The YouTube ID of iNe9GKuVdck&feature=youtu.be is invalid.
Teraz, kiedy przyjrzeliśmy się amerykańskim aktywom, czas na wyjaśnienie, czym jest bańka cenowa, co ją powoduje i jakie są jej konsekwencje. W szczególności przyjrzymy się bańkom na rynku nieruchomości, ponieważ bańka taka ma właśnie miejsce, jest największa w historii i prawdopodobnie będzie najgorsza w skutkach.
Historia odnotowała wiele pęknięć baniek cenowych, a ich skutki prawie zawsze są traumatyczne. Zdarzeniom tym towarzyszą zwykle wstrząsy społeczne, ekonomiczne i polityczne, a utrata majątku przez ludzi jest nieunikniona.
Kiedy mamy do czynienia z masowymi, irracjonalnymi działaniami finansowymi, ciężko jest odróżnić bańkę od manii czy zwykłej rozrzutności. Bańki to efekt głupoty największego kalibru, a historia niestety pełna jest głupoty ludzkiej.
Bańki pojawiały się mniej więcej co pokolenie, gdyż musiało upłynąć trochę czasu, nim ich bolesne skutki poszły w zapomnienie.
Dzisiaj stajemy w obliczu bańki na rynku nieruchomości, którą od ostatniej bańki dotcomów dzieli mniej niż 10 lat. Jest to wydarzenie wręcz nieprawdopodobne i niemające odpowiednika w historii.
Zatem, kiedy wiemy, że mamy do czynienia z bańką aktywów? Jak bańki wyglądają i co się dzieje, gdy pękają?
FED lubi twierdzić, że istnienie bańki można stwierdzić dopiero, gdy ta pęknie. Ale nie jest to prawda.
Bańka powstaje wtedy, gdy ceny aktywów rosną szybciej, niż dochody mogące je utrzymać. Bańka reprezentuje ludzi, którzy porzucili rozsądek i roztropność na rzecz chciwości i marzeń.
Przyjrzyjmy się bańce, jaka miała miejsce w Holandii w XVII wieku. Z jakiegoś powodu ludzie w tamtych czasach rozmiłowani byli w tulipanach i widzieli w nich bezpieczną drogę do bogactwa, co zapoczątkowało szaleństwo. Tak, mówimy o kwiatach rozwijających się z cebulki. Bańka zaczęła powstawać, gdy wyhodowano piękne i unikalne odmiany w najróżniejszych kolorach, a ich ceny rosły w miarę narastania spekulacyjnej gorączki. Gdy bańka osiągnęła szczyt, najbardziej poszukiwana odmiana Semper August, widoczna tutaj, kosztowała tyle, ile najlepszy budynek w najlepszej dzielnicy.
W końcu jednak ludzie połapali się, że jeśli poświęci się trochę starań, to można samemu wyhodować pewną ilość tulipanów, no i, że cebulki to w końcu tylko… cebulki.
Tulipanowa gorączka skończyła się nawet szybciej, niż zaczęła, co miało miejsce pewnego dnia na początku sezonu sprzedaży w lutym 1637 roku. Tego dnia ceny załamały się.
Przykład ten ilustruje dwie charakterystyczne cechy baniek.
Po pierwsze są one samonapędzające się, co oznacza, że wyższe ceny same w sobie stają się uzasadnieniem wyższych cen, a po drugie, kiedy iluzja wychodzi na jaw – gra nagle się kończy.
Drugi przykład bańki pochodzi z XVIII wieku i nosi nazwę bańki Kompanii Mórz Południowych. Kompania Mórz Południowych była brytyjskim przedsiębiorstwem mającym monopol na handel z Ameryką Południową na mocy porozumienia z Hiszpanią. Fakt, że firma ta, nim uzyskała monopol, przynosiła raczej przeciętne zyski, nie powstrzymał ludzi przed gorączkową spekulacją odnośnie jej przyszłej wartości, co spowodowało gwałtowny wzrost cen udziałów. Ludzi również nie zniechęcił fakt, że „jest to firma, o której mówi się, że ma zająć się zyskownym przedsięwzięciem, lecz o jego szczegółach nikt nic właściwie nie wie.”
Sir Isaac Newton zapytany o nieustannie rosnące ceny akcji South Sea, odpowiedział, że „.. nie potrafił policzyć ludzkiego szaleństwa”. Może i stworzył rachunek różniczkowy i odkrył prawo powszechnego ciążenia, ale gdy bańka pękła, stracił ponad 20 tysięcy funtów, co dowodzi, że inteligencja nie zawsze gwarantuje ochronę przed zalewem zwierzęcego instynktu, jaki towarzyszy pęczniejącym bańkom.
W 1720 roku bańka pękła, stając się książkowym przykładem bańki spekulacyjnej. Mamy tutaj dwie dodatkowe, kluczowe cechy baniek. Zwykle są mniej więcej symetryczne w czasie i cenie.
Oznacza to, formowanie się bańki zajmuje mnie więcej tyle samo czasu, ile trwa powrót do sytuacji wyjściowej, a ceny spadają do wcześniejszego poziomu, lub nawet niżej.
Tutaj widzimy to doskonale. Będziemy to widzieć znowu, znowu i znowu.
Tutaj na wykresie Dow Jones zaczynającym się w 1921 roku, widzimy że bańka spekulacyjna, która poprzedziła Wielki Kryzys, kurczyła się tyle samo czasu, co wcześniej nadymała, a na koniec ceny wróciły do swych pierwotnych wartości.
Tutaj zaś mamy zaznaczone na niebiesko ceny akcji General Motors w latach 1912 – 1922, a na czerwono ceny akcji Intela między 1992 a 2002 rokiem, w czasie gdy ich ceny załamały się. Możemy też zauważyć, że obie linie wyglądają podobnie, mimo że jedna reprezentuje firmę motoryzacyjna , a druga firmę wysokich technologii i ponadto dzieli je okres ponad 80 lat.
Fakt, że bańki wykazują podobne charakterystyki cenowe, świadczy o tym, że nie są one cechą konkretnego systemu finansowego, ale raczej powstają jako wynik ludzkiej chciwości, strachu i nadziei. I nie zmieniło się to przez wiele lat,
dlatego powinieneś kurczowo ścisnąć portfel za każdym razem, gdy usłyszysz: „Tym razem będzie inaczej”.
Gdzieś po drodze ludzie zaczęli myśleć tak o domach.
W pewnym momencie faktycznie uwierzyli, że nieruchomości są drogą do bogactwa. Co lepsze, uwierzyli w to, że jest to magiczna droga, która doprowadzi do sukcesu nawet, gdy całymi dniami będzie się popijało piwo na kanapie.
Nie ma możliwości, aby tak się stało, i powinniśmy byli o tym wiedzieć – lecz bańki rządzą się własnymi prawami. Przecież w długim okresie ceny domu są określane przez koszt ich zbudowania, co oznacza że to inflacja dyktuje ceny nieruchomości.
Ten fascynujący wykres, stworzony przez Roberta Shillera, pokazujący ceny domów skorygowane o inflację, ujawnia że między rokiem 1890 a 1998 zmieniały się one zgodnie ze zmianami poziomu inflacji. Wzrost linii oznacza, że tempo wzrostu cen domów było wyższe od inflacji, zaś spadek linii, że wzrost cen domów przegrywał z inflacją.
Przez te 118 lat tak liczona cena oscylowała wokół 101.2 , co oznacza że przez cały ten okres w zasadzie była ona stała. Ceny nieruchomości w porównaniu do inflacji były raczej stabilne, przy czym spadły przed i w czasie Wielkiego Kryzysu, by potem ustabilizować się i znów mocno wzrosnąć po wojnie.
Widzicie ten skok? Była to bańka na rynku nieruchomości, którą dobrze pamiętam,
bo dotknęła ona północny-wschód, tam gdzie w owym czasie mieszkałem oraz jeździłem rowerem po opuszczonych placach budowy.
Zauważ, że po bańce ceny spadły do poziomu bazowego, podobnie jak po bańce z 1989 roku.
Jeśli to były bańki na rynku nieruchomości, to czym jest TO? Obecna bańka na rynku nieruchomości jest nieporównywalna z czymkolwiek, z czym mieliśmy do czynienia w przeszłości. Żadna wcześniejsza bańka nawet nie zbliżyła się skalą do obecnej, trudno więc przewidzieć, jakie będą jej skutki.
Zwróć uwagę na to, że ostatnia bańka nie zaczęła się w 2004 roku, lecz w 1998 i do 2000 swoimi rozmiarami już dwukrotnie zdążyła przyćmić wszystko to, co miało miejsce wcześniej. Możesz zadać sobie pytanie „Skoro Rezerwa Federalna miała dostęp do tych danych i wiedziała, że już w 2000 roku pojawiła się bańka, to dlaczego ustalili stopy procentowe na niskim poziomie 1% i utrzymywali je przez rok pomiędzy 2003 i 2004?”
