha niekorzystnych zjawisk: Topnienie lądolodów będzie coraz szybciej podnosić poziom oceanów i coraz więcej ludzi będzie musiało opuszczać nadbrzeżne obszary i całe wyspy. Zanik górskich lodowców znacznie pogłębi deficyt wody pitnej, który już i tak jest znaczący ze względu na wyczerpywanie się podziemnych zbiorników. Lista oczekujących nas „atrakcji” jest bardzo długa.
Są jeszcze inne złowróżbne efekty związane ze wzrostem ludności i poziomu konsumowania. Groźbę tej pułapki muszą uznać nawet optymiści, którzy wierzą, że zanim wyczerpią się zasoby ropy, gazu i uranu, zdołamy opanować syntezę termojądrową. Odłowy ryb na wielu akwenach przekraczają zdolność naturalnej regeneracji. Ocenia się, że przy obecnym wzroście zapotrzebowania na owoce morza, za 20 lat rybołówstwo może ulec całkowitemu załamaniu. Rosnące potrzeby żywnościowe wzmagają także niebezpieczeństwo ryzykownych metod przyrostu wydajności. Presja potrzeb oraz wzrost potęgi koncernów tej branży powoduje, że sięga się po genetyczne manipulacje zwierząt hodowlanych i roślin bez dostatecznych badań nad ich skutkami. W niedawnej przeszłości doświadczyliśmy szeregu chorób odzwierzęcych związanych z samymi tylko eksperymentami paszowymi, a co nas może czekać kiedy zaczniemy ryzykować znacznie bardziej? Już teraz stosowanie pestycydów skutkuje pogarszaniem się stanu zdrowia młodych roczników, nawet w krajach wysoko rozwiniętych, takich jak Francja. Fakt, że dzieci są w gorszej kondycji zdrowotnej od swoich rodziców jest bezprecedensowy, gdyż od pokoleń następował w tej mierze systematyczny postęp.

Odwołując się do analogii drogowej, te oraz wiele innych niewymienionych okoliczności przypominają sytuację, kiedy z biegiem czasu nie tylko przybliża się niebezpieczny odcinek drogi, ale kierowca zaskakiwany zostaje niekorzystnymi zmianami przyczepności nawierzchni (liście na drodze, wilgoć, lód).

Pogarszanie się stanu środowiska naturalnego, zanik bioróżnorodności, obok niekorzystnych efektów ekonomicznych (krótkowzroczne priorytety film farmaceutycznych i niedostateczne budżety placówek rządowych), skutkuje przegrywaniem wyścigu pomiędzy wprowadzaniem nowych antybiotyków, a uodparnianiem się i uzłośliwianiem bakterii. Wraz ze wzrostem liczby ludności oraz zakresu migracji, grozi to wybuchem katastrofalnych pandemii.

To oczywiście nie jedyne wydarzenia, jakie mogą nas zaskoczyć.

Wszystko to przywodzi na myśl głazy, które czasami spadają w górach na jezdnię. Pędzący pojazd, przed którym by się pojawiły, z podobnych powodów co przed zakrętem, a więc ze względu na niemożność szybkiego wyhamowania, znalazłby się w katastrofalnej pułapce. Oczywiście także względnej. Gdyby był zwrotny i odporny na uderzenia, mógłby uniknąć szkody ze strony mniejszych, a więc bardziej prawdopodobnych kamieni. Tymczasem nasz wielki społeczno – ekonomiczny wehikuł jest tak niesprawny, że zdarzają mu się poślizgi nawet na prostej drodze. Dobrze wiemy, jak niestabilny jest światowy system finansowy, który wpada w kryzysy niejako sam z siebie – na skutek swych własnych niedoskonałości.

7. Efekty towarzyszące

Analizy dokonywane z dystansu warto uzupełnić o spostrzeżenia bardziej szczegółowe oraz dotyczące czynników psychologicznych. Dopiero one, wraz z interakcjami w skali makro, pozwalają docenić powagę sytuacji.

Najpierw przyjrzyjmy się kierowcom naszego wielkiego pojazdu. Pominę nawet to, że zmieniają się co kilka lat, co utrudnia, choć nie uniemożliwia prowadzenie długofalowej polityki. Istotniejsze jest coś, co przypomina celowe zasłanianie odleglejszych odcinków jezdni. Tak bowiem można poglądowo opisać skutki wiary w regulującą moc rynku. Co gorsza, znaczna część potencjalnych decydentów żywi pogląd, że problemy, na jakie natrafia życie gospodarcze, pochodzą z niepełnego kierowania się wolnorynkowymi przykazaniami (czytaj: za bardzo jeszcze przejmujemy się sytuacją na drodze – np. ludźmi, którzy wpadają czasem pod koła).

Ale to też tylko część prawdy o rządzących elitach. Jeszcze ważniejsi są osobnicy na nieco dalszych fotelach, którzy co i rusz nachylają się do (oficjalnych) kierowców. To oni opłacają kosztowne kampanie wyborcze, finansują lobbystów i media, a jak trzeba, są w stanie przegrać do kogoś w umowne karty dowolnie dużą sumę. Niejeden powiedziałby, że nie ma niczego złego w tym, że to oni pociągają za najważniejsze sznurki, gdyż są wybitnie uzdolnieni. Tu niestety odzywają się psychologiczne luki w edukacji. Władza w połączeniu z wyjątkową inteligencją i pułapkami mentalnymi, to niezawodny przepis na nieszczęście. Ludzie ci po uszy tkwią w poglądach, które paraliżują myślenie w newralgicznych kwestiach. Siła tych potrzasków jest proporcjonalna do rozmiaru nieszczęść, do jakich się przyczyniły, musi być zatem ogromna. Podobnie z poglądami na temat globalnych zagrożeń, które są „sprzedawane w pakiecie” z uprzywilejowaną pozycją. Ktoś, kto czerpie ogromne korzyści ze wzrostu taniej produkcji, będzie oczywiście odczuwał przemożną potrzebę, aby zaprzeczać wszystkiemu, co jest ciemną stroną industrializacji.

Spójrzmy teraz na pozostałych pasażerów. Czy obawiają się szybkiej jazdy? W znakomitej większości nie – wręcz przeciwnie, bardzo pragną w swym stanie posiadania dorównać potentatom, a zatem swoich szans upatrują w przyspieszeniu wzrostu gospodarki. Oni także skłonni są lekceważyć, albo wręcz wyśmiewać, ostrzeżenia ludzi uważanych przez nich za czarnowidzów i ekologicznych oszołomów. Z takich poglądów naprawdę trudno jest wyjść na wolność. Chętnie kupują zręcznie podsuwane przekonania, które czynią z nich bezwolną masę, zapracowującą się dla gorszej przyszłości swojej i własnych dzieci (to nie przejęzyczenie, co najwyżej lekka przesada). Na przykład na temat iluzji nieograniczonego wzrostu albo spisku klimatologów, którym udało się wielu rządom (na szczęście nie wszystkim) wmówić konieczność wprowadzenia kwot emisji CO2. Co więcej, ponieważ wykształconym ludziom wydaje się, że znają się na wszystkim, są zachowawczą siłą, która sprzeciwia się zmianom systemowym – choćby na takiej zasadzie, że „nie dadzą sobie mówić”, że nie potrafili dostrzec wadliwości rozwiązań, z jakich korzystają i jakie afirmują.

Podsumowując, mega pułapka, z jakiej trzeba by uciec, aby myśleć o pomyślnej przyszłości, to nie tylko cały system sytuacji, które narastają, i które wzajemnie na siebie wpływając, potęgują swą destrukcyjną moc. To także, a może przede wszystkim, cała masa mylnych przekonań, które głęboko zakorzeniły się w ludzkich umysłach.

8. Świat ludzi mądrych

Powyższe rozważania uzmysławiają, że droga do poprawy rokowań na przyszłość wiedzie poprzez uwolnienie myślenia.

Gdybyśmy już wkroczyli w okres niedoboru, można by wątpić, czy sama mądrość wystarczy, gdyż trzeba by apelować nie tylko do zrozumienia, ale i do poświęceń. Na szczęście wciąż jest czym nakarmić wszystkich ludzi i z czego wyprodukować to, co jest im konieczne dla zaspokojenia innych żywotnych potrzeb. Na korzyść systemowych zmian działa również fakt, że szczęście ludzkie nie jest proporcjonalne do zgromadzonego majątku. Założenie, że ludzie gromadzą pokaźne konta głównie dla zabezpieczenia pomyślnej przyszłości, otwiera drogę do użycia tych pieniędzy w sposób sprzyjający wychodzeniu z opisanej w tej pracy pułapki cywilizacyjnej.

