Nadmierne rozpowszechnienie się samochodów osobowych niesie za sobą szereg problemów. Pomińmy przy tym w ogóle kwestie Oil Peak, wysyłanych do Rosji dziesiątek miliardów złotych rocznie na zakup ropy i zmianę klimatu, skupiając się wyłącznie na kwestiach lokalnych. Na poziomie lokalnym powszechne wykorzystanie samochodów prowadzi do problemów społecznych (gorszy stan zdrowia, wykluczenie społeczne, przestępczość), ekonomicznych (spadek wartości nieruchomości, rosnące wydatki inwestycyjne, problemy dla lokalnego handlu) i środowiskowych (zanieczyszczenie powietrza, zagrożenie powodziami, zagrożenie dla bioróżnorodności). Obrazuje to poniższy diagram:

Przekroczenia przepustowości dróg powoduje powstawanie zjawiska kongestii (czyli po ludzku „zakorkowania”), co fatalnie wpływa na prędkość przemieszczania się i regularność komunikacji miejskiej. Rozbudowa dróg przy ograniczonych zasobach przestrzeni i wzrost wskaźników motoryzacji sprawiły, że dla pozostałych uczestników ruchu (m.in. pieszych i rowerzystów) pozostało bardzo niewiele miejsca. wiele „porządkujących ruch” rozwiązań, stanowi dla nich spore utrudnienie. Tak stało się m.in. ze światłami na przejściach dla pieszych, które obecnie służą głównie zapewnieniu jak największej przepustowości skrzyżowań.
Jako rozwiązanie problemu korków władze miast postrzegają budowę większej ilości dróg i poszerzanie dróg istniejących, czemu gorąco kibicują kierowcy. No bo przecież więcej dróg oznacza, że będzie się jeździć szybciej i wygodnie, prawda?
Nieprawda. Mówi o tym prawo Lewisa-Mogridge’a, stwierdzające, że ruch drogowy powiększa się tak, aby maksymalnie wypełnić nową, zwiększoną przepustowość sieci drogowej. Napiszemy o tym w następnym artykule.
Na podstawie: dr Wojciech Szymalski Dlaczego samochody w mieście to problem?