Jest to cholernie dobre pytanie i zaraz do niego wrócę.
Bazując na tym wykresie możemy przewidzieć, że ceny nieruchomości osiągną dno w 2015 roku, a ich ceny realne spadną o około 50%.
Inaczej patrząc na sytuację, moglibyśmy rozpatrywać ją z punktu widzenia zdolności do kupna. W dłuższej perspektywie średnia cena domów nie może być wyższa, niż średni poziom dochodów. Dlaczego? Ponieważ jest to kwota, którą ludzie są w stanie wydać na kupno domu i nakłada limit na ich ceny.
Oto wykres na którym zestawiłem medianę dochodów z medianą cen domów. Bańki z lat 1979 i 1989, choć nie wyglądają bardzo strasznie, są zaznaczone czarną strzałką. To, że mediana dochodów nie różniła się wiele od tej sprzed wzrostu cen, pomogło złagodzić bolesne skutki pęknięcia baniek, a ceny i dochody po jakimś czasie znowu się wyrównały.
A teraz? Znowu nigdy w historii nie doświadczyliśmy takiej różnicy między dochodami i cenami domów, czego niepokojące sygnały zaczęły pojawiać się już w 1999 roku. Bazując jedynie na wielkości dochodów, o ile musiałyby spaść ceny domów, aby linie spotkały się znowu? Odpowiedź brzmi: o 34%, co oznacza że przed nami jeszcze długa droga w dół. Biorąc pod uwagę cechy baniek, nie możemy wykluczyć spadku o 40-50%. Możemy obstawiać, że ceny domów osiągną dno gdzieś w latach 2012-2015. Pamiętaj, bańka powstaje wtedy, kiedy ceny aktywów rosną szybciej, niż dochody mogące podtrzymywać ten wzrost.
Gdzie był FED w tym czasie? Byli zajęci pisaniem opracowań, przekonujących, że bańki na rynku nieruchomości wcale nie istnieją, jak to pokazuje ten artykuł
zatytułowany „Czy Ceny Domów Są Kolejną Bańką”.
Początek artykułu zaczynał się dobrze, stwierdzając – „Ceny domów silnie rosły począwszy od połowy lat 90., wzbudzając obawy, że mamy do czynienia z bańką i że załamanie się cen na rynku nieruchomości bardzo zaszkodzi gospodarce USA”.
Ale wniosek finalny był zupełnie inny:
„Bliższa analiza rynku nieruchomości USA wykazała jednak, że takie obawy są bezpodstawne. Silnie zaznaczony wzrost cen nieruchomości w większości można przypisać mechanizmom rynkowym. Ceny wzrastały zgodnie ze wzrostem dochodu przeciętnej rodziny oraz spadały w ujęciu nominalnych hipotecznych stóp procentowych.”
„Ceny wzrastały zgodnie ze wzrostem dochodu przeciętnej rodziny”… Co proszę???
Jeden z najbardziej znanych faktów naszych czasów jest taki, że dochody skorygowane o inflację wcale nie rosły, co stanowi jedną z głównych porażek gospodarczych ostatniej dekady. To jedynie pokazuje, że albo Rezerwa Federalna jest niekompetentna, albo prowadzi tendencyjne badania, co sprawia, że czarno widzę nasze szanse wydostania się z tego bałaganu.
Ale pracownicy FEDu ulegli tej samej iluzji, co miliony ludzi.
Iluzji, która kazała im wierzyć, że tym razem będzie inaczej.
Ale takie są właśnie bańki. Ludzie tracą poczucie zdrowego rozsądku i imają się wszelkich sposobów, by uzasadnić swoje błędne stanowisko. Pewnego dnia jednak iluzja znika, i to, co wydawało się absolutnie prawdziwe, nie ma już żadnego sensu. Kiedy to się w końcu wydarzy, los bańki można już tylko śledzić poprzez tempo jej znikania.
Dlaczego jest to dla nas tak ważne? Ponieważ będziemy musieli radzić sobie ze skutkami ubocznymi baniek przez bardzo długi czas.
Chociaż chciałoby się zwalić całą winę na bańkę na rynku nieruchomości, to jest ona jedynie symptomem innej bańki – bańki kredytowej.
Pod koniec 2000 roku całkowite zadłużenie kredytowe sięgało poziomu 27 bilionów dolarów. Do końca 2007 wzrosło do niesamowitych 48 bilionów. Ten wzrost kredytów o 21 bilionów był pięciokrotnie większy, niż wzrost PKB w tym samym czasie. Każda próba zrozumienia wzrostu cen nieruchomości musi być podejmowana w kontekście potężnego wzrostu zadłużenia.
Ale jak zauważyliśmy w poprzednim przykładzie, bańka kredytowa trwa już od 25 lat. Odkręcenie tego całego szaleństwa kredytowego będzie wymagało radykalnych zmian w postawach i zwyczajach.
Jedną z przyczyn, dla których bańki, a w szczególności bańki na rynku nieruchomości, są takie groźne, jest ogromna ilość poczynionych w międzyczasie inwestycji.
Pobudowano zbyt wiele domów, centrów handlowych i bloków mieszkalnych, a większość z nich zbyt wielkich i źle przystosowanych do przyszłości, w której energia będzie droga. Przykro mi to mówić, ale te biliony zostały zmarnowane, a co gorsze, zmarnowaliśmy okazję wydania ich na rzeczy znacznie bardziej nam potrzebne.
Austriacka szkoła ekonomii ma bardzo trafne i dosadne twierdzenie na temat końca baniek kredytowych.
Według Ludwika von Misesa:
„Nie ma sposobu na uniknięcie ostatecznego załamania boomu spowodowanego ekspansją kredytową. Istnieje jedynie alternatywa, czy ma się to stać wcześniej jako efekt dobrowolnego zaprzestania ekspansji kredytowej, czy też później jako całkowity upadek systemu monetarnego.”
Jest to pogląd, który podzielam i który wyjaśnia moją silną skłonność do trzymania mojego majątku jak najdalej od ścieżki potencjalnego upadku dolara. Jako naród sięgnęliśmy po naprawdę desperackie środki, by podtrzymać ekspansję kredytową, sprawiając, że najbardziej prawdopodobnym ostatecznym rezultatem będzie całkowity upadek waluty.
A co z dniem dzisiejszym? Nie mogło być gorzej. Bańka na rynku nieruchomości jest jedną z ostatnich rzeczy potrzebnych nam w tych trudnych czasach, ale tak niestety jest.
Wizję i sposób zarządzania zaprezentowany przez Rezerwę Federalną i rząd postrzegam jako fatalne.
Zatem, czego możemy spodziewać się po pęknięciu bańki kredytowej? Mówiąc wprost, wszystko to, co zawdzięczamy łatwemu kredytowi upadnie.
Jestem szczególnie podejrzliwy względem akcji, nisko oprocentowanych obligacji i oczywiście nieruchomości.
Jest bardzo niewiele konwencjonalnych sposobów na ochronę majątku w takiej sytuacji, zachęcam Cię więc, abyś zaczął zadawać sobie (a także, jeśli masz go, swojemu doradcy finansowemu) bardzo poważne pytania odnośnie bezpieczeństwa Twoich zasobów finansowych. Nie będziesz tego żałował.
Pamiętaj, tym razem prawdopodobnie NIE będzie inaczej.
Dołącz teraz do nas w następnej części nazwanej „Liczby Urojone” w której zobaczymy skalę pół-prawd i fałszywych danych, jakimi okłamywaliśmy się przez ostatnie lata.
Następna część: Kurs na zderzenie – rozdział 16: Liczby urojone
Poprzednie części
Kurs na zderzenie – rozdział 1: Trzy przekonania
Kurs na zderzenie – rozdział 2: Trzy E
Kurs na zderzenie – rozdział 3: Wzrost wykładniczy
Kurs na zderzenie – rozdział 4: Problemem jest procent składany
Kurs na zderzenie – rozdział 5: Wzrost kontra Dobrobyt
Kurs na zderzenie – rozdział 6: Czym jest pieniądz?
Kurs na zderzenie – rozdział 7: Tworzenie pieniądza
Kurs na zderzenie – rozdział 8: Rezerwa Federalna (FED)
Kurs na zderzenie – rozdział 9: : Krótka Historia Dolara
Kurs na zderzenie – rozdział 10: Inflacja
Kurs na zderzenie – rozdział 11: Ile to jest bilion?
Kurs na zderzenie – rozdział 12: Dług
Kurs na zderzenie – rozdział 13: Narodowa niezdolność do oszczędzania