Teraz czas na kluczowe rozumowanie, które pokaże, na czym miałoby polegać sedno zmian. Wyjdę z założenia, że ludzkie szczęście nie zależy (również) od poziomu konsumowania, w przeciwnym wypadku wszyscy bylibyśmy nieporównanie szczęśliwszy od naszych przodków (zwłaszcza tych odleglejszych). Tak naprawdę jakość życia jest w głównej mierze funkcją zaspokojenia potrzeb. A skoro są one tak ważne, warto się im bliżej przyjrzeć. Wśród wrodzonych są tak podstawowe jak fizjologiczne, które muszą być zrealizowane oraz takie, których niezaspokojenie nie jest groźne, ale powoduje znaczący dyskomfort (np. potrzeba miłości). Poza potrzebami naturalnymi istnieją aspiracje, które są powodowane przez czynniki kulturowe (np. nawyk oglądania seriali, śledzenia codziennych wiadomości, czy spożywania takich a nie innych potraw). Niektóre z nich mają szczególny związek z obrazem współczesnego życia, co więcej, są celowo przez określone podmioty rozbudzane. Chodzi o chęć nabywania dóbr, bez których do tej pory doskonale się obywaliśmy, ale kiedy pojawiają się w reklamach, a także u naszych sąsiadów i znajomych, zaczynamy odczuwać ich brak.

Za zaspokajanie owych zasugerowanych nam zachcianek często płacimy potrzebami, które są dla nas o wiele ważniejsze, w szczególności intensywna praca konieczna dla zdobywania kosztownych dóbr zubaża kontakty i możliwości wypoczynku, może nawet podkopywać nasze zdrowie. Decydując się na zmniejszenie tempa przyrostu stanu posiadania, możemy pełniej zaspokajać naprawdę ważne dla nas potrzeby. Co więcej, rezygnując z nabywania kosztownych zbytków, możemy także realizować zaniedbywane do tej pory aspiracje, albo też poszukiwać całkiem nowych, nie znanych do tej pory satysfakcji. Zredukowanie czasu pracy oddala ekskluzywne dobra, ale uwalnia przestrzeń dla mało kosztownych, a mimo to obfitych w pozytywne doznania aktywności – np. dla rozwoju duchowego, kontaktu z przyrodą, z dobrami kultury i bliskimi nam ludźmi.

Przedstawiona powyżej filozofia życia może zainicjować cały ciąg efektów mogących gruntownie zmienić jego obraz:

• Edukacja odciążona od wymogów stawianych ludziom, aby byli bardziej produktywni, mogłaby wreszcie na dobre zacząć służyć ich jakości życia. Kształtowałaby wrażliwość estetyczną, wiedzę przydatną poprawie relacji międzyludzkich i rozwojowi osobowości, itp. Mogłaby też znacząco podnieść zrozumienie mechanizmów współczesnego świata.

• Restrukturalizacja i generalne zmniejszenie produkcji pozwoliłoby na odciążenie środowiska naturalnego i spowolnienie tempa eksploatacji zasobów.

• Redukcja konsumeryzmu oraz wzrost świadomości indywidualnych donatorów uwolniłyby środki potrzebne dla walki z nędzą na poziomie krajowym i międzynarodowym.

• Poprawa standardu życia i edukacji krajów rozwijających się zatrzymałaby eksplozję demograficzną na tych obszarach. Lepsza atmosfera międzynarodowa wpłynęłaby na inne źródło tendencji do wzrostu ludności – na dążenie do ilościowej hegemonii poszczególnych narodów.

• Zatrzymanie wzrostu populacji, wraz ze zmianami jakościowymi, pozwoliłoby na zapoczątkowanie odbudowy środowiska naturalnego.

• Skuteczna walka z biedą to zmniejszenie ryzyka terroryzmu i wojen, co pozwoliłoby na redukcję olbrzymich wydatków na zbrojenia i bezpieczeństwo. Uwolniłoby to dalsze środki potrzebne dla rozpowszechniania dobrobytu.

• Walka z ubóstwem, inwestowanie w edukację oraz w infrastrukturę (eliminacja dzielnic gangów i nędzy), poprawa dostępności i jakości pracy oraz zmniejszenie fascynacji pieniądzem, stworzyłyby warunki do skutecznej redukcji przestępczości. Poprawiłoby to stan bezpieczeństwa oraz uwolniło kolejne środki przeznaczane obecnie na ściganie i penalizację przestępstw.

• Dzięki nowej filozofii myślenia i postępowania oraz środkom pozyskiwanym przez wymienione powyżej poczynania, można by równolegle wprowadzać zmiany służące poprawie odporności naszej cywilizacji na destabilizujące zjawiska naturalne i inne –w tym budowanie stabilnego systemu ekonomicznego oraz stwarzanie większej samowystarczalności regionów.

Reasumując, przegląd opisanych przedsięwzięć uświadamia, że odpowiednio intensywne działania reformatorskie sprowadziłyby koszty zapobiegania cywilizacyjnej pułapce do poziomu ujemnego! Inaczej mówiąc, pozytywne efekty mogłyby znacznie przewyższyć poświęcenia potrzebne do tego, aby oddalić widmo globalnych katastrof.

Całość artykułu dostępna jest na stronie Rogalinski.com

Witold Nowak

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly