ArtykulyPowiązania

Przekręt koncernu łupkowego – desperacja dzierżawców

Właściciel

Joe Drake jest posiadaczem 200-hektarowej farmy w Pensylwanii. Kiedy w 2011 roku do jego drzwi zapukali ludzie z Chesapeake Energy, chcący podpisać dzierżawę na wydobycie gazu łupkowego na jego ziemi, ucieszył się, że w łatwy sposób zarobi mnóstwo pieniędzy. Na swoim Fordzie F-250 przylepił naklejkę „Drill, baby, grill”, a sąsiadów ostrzegających przed problemami środowiskowymi zbywał machnięciem ręki. Chesapeake obiecało mu 12,5% od zysku ze sprzedaży wydobytego na jego działce gazu. Wyglądało to na dobry układ z wielkim koncernem energetycznym, dynamicznie rozszerzającym swoją działalność w USA.

Drake cierpliwie znosił przejazdy kohort ciężarówek, pył, hałas i wiercenia. Oprócz robienia odwiertu i szczelinowania Chesapeake Energy zabrało się też za budowę rurociągu, ciągnącego się przez pola i lasy 35 mil do rurociągu międzystanowego. Wtedy jeszcze Drake nie wiedział, że rurociąg miał stać się nie tylko drogą transportu wydobytego u niego i sąsiadów gazów na rynek, lecz wehikułem finansowo-biznesowym, za pomocą którego koncern wydobywczy wystawi ich do wiatru.

W lipcu 2012 roku gaz popłynął szerokim strumieniem. Było go dużo, a czeki za kilka pierwszych miesięcy opiewały na 59 400 dolarów. Jednak na początku 2013 roku, bez ostrzeżenia czy wyjaśnienia, kwota na czeku drastycznie zmalała. O ile w lipcu 2012 roku czek za udział w zyskach ze sprzedaży opiewał na 5300 dolarów, to w ostatnim lutym kwota na czeku spadła już tylko do 541 dolarów. Taki spadek zysków mógłby być związany ze spadkiem wydobycia lub załamaniem cen gazu. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Ponadto szybko okazało się, że mieszkający kilka mil dalej jego szwagier odnotował spadek w wysokości 94%. Spadek zysków odnotowali też inni właściciele działek z okolicy. Co się stało?

Koncern

Pod koniec 2011 roku Chesapeake Energy miała poważne problemy. Wysokie koszty wydobycia i niskie ceny gazu, w połączeniu z szeregiem wątpliwych inwestycji i rozrzutnością kierownictwa spowodowały, że firma balansowała na krawędzi katastrofy. Kurs akcji spadał, a firma potrzebowała na gwałt miliardów dolarów. Można je było pożyczyć, ale na bardzo wyżyłowanych warunkach, bo Chesapeake Energy już była poważnie zadłużona. Jednak koncern znalazł wyjście z sytuacji – za jego problemy mieli zapłacić dzierżawcy terenu.

Przekręt

Zgodnie z zapisami umów Chesapeake Energy musiał wypłacać właścicielom gruntów prowizję od zysku ze sprzedaży gazu. Jednak za pośrednictwem sprytnej sztuczki finansowo-biznesowej udało mu się pozbawić ich zysku. A zrobił to tak:

  • Za 4,76 mld dolarów Chesapeake sprzedał sieć swoich rurociągów w Pensylwanii, Ohio, Luizjanie, Teksasie i Środkowym Zachodzie nowo utworzonej, wydzielonej z koncernu Chesapeake firmie Access Midstream
  • W zamian, Chesapeake zobowiązał się, że wydobywany gaz przez co najmniej kolejną dekadę będzie przesyłał przez (zbudowane wcześniej przez siebie) rurociągi firmy Access Midstream. Uzgodniono, że opłaty za przesył będą ustalone na poziomie gwarantującym Access Midstream spłatę 5 mld dolarów z 15% zyskiem.
  • Tak wysoki zysk byłby możliwy jedynie w przypadku horrendalnie wysokich cen za przesył gazu. Tak też się stało.
  •  W zamian Access Mainstream zobowiązał się, że będzie zlecał prace do wykonania przez Chesapeake Energy, która mogła w ten sposób odzyskiwać płacone Access Mainstream za przesył gazu pieniądze.
  • Uzgodnione między Chesapeake Energy a Access Mainstream koszty przesyłu gazu praktycznie wyzerowały zysk Chesapeake Energy z jego sprzedaży, a więc i prowizję właścicieli dzierżawionych terenów. Bingo.

Wydzielając z siebie spółkę celową i ustawiając się w ten sposób, Chesapeake zapewniała sobie zyski na każdym kroku.

O ile koszt transportu gazu z działki Joe Drake’a do rurociągu międzystanowego w oparciu o typowe stawki wynosił 9 centów za 1000 stóp sześciennych (Mcf), to przedstawiony właścicielowi rachunek za transport opiewał już na 2,94 USD/Mcf – ponad trzydziestokrotnie więcej.

Drake wspomina rozmowy z ludźmi z Chesapeake o zyskach: „Firma robiła wrażenie, że koszty będą pomijalne. Cóż. Kłamali.”

Próby polubownego rozwiązania konfliktu z Chesapeake nie udają się – pisma utykają w biurokratycznej machinie korporacji a decydenci nie mogą znaleźć czasu dla dzierżawców. Drake wynajął więc prawnika, podobnie jego sąsiedzi.

„Mam tego cały stos”, mówi Taunya Rosenbloom, prawnik reprezentująca właścicieli dzierżaw, pokazując na 20-centymetrową stertę dokumentów. „Wszyscy wokół mają ten sam problem.”

W zeszłym miesiącu, gubernator Pensylwanii, Tom Corbett, wysłał list do dyrektora zarządzającego CEO, stwierdzając, że polityka cenowa Chesapeake „kłóci się z logiką” i wezwał stanowego prokuratora generalnego do otwarcia postępowania.

„Gdybyśmy Ty lub ja wykręcili taki numer, już bylibyśmy w pudle”, żali się Drake. Czy po raz kolejny okaże się, że duży może więcej?

Czytaj więcej ProPublica

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly