Wuj Zhanga Junweia zmarł mając zaledwie 50 lat. W ciągu 3 lat walki z rakiem lekarze usunęli mu odbytnicę i pęcherz. „Być może śmierć dla niego była lepsza” – stwierdza Zhang, przypominając sobie cierpienia wuja. Mimo to nawet po 2 latach od jego śmierci nadal nie chce podać jego nazwiska, obawiając się, że nawet teraz, opowiadanie jak żył i jak umierał mogłoby sprowadzić kłopoty na jego rodzinę.
Wuj Zhanga żył w prowincji Jiangsu, w liczącej 7000 mieszkańców wiosce Fenshui położonej na zachodnim brzegu jeziora Tai – trzeciego co do wielkości zbiornika słodkiej wody w Chinach. Jezioro Tai ma powierzchnię ponad 2400 km2 (ponad 20-krotnie więcej niż Śniardwy) i przez wieki słynęło z obfitości ryb i pięknych wapiennych formacji.
Położonw na uboczu senne Fenshui zmieniło się nie do poznania, kiedy w latach 90. chińska gospodarka zaczynała nabierać tempa. Nowo utwardzona droga połączyła Fenshui z gwałtownie rozbudowywaną siecią autostrad. Wtedy to jak grzyby po deszczu na brzegach jeziora zaczęły powstawać fabryki, a tradycyjne jednopiętrowe domy zaczęły ustępować miejsca nowym 2-3 piętrowym budynkom. Wuj Zhanga, jak wielu jego sąsiadów, podjął się pracy w fabryce.
Jego choroba mocno uderzyła w rodzinę. Gdy zachorował, jego jedyny syn odbywał służbę wojskową, a żołnierska pensja okazała się za mała, by pokryć koszty opieki zdrowotnej. By wspomóc chorego męża ciotka Zhanga sama zatrudniła się w fabryce. Bezowocna walka z choroba pochłonęła wszystkie rodzinne oszczędności.
Zhang Junwei twierdzi, że nowotwór, który zabił jego wuja, został spowodowany przez zatrucie gleb – kwestię tak drażliwą w Chinach, że sam Zhang boi się o niej otwarcie rozmawiać. Zhang, podobnie jak jego wuj, żyje nad jeziorem Tai kilkadziesiąt kilometrów od miasta Yixing, w sercu delty rzeki Jangcy. Przez ponad 1000 lat region ten był jednym z najważniejszych miejsc uprawy zbóż, co znalazło nawet swe odbicie w chińskiej poezji, która wychwalała jego łagodny klimat i żyzne ziemie.
Jednak dzisiaj Yixing, wraz z resztą delty Jangcy to jeden wielki ośrodek przemysłowy. Od początku lat 90. na brzegu pięknego niegdyś jeziora Tai powstało prawie 3000 fabryk. Rozbudowany przemysł chemiczny uczynił z Jixing jeden z najbogatszych w całych Chinach ośrodków, którego PKB osiągnęło w 2012 roku 17 miliardów dolarów.
Mimo rozwiniętego przemysłu chemicznego Yixing nadal w znaczącej mierze ma charakter rolniczy. Droga z Fenshui do wioski Zhanga – Zhoutie, biegnie wśród prostokątnych pól warzyw, które są bardziej opłacalne od zbóż dla rolników żyjących w pobliżu wielkich aglomeracji miejskich. Wielu z nich jednak zrezygnowało z konsumpcji żywności, którą sami wytwarzają. Zdają sobie sprawę, że warzywa rosną na glebach zatrutych kadmem, ołowiem i rtęcią – metalami ciężkimi niebezpiecznymi dla ludzkiego zdrowia. Zhang przyznał, że też unika lokalnych produktów. „W glebie jest za dużo zanieczyszczeń” – stwierdza.
Zanieczyszczenie gleb jest w Chinach tajemnicą poliszynela. Mimo, że stanowi równie poważne zagrożenie, co bardziej nagłaśniane katastrofalne zanieczyszczenie wód i powietrza, to dane dotyczące stanu chińskich gleb oficjalne opatrzono klauzulą „ściśle tajne”.
Do niedawna rząd chiński opierał się wysiłkom mediów, które starały się zwrócić uwagę na problem lokalnych epidemii raka. Dopiero w lutym 2013 roku minister ochrony środowiska przyznał w końcu, że „wioski rakowe” rzeczywiście istnieją i opublikował listę, na której znalazły się rejony wokół jeziora Tai, w tym wioski Fenshui i Zhoutie. Niektórzy eksperci oszacowali, że w całych Chinach istnieje blisko pół tysiąca „rakowych wiosek”, a liczba ich ciągle rośnie.
Historia takich miejsc jak Fenshui i Zhoutie jest symptomatyczna dla całych Chin. Pragnąc jak najszybciej przyciągnąć inwestycje, lokalni oficjele często całkowicie ignorowali i tak mało rygorystyczne regulacje ochrony środowiska. „Rządzący dbają jedynie o PKB” – narzeka Zhang. Byli oni gotowi powitać z otwartymi rękami każdą, nawet najbardziej zanieczyszczającą firmę. Przez pewien czas ich entuzjazm podzielali wieśniacy, którym udało się zdobyć pracę w nowych fabrykach.
Pierwszymi objawami nadchodzących problemów było samo jezioro Tai, które stało się obiektem kampanii byłego rybaka – Wu Lihonga. We wczesnych latach 90 Wu, coraz bardziej przejęty raptownie pogarszającym się stanem wód słynącego niegdyś z czystości jeziora, zorganizował lokalną grupę „Obrońców jeziora Tai”, która zajmowała się zbieraniem próbek wody z jeziora i zasilających go rzek.
Przez 16 lat Wu próbował zwrócić uwagę na postępującą degradację, pomimo prób zastraszania podejmowanych przez lokalnych urzędników i policjantów. Udało mu się nawet dotrzeć do urzędników rządowych, co poskutkowało zamknięciem ponad 200 fabryk. Jego kampania gwałtownie dobiegła końca 13 kwietnia 2007 roku, kiedy to został aresztowany i skazany na 3 lata więzienia za wyolbrzymianie problemu i szantaż. Niecały miesiąc później chiński minister ochrony środowiska ogłosił Yixing „modelowym miastem ekologicznym”. Ledwie fanfary ucichły – 5 dni później toksyczny zakwit sinic zamienił jezioro Tai w zieloną, cuchnącą kloakę.
Epizod ten przyciągnął międzynarodową uwagę i wprawił w niemałe zakłopotanie rząd centralny i władze prowincji. Według oficjalnych danych z wód zlewni jeziora Tai korzysta 30 milionów ludzi. Lokalny urzędnik przyznał w rządowej gazecie, że zakwit sinic doprowadził do kryzysu zaopatrzenia w słodką wodę, a sama woda z jeziora wyglądała jak sos sojowy. Zmusiło to w końcu rząd do działania.
Pod koniec 2006 roku w Yixing prowadziło działalność 1188 firm produkujących chemikalia. Do października 2013 roku 583 z nich zostało zamknięte, połączyło się z innymi lub się przebranżowiło. W końcu 2013 roku Yixing rozpoczęło kolejną rundę oczyszczania przemysłu chemicznego, w ramach której w przeciągu 2 lat mają zostać zamknięte kolejne 52 zakłady.
Dla Wu Lihonga wszystkie te działania były spóźnione. Jego żona wraz z dziećmi przeniosła się za granicę, a on po wyjściu na wolność ma zakaz kontaktu z mediami. Jego brutalne traktowanie ma być przestrogą dla wszystkich mieszkańców, którzy zdecydowaliby się prowadzić kampanie ekologiczne.
Zanieczyszczenie środowiska pozostaje nadal bardzo drażliwym tematem w prowincji. Większość rozmówców nie chce podawać nazwisk, bojąc się reakcji władz lokalnych. Inni narzekali, że utrzymywanie w tajemnicy przez władze informacji o zanieczyszczeniach sprawia, że ludzie nie są świadomi zagrożeń zdrowotnych. Zhang wspomina, że w czasie największego zanieczyszczenia nawet ludzki pot ulegał przebarwieniu. „Wielu z moich krewnych umarło na raka w bardzo młodym wieku” – dodaje.
Chociaż lokalne władze zamknęły największych trucicieli, to chemikalia odłożyły się w glebie i nadal stanowią realne zagrożenie dla mieszkańców.
Zhang i inni mieszkańcy regionu wiedzą, że odsetek ludzi chorujących na raka wzrósł, a przyczynę tego upatrują w skażeniu gleby. Utrzymują, że liczba ofiar raka zaczęła rosnąć 10 lat temu, kiedy miejscowi rolnicy zaczęli chorować i umierać. Ich podejrzenia były uzasadnione. Gdy uprawy rosną na ziemi zatrutej kadmem oraz innymi metalami ciężkimi, wtedy rośliny wchłaniają toksyny. Ale nawet dzisiaj, kiedy istnieje świadomość zagrożenia, rolnicy nie mają wyjścia i nadal uprawiają skażoną ziemię. Dotyczy to w szczególności rodzin, które nie skorzystały na gwałtownym uprzemysłowieniu i nie mogą znaleźć alternatywnych źródeł dochodu. Najbiedniejsi nadal jedzą lokalne produkty żywnościowe, wiedząc, że jedzą truciznę.
Znalezienie wyraźnego powiązania między zanieczyszczeniami a zachorowalnością na raka z punktu widzenia nauki nie jest proste. Kierownik katedry Socjologii i Środowiska na Uniwersytecie Hohai Chen Ajiang przyznał, że związek między skażeniem a rakiem jest bardzo skomplikowany.
W 2007 roku profesor Chen dostał grant na badania związków między ludzkim zdrowiem a stanem wód zlewni jeziora Tai i rzeki Huai. Przez 5 lat wraz z kolegami przeprowadził badania terenowe w prowincjach Henan, Jiangsu, Zhejiang, Jianxi i Guandong, szukając dowodów wpływu skażenia wody na zdrowie. Profesor Chen twierdzi, że choroby wywołane zanieczyszczeniami niszczyły rozwój gospodarczy, utrwalając biedę mieszkańców wsi i często uniemożliwiając im powrót do rodzinnych wiosek. Zespół ustalił ponad wszelką wątpliwość, że „wioski rakowe” rzeczywiście istnieją.
Skażenia, które fabryki wyemitowały w postaci trujących wyziewów i ścieków w regionie jeziora Tai zdążyły zakumulować się w glebie. Mimo, to rząd zdaje się nie dostrzegać skali problemu. W kwietniu 2013 roku minister do spraw rozwoju obszarów wiejskich nagrodził wioskę Zhoutie w dziedzinie ochrony środowiska.
W kwietniu 2013 roku instytut badan geologicznych prowincji Jiangsu opublikował raport, w którym wykazano zanieczyszczenie metalami ciężkimi w regionach Wuxi, Suzhou, Changzhou. Ryż pochodzący z okolic miasteczka Dingshu od dłuższego czasu zawierał stężenie kadmu przekraczające dopuszczalne limity. Dingshu stanowi centrum przemysłu ceramicznego, gdzie setki fabryk produkują płytki ceramiczne, filiżanki i naczynia gliniane. Przynoszą one dochód miejscowej ludności, ale spowodowały też poważne skażenie lokalnego środowiska.
Problemy regionów pokazują cenę, jaką Chiny płacą za 30 lat gwałtownego rozwoju gospodarczego i ryzyko, jakie dla produkcji żywności niesie rosnące zanieczyszczenie gleb. Oficjalne dane mówią o produkcji 12 milionów ton zbóż rocznie zatrutych metalami ciężkimi, co kosztuje Chiny 3,2 mld dolarów.
W 2010 roku chiński Instytut Do Spraw Współpracy Międzynarodowej w Zakresie Środowiska i Rozwoju wydał raport na temat polityki ochrony gleb, w którym ostrzegł, że trendy zanieczyszczenia gleb nie napawają optymizmem. Powołując się na oficjalny chiński raport z 1997 roku podał, że 10 milionów hektarów ziem uprawnych jest poważnie zatrutych. Wykazał ponadto słabość chińskiego systemu monitoringu skażenia gleb oraz fakt, że zanieczyszczenia pogarszają jakość plonów. Postulował także konieczność wprowadzenia bardziej rygorystycznych przepisów chroniących gleby.
Istnieją jednak sygnały, że skala zatrucia gleb w całym kraju powoli zmusza chiński rząd do zrewidowania polityki wzrostu gospodarczego kosztem środowiska. W lipcu 2007 rząd zlecił obejmujące cały kraj badanie jakości gleb. Zostały ono zakończone w 2009 roku, ale rezultaty badań zostały częściowo opublikowane dopiero w 2013 roku. W kwietniu 2014 roku upubliczniono badania gleb przeprowadzone między 2005 a 2013 roku. Wynika z nich, że blisko 20% chińskich ziem uprawnych jest skażona. Ile z tego zawiera metale ciężkie nie wiadomo, ale niektórzy badacze twierdzą, że skażenie ołowiem, cynkiem dotyczy 10% wszystkich ziem uprawnych. Oficjalne dane podają, że zanieczyszczenia obniżają wielkość plonów o 10 miliardów kg rocznie.
Łączna powierzchnia użytków rolnych w Chinach wynosi 135 mln ha, ale ich powierzchnia kurczy się z powodu gwałtownej urbanizacji i rosnącego zanieczyszczenia.
Katastrofalny stan chińskiego środowiska wymusił podjęcie działań przez władze centralne. W kwietniu 2014 roku uchwalono nowe prawo ochrony środowiska, które zniosło maksymalny limit kary finansowej, jaki dotychczas groził trucicielom.
Nie ma jednak prostego środka na przywrócenie do życia milionów hektarów skażonych ziem, które sprawiają, że znaczna część chińskiej żywności stała się toksyczna. Proces rekultywacji zniszczonych gleb jest bowiem bardzo długi, skomplikowany i niezwykle kosztowny.
Tłumaczenie Tomasz Kłoszewski na podst. China’s Dirty Pollution Secret: The Boom Poisoned Its Soil and Crops









